sobota, 24 listopada 2018

Prezent dla Asi

Asia teoretycznie mogłaby sama sobie taki szal wydziergać, ale w rzeczywistości na takie całkowicie rekreacyjne dzierganie czasu ma najmniej. Spodobała jej się moja własnoprzędziona nitka, kolor wybitnie Asiowy, tak więc decyzję podjęłam błyskawicznie. Lubię dawać prezenty-niespodzianki przyjaciołom :)

Model ten sam, co poprzednio (klik), nieco mniejszy, bo singiel własnej produkcji zdeterminował taki rozmiar. Jest trochę mniej jedwabiście niż poprzednio (tym razem jedwab to tylko część składu obu nitek), ale dalej przyjemnie i miękko.

Pokazuję szal na blogu dopiero teraz, gdy został wręczony (i spotkał się z ciepłym przyjęciem, za co odwdzięczył się ciepełkiem w wietrzne dni listopadowe :) ). Zdjęcia były robione jeszcze we wrześniu wraz z dwoma poprzednio pokazywanymi udziergami.

Aktualnie dziergam kilka rzeczy, które pewnie za jakiś czas seryjnie będę kończyć. Płodozmian ratuje mnie przed znużeniem, bo ileż można dziergać jednym ciągiem sweter patentowy na trójkach? Albo chustę z czterech motków nitki grubości fingering? Nie, zdecydowanie nie nadaję się na dziewiarską monogamistkę...















Prostokąt skosem nr 2
włóczka/yard: Kid Silk Drops + handspun (Laguna - merynos/shetland/alpaka/jedwab)
druty/needle: 4,5 mm (Prym Ergonomics)
zdjęcia/photos: Gosia

sobota, 29 września 2018

Strzałka jedyna w swoim rodzaju

Tym razem coś, co moje przyjaciółki uznały za dzianinę artystyczną :) Faktycznie, jest to unikat, bo nicią na udzierg były własnoprzędzione single z surowca dostępnego w krótkich seriach. Jest zabawa kolorem i fakturą.

Połączyłam tu tzw. mini-zestaw swetrowy od jednej farbiarki z wybranymi zawiniątkami z "goodie bag" od drugiej. Kolory zawiniątek wybrałam z kilku "goodie bagów" według własnego gustu, a jak już je wybrałam, to okazało się, że pięknie zgrywają się z wcześniej uprzędzionym mini-zestawem swetrowym. Niebieskość, beżowość, szczypta zieleni - taka nuta przewodnia. O przędzeniu poszczególnych frakcji kolorystycznych można poczytać tu i tu.

Pierwsza część (zestaw swetrowy) była uprzędziona w poetyce grubo-cienko, co w dzianinie przełożyło się na efekt à la boucle. Miała też łagodniejsze przejścia kolorystyczne dzięki mieszaniu czesanki na gręplach ręcznych. Z kolei tam, gdzie sąsiednie kolory wyraźniej się różniły, "fejdowałam", czyli zmieniałam nitkę co dwa rzędy. Ale bez fanatyzmu. Chciałam czegoś nieidealnego, acz praktycznego. Dlatego w momentach, gdy nitka "grubo-cienko" niebezpiecznie chudła, składałam jej kawałek trzykrotnie i taką miejscowo pogrubioną przerabiałam, co dodawało rustykalności i solidności zarazem. Pilnowałam wagi, żeby skończyć poszerzanie strzałki nim skończę 1/3 uprzędzionych nitek. Tradycyjnie kończyłam "na oparach" włóczki. Czyli niby jest bardzo prosto, ale zarazem wyjątkowo. I kolorystycznie tak, jak chciałam.

