sobota, 4 lutego 2017

Rue St. Antoine

I znowu Hania namówiła mnie do testowania. Cóż, takiego swetra nie mogłabym łatwo odpuścić. Wiadomo, że jak się wezmę za test, to jest szansa na rychłe wydzierganie, co sprawdziło się po raz kolejny :)

Wzór jest napisany na nitkę grubości sport (ew. lekkie DK). Nic takiego nie miałam w szufladach, ale lekkie sporty/grubsze fingeringi były tam w sporym wyborze. Umówiłam się z Hanią, że zrobię próbkę z czegoś cieńszego, policzę i dziergnę któryś z większych rozmiarów. Udana próbka powstała z Babyalpaki Silk Dropsa. Po krótkim przeliczaniu (na coś się ta matura z matematyki przydaje ;)) wybrałam do dziergania kolejny rozmiar, czyli M.

Obie moje ulubione projektantki, Hania i Asia, mają talent do pisania efektownych wzorów, które nie wymagają nieustannego skupienia, bo są prostsze niż się na początku wydaje. Tu także były w trakcie tworzenia momenty bardziej skomplikowane, ale też dużo prostego dziergania, takiego maksymalnie terapeutycznego, przy którym zapomina się o paskudnej pogodzie za oknem :) I dopracowane szczegóły, czyli efektowny wzór z wędrujących oczek na przedzie, ściągacze z prawymi przekręconymi dopasowane do wzoru (1x1 oraz 2x2). Do tego całe połacie odwróconego splotu pończoszniczego, a ja z tych, co lubią przerabiać lewe oczka, więc machałam drutami z entuzjazmem.

Najnowszy wzór Hani pięknie wpisuje się w nurt pulowerów z geometrycznym motywem na przodzie. Mimo prostej formy ma rzędy skrócone przy szyi, dzięki czemu całość może być eleganckim oversizem. U mnie jest nieco bliżej figury, bo tak lubię.

Oprócz dziergania według innej próbki dokonałam jeszcze jednej zmiany (także w porozumieniu z Hanią) - u mnie oba ściągacze, przedni i tylny, są tej samej długości. Rękawy są sporo dłuższe niż przepis przewiduje, ale to taki mój długoręki urok, że dla rękawa 3/4 potrzebuję tyle, co inni do pełnej długości... Poza tym dziergałam zdyscyplinowanie, bez kombinowania :) Babyalpaca Silk dała miękką, odpowiednio ciężką dzianinę, by po blokowaniu kimonowe rękawy nie gromadziły się pod pachami (generalnie do takiego kroju polecam mniej sprężyste nitki, bardziej lejące).

Rue St. Antoine
by Hanna Maciejewska
próbka/gauge:
24 x 33 (o/rz, sts/rows) rozmiar/size M (żeby uzyskać wymiary S/to obtain S size)
druty/needles 3, 3.75
zdjęcia/photos: tymczasem na manekinie, w przyszłości jest nadzieja na sesję z wkładką ludzką. Powody są dwa: pogoda (jaka jest, każdy widzi) i mój katar/kaszel (tego akurat lepiej nie oglądać ;))./ I hope to have taken modeled photos in the future, so far the weather is gloomy and my health has to improve after typical winter cold.













And again Hania talked me into the testing... Well, I knew at the first glance it was my kind of pullover, so decision to join the test was easy (with deadline as an incentive :) ).

This pattern is written for a sport/light DK yarn. I had no such yarns in my stash, but I found light sport/heavy fingering ones. So, after consultation with Hania, I decided to knit a swatch, do a little math and choose appropriate bigger size. I liked the swatch knitted with Babyalpaca Silk which required knitting one size bigger.

Both my favourite knitting designers, Hania and Asja, are masters of beautiful patterns which happen to be quite easy and logical as well. This time there is a plenty of therapeutic easy knitting (I enjoy purling) plus all these sophisticated details.