Chusta jest naprawdę duża, najdłuższy bok trójkąta to prawie 3 metry. Jak widać na niektórych zdjęciach, długości chusty wystarcza nawet na zamot w typie kamizelkowym. Będzie się czym zawinąć zimą :)

PS. Jak już wspominałam, byłam na Drutozlocie. Nabyłam nawet kilka motków (zdjęcia na Instagramie), spotkałam sporo osób, z wieloma nie zdążyłam się spotkać. Na adrenalinie jechałam jakiś tydzień. Unikatowa strzałka była ze mną w Toruniu. Gdy rozłożyłam ją z koleżanką w ramach wzajemnego podziwiania udziergów, przechodząca dziewiarka spytała, z czego to wydziergane, wyraźnie oczekując podania firmy i nazwy włóczki. Informacja, że to "tymi rękami uprzędzione" wywarła na niej wrażenie i chyba troszeczkę rozczarowała. Cóż, było mi bardzo miło :)

Strzałka Druga
włóczka/yarn: własnoręcznie przędziona/ handspun by me
druty/needle: 3.5 mm
zdjęcia/photos: Gosia

























wtorek, 18 września 2018

Mały, szary, elegancki

Podczas pierwszego przeglądania modeli z Laine nr 1 ten sweter nie zwrócił mojej uwagi. Nie zauważyłam w nim szczególnych smaczków, do tego włóczka modelu pokazowego nieszczególnie służyła urodzie swetra... No i rozmiar był moim zdaniem nienajlepiej dobrany do modelki. Potem było drugie spojrzenie, gdy Asia powiedziała "Joji robi fajne wzory" (a ja Asi poleceniom ufam, bo sama pisze bardzo fajne wzory i byle czego nie poleca :) ). W sumie to nawet zaczął mi się ten sweter podobać. Taki klasyczny w formie kardigan z ładnie wrobionymi rękawami...

Klamka zapadła, gdy zobaczyłam granatową tweedową wersję Malmonki i niemalże symultanicznie spojrzałam na podaną przez Dropsa próbkę przy nowej włóczce Sky. Oczywiście, nie liczyłam na trafienie z próbką aż tak dokładnie, ale myśl uczepiła się i nie odpuszczała. Mimo że unikam zakupów włóczek, zasadniczo oszczędzam (bez fanatyzmu), to jednak dość szybko dojrzałam do zakupu przy okazji 30 proc. obniżki majowej. Sweter zapowiadał się dość ekonomicznie, a po udzierganiu okazał się jeszcze bardziej ekonomiczny, bo zużyłam na niego nieco ponad 5 motków Sky (dokładnie 27 dag). Sprytna ta włóczka sznureczkowa - w motkach ma parametry fingeringa, tymczasem w robótce daje efekt DK (a do tego ślicznie się puszy po praniu i daje zdecydowanie niedziurawą dzianinę). Ma też wadę - łańcuszek ma dość luźny splot, dlatego trzeba dziergać z niej uważnie, ew. warto spróbować nieco bardziej tępych drutów. Ja się przyzwyczaiłam do takiego uważnego dziergania dość szybko, więc w sumie bardzo miło wspominam czas pracy nad tym swetrem.

Co ciekawe, trafiłam z próbką idealnie. Mimo to sweter wyszedł nieco bardziej dopasowany niż planowałam. Co mnie nie martwi, bo leży ładnie, jest wygodny i spodziewam się, że raczej w przyszłości się rozciągnie (alpaka) niż zbiegnie. Już pranie pod blokowanie wyciągnęło rękawy z trochę za krótkich na nieco za długie. W związku z dopasowaniem zrezygnowałam z zapięcia na guziki (dziurki są prawie niewidoczne) i zamierzam ten kardigan nosić jako open front lub ew. sweter z połami spiętymi broszką. Konstrukcja jest zdecydowanie udana - mój sweter zaliczył mierzenie przez kilka koleżanek na Drutozlocie i na każdej wyglądał dobrze, niezależnie czy był dopasowany czy raczej mocno za luźny. Spotkał też swojego przyszłego kuzyna, gdyż Ewelina dzierga z zielonego Sky'a swoją wersję. Będzie nas więcej, ale zuniformizowany wygląd raczej nam nie grozi :)