I made few small mods (everything with kind Hanna's permission). Apart from the different gauge I shortened the back hem (to match the front one). My sleeves are longer although it doesn't seem so ;)

In my opinion, yarns with appropriate drape (like alpaca, silk) are the best choice for this boxy shape.

sobota, 21 stycznia 2017

Przytul mnie...

...tak cichutko szepce ta nitka :) Single przędzione woolen (dużo powietrza w pojedynczej nitce), stonowane w kolorze i trochę szalone w strukturze... Taki singiel na niektórych odcinkach wydaje się bliski rozpadnięcia. Co jest oczywiście nieprawdą po mało czułym potraktowaniu gotowej nitki w praniu (było obijanie o ścianki kabiny prysznicowej, a jakże). Efekt mąk jest bardzo miękki i na pewno będzie odpowiednio grzał.

Wełniane batty, z których uprzędłam tę nitkę, były z założenia mini-zestawem swetrowym. Osiem kolorów: seledyn, stonowane niebieskości i chłodny brąz. Pasujące do siebie, ale osobne. Zrobiłam z tego coś w rodzaju gradientu. Tylko seledyn uprzędłam cały bez mieszania, pozostałe siedem kolorów ma mieszane na ręcznych gręplach przejścia. Sweter z takiego singla nie bardzo by miał sens, więc raczej pójdę w chustę albo szal. Raczej, a na razie poczekam na stosowne natchnienie.







Obecnie przędą się cienizny, więc kolejny motek nieprędko. Tymczasem sweter testowy Hani ma już korpus i rękaw, czyli zmierza ku (oby pomyślnemu) finiszowi.

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Jak zostałam pomocnicą św. Mikołaja :)

W tym roku dość konkretnie postanowiłam wspomóc rękodziełem naszego rodzinnego świętego Mikołaja. Zaczęłam produkcję we wrześniu i, nie licząc przerywnika na czerwoną czapkę testową oraz Muraturę pokazaną wczoraj, dziergałam wyłącznie zaplanowane podarki. Rzadko jestem aż tak zdyscyplinowana...

Na pierwszy ogień poszły czapki. Mam cztery siostrzenice, wszystkie dużo pływają i potrzebują zimą po basenie ogrzać głowę. Już dość dawno odkryłam, że proste czapki z Baby Merino Dropsa to ich ulubiony fason. Chyba po raz ostatni powtórzyłam czterokrotnie prosty schemat z warkoczami (wedle życzenia), od przyszłego roku przerzucę się na Big Merino i ten wzór...

Pierwsza była turkusowa czapka w tradycyjny wzór. Po niej nastąpiła podobna w delikatnym błękicie.



Kolejne wedle tego samego wzoru były liliowa i fioletowa.



W trakcie powstawania kolejnych czapek rozpoczęłam większą robótkę prezentową - szal dla mamy. Taki konkretny, z czterech motków Riosa (w kolorze Solis). Motki dostałam w prezencie, specjalnie z dedykacją dla mamy. To cieniowana wełna, ale żeby nie było nudno, wykorzystałam przy tym szalu pas wzoru. Poza tym splot francuski, splot podwójny ryżowy i w ten sposób mama wzbogaciła się o szal w ulubionych kolorach. Rozmiary gotowego szala: ok. 155 x 45 cm (po blokowaniu). Z piątego motka Riosa wydziergałam Camden Cap. Robienie odpowiedniego wsadu do daszka czapki trochę mi krwi napsuło, ale wyszło wystarczająco dobrze i twarzowo. Jestem bardzo przyjemnie zaskoczona plastycznością wzorów z tej wielobarwnej wełny :)



Kolejna czapka do kolekcji to prosta dwukolorowa brioszka. Miała być brioszką wzorzystą, ale jedno z obecnych w opisie wzoru zamykań trzech oczek razem wykończyło moje nerwy dość szybko i poszłam w prostotę, która je ukoiła. Na spokojnie poćwiczyłam więc zwykłe ujmowanie oczek i wiem, już, jak wykończyć estetycznie końcówkę czapki (a siostra jest szczęśliwa, bo dwukolorowa brioszka to coś, co uszy zmarzlucha ogromnie cenią).