Lanes by Joji Locatelli
rozmiar/size: M
włóczka/yarn: Garnstudio DROPS Sky, colour 02
druty/needle: 4 mm
zdjęcia/photos: Gosia

















sobota, 14 lipca 2018

Tanie i dobre (szyciowe)

Dość dawno temu opisałam kilka ulubionych wydawnictw albumowych o modzie. Takich pięknych, światowych, "na bogato". Tymczasem na moich półkach stoją najróżniejsze książki i wiele z ulubionych to wydawnictwa tanie, a nie mniej przydatne niż tamte albumy. Dziś o literaturze przedmiotu, którą w sieci i w antykwariatach można kupić już poniżej 10 zł, a potem cieszyć się z najlepiej wydanych w szyciowym życiu kilku złociszy :)

Przed zakupami warto przemyśleć, czy to na pewno ten typ literatury, którego się potrzebuje. Te książki mają z zasady kolorystykę czarno-białą, miękką, nieefektowną oprawę i są ilustrowane wyłącznie rysunkami. Konstrukcje przeważnie opisywane są dla jednego rozmiaru i nikt przy publikacji nie pomyślał o dołączeniu arkuszy z wykrojami. Ale są to też książki starannie zredagowane (bez typowych w obecnych tłumaczeniach potworków językowych), ilustrowane często lekką kreską przez panią Kalinę Paroll... Nie podają na tacy gotowego wykroju do wycięcia, a raczej uczą, co po czym i dlaczego. Co kto lubi :)

Jeśli ktoś kiedykolwiek pomyślał o szyciu, to na pewno zetknął się z książkami pani Zofii Hanus. Wydawane w czasach raczej siermiężnych, do dziś mogą wiele nauczyć.

Przede wszystkim polecam "Jak szyć?", czyli kompendium rozwiązań na różne krawieckie dylematy. Zapięcia, suwaki, marszczenia...



Poza tym są wielokrotnie wydawane "Kulisy kroju i szycia" tej autorki (tomy: "Bluzki, spódnice", "Suknie, kamizelki, spodnie", "Odzież dla dzieci" oraz najmniej popularny w sprzedaży, tak więc najdroższy "Płaszcze, peleryny").



Wśród książek pani Hanus jest perełka dla osób szyjących dla lalek - "Nastolatka szyje sama" (wydanie z różową okładką jest bogatsze od ciemnozielonego o dział przeróbkowy). Już wiele lat temu odkryłam, że rysunki wykrojów w tej książce są podane w skali idealnej do szycia dla lalek typu barbie lub fleur. Nie wiem, na ile to odkrycie jest powszechne, ale jakby ktoś nie wiedział, a był zainteresowany, to polecam.



We wszystkich książkach autorstwa pani Hanus są rozpisane konstrukcje różnych modeli odzieży. Od form podstawowych, przez wszelkie modyfikacje, a do tego przegląd dekoltów, kołnierzy, rękawów... No i poprawki podczas miar (jak zdejmować miary, co i jak poprawiać podczas przymiarek).

Innym nazwiskiem wartym uwagi w antykwariatach i internecie jest Barbara Ignatowska. Mam dwie książki jej autorstwa:



Jak ktoś lubi powgryzać się dość profesjonalnie w konstrukcję, to warto rozejrzeć się za książkami Ryszarda Kowalczyka. Mam "Krój odzieży damskiej".



Szyjącym dla domu polecam "Szycie bielizny pościelowej" Jadwigi Issat. Pozycja na pierwszy rzut oka specjalistyczna, ale napisana w przystępny sposób, idealna dla początkujących, z ilustracjami i opisami, jak wykonać różne rodzaje szwów, jak zszyć narożniki... Przydaje się przy szyciu dla domu, nie tylko pościeli.



To wszystko to taki krawiecki zestaw podstawowy. Dla mnie - niezbędnik.

PS. Za tło do książek robi schnący sweter. Jak czas i pogoda pozwolą, to go trochę dokładniej pokażę ;)

czwartek, 31 maja 2018

Ściągaczowe morze

To miał być zupełnie inny sweter, według gotowego wzoru... Okazało się jednak dość szybko, że nie ma szans, by tamten wzór wyszedł mi z 1400 m merynosa grubości skarpetkowej. Zanim doszłam do tego wniosku, zdążyłam wydziergać spory kawałek ściągacza, spodobał mi się i właściwie był gotową próbką (w dodatku dzierganą na okrągło). Od dawna hołubiony gdzieś w zakamarkach dziewiarskiej pamięci pomysł na "ściągaczowego" powrócił.

Żeby nie było zupełnie nudno, zaplanowałam na przodzie wąski pasek z ażurem. Padło na "żmijkę", która jednak nie zostanie moim ulubionym motywem, gdyż w jej przypadku nigdy nie jest oczywiste, w którym rzędzie wzoru się człowiek aktualnie znajduje, czyli trzeba pilnować i liczyć. Niby wzór prosty, ale wymaga dużo uwagi, co nie jest moją ulubioną charakterystyką w dziewiarstwie.

Poza tym ściągacz, ściągacz i jeszcze więcej ściągacza. Ściągacz jednakowoż pożera włóczkę jak warkocze, toteż nadeszła chwila, gdy trzeba było zdecydować, czym uzupełnić te szafiry, żeby tułów nie kończył się w talii, a rękawy były co najmniej 3/4... Wyciągnęłam wówczas motek granatowego Heritage Silka. Nie kocham go mimo zacnego składu - zrobiłam z niego dwa lata temu Anthro, jeden z moich ulubionych swetrów, który niestety mechaci się straszliwie i puszcza kolor w praniu. Ale... Golenie kawałka rękawów przeżyję, ew. farbowanie niebieskiego niebieskim nie powinno być zbyt dotkliwe. Toteż skorzystałam z okazji, aby pozbyć się w praktyczny sposób choć pół motka gada z zapasów ;)

W efekcie tych wszystkich kombinacji powstał sweter-kameleon. Może mieć formę od dekoltu a la Carmen aż do czegoś w rodzaju stójki (wówczas rękaw ma długość 3/4).

Sea of ribbing - pomysł własny
druty/needle: 3.25 mm
włóczki/yarn: Mirella (Włóczki Warmii) - 350g, Heritage Silk (Cascade Yarns) - circa 50 g
zdjęcia/photos + wisior/peacock pendant: Gosia















sobota, 19 maja 2018

Najprzytulniejszy

Niektórzy umieją się wpychać w kolejkę ;) Ten sweter powstał znienacka, zachciankowo. Bo ile można miziać piękną włoską mieszankę kaszmiru i jedwabiu bez dziergania? Nie doczekał się jakiejś szczególnej historii, po prostu został wydziergany i będzie noszony. Taki wygodny zwyklak z luksusowej włóczki wedle wzoru "On the Beach".

Fotografująca mnie Gosia z początku kręciła nosem na specyficzną urodę tego swetra. Fakt, to sweter bardziej do noszenia niż fotografowania, ale jak dać mu szansę na zrobienie drugiego wrażenia, to można zauważyć jego urok. Poza tym jest nieprawdopodobnie przytulny, mięciutki i waży zaledwie 163 g, więc jak go nie kochać? :)

Co mnie cieszy jeszcze bardziej, ten sweter można nosić na obie strony. Do zdjęć był założony na prawą stronę, na ostatnim zdjęciu leży w towarzystwie innego swetra (o nim wkrótce), dumnie prezentując stronę lewą. Nitki wciągnęłam starannie, nie ma powodu, by ograniczać się do jednej wersji. Gosia większą aprobatą obdarzyła stronę prawą, mnie jakoś lewa trochę bardziej pociąga. Na niej te niebieskie maziaje są bardziej włochate i całość robi wrażenie bardziej luzackie. A że ten sweter to klasyczny luzak...

The Coziest Pullover Ever
rozmiar/size: M
włóczka/yarn: Cariaggi Crash
druty/needle: 4 mm
zdjęcia/photos: Gosia