Powstała jeszcze czapka męska, żeby szwagier nie czuł się pominięty w czapkowym szaleństwie (Erie Hat).



I jeszcze trzy woreczki bawełniane:



Mam wrażenie, że święty Mikołaj docenił moje wysiłki - dostałam pyszne prezenty: m.in. pudło przetworów i domowych słodkości (pierniczki, śliwki w czekoladzie). Też rękodzieło :)

No to teraz najwyższa pora wystartować z testowaniem pięknego wzoru swetrowego Hani...

niedziela, 25 grudnia 2016

Czapka Murarka

A konkretnie Muratura, czyli to samo, ale po włosku. Kolejna w tym roku czapka autorstwa Woolly Wormhead. Camden Cap zrobiłam w prezencie (o prezentach jutro), a Murarka wcisnęła mi się w przedświąteczną kolejkę, kusząc miękkością, fakturą i dopasowaniem do mojej puchówki w nietypowym miedzianym kolorze.

Warto było dać się skusić, bo czapka wyszła dokładnie taka, jak lubię. Typu beanie (skarpeta), czemu przysłużyła się skromna ilość własnoprzędzionej nitki. Zamiast przepisowych 9 paneli zrobiłam 7 + kilka rzędów ósmego. I mam teraz własny unikatowy kaloryferek. Wywinięty brzeg grzeje dodatkowo uszy, a całość jest niesamowicie przytulna. Zamierzam ją nosić stroną bardziej niebieską do przodu, ale jakby co, mam też stronę zdecydowanie rudą :) I te sympatyczne punkciki z jedwabnych strzępków... A do kompletu mam jeszcze parę rękawiczek z Lettlopi. Nie zmarznę zimą, wełna ochroni końcówki. Może by tak jeszcze parę pomarańczowo turkusowych skarpet wydziergać?..









sobota, 3 grudnia 2016

Chusta, która była beretem

Nie ma co walczyć z natchnieniem. Jak jest, to trzeba korzystać. Choćby dopadło w trakcie dziergania BARDZO POTRZEBNEGO BERETU. Nitkę (ręcznie farbowaną przez Chiaroscuro) i wzór na beret Symetrie wygrałam w rozdawajce u Woolly Wormhead. Beret naprawdę bardzo by mi się przydał i pewnie w końcu powstanie, ale nie z tej nitki. Z tej wychodził trochę za jaskrawy jak na moje potrzeby. A że popełniłam po drodze kilka błędów, decyzja o pruciu była łatwa. Dodziergałam do końca, nitki nie ucinałam, sfotografowałam do celów dokumentacyjnych (zainteresowanych zapraszam na ravelry) i szybko beret zmienił się z powrotem w kłębek.

Gdy tak z umiarkowanym przekonaniem dziergałam rzeczony berecik, nagle spłynęło na mnie olśnienie. Olilia! Rozmycie tych bajecznych włoskich kolorów w morzu czerni (tak się składa, że akurat miałam dwa motki czarnej skarpetkowej w zapasach, czego ja tam zresztą nie mam...) powinno dać odpowiedni dla mnie efekt. Czerń od Chiaroscuro stopiona z czernią skarpetkową, kolory pojawiające się ścichapęk... Tak, to właściwe zastosowanie dla feerii Mabini Nights. Toteż nitka spruta poleżała tylko chwilę, niezbędną do zrobienia próbki czarnoskarpetkowej i jej obmierzenia. Jak zwykle, moja próbka wyszła mniejsza niż Haniowa, więc od razu założyłam, że zrobię więcej powtórzeń wzoru. Skorzystałam też z podpowiedzi Magdy, która w rzędach poprzedzających poszerzanie M1L i M1R robiła narzuty w odpowiednich miejscach - dzięki nim brzeg chusty mniej się ściąga.

Wzór na Olilię jest darmowy i bardzo przyjemny w wykonaniu. Na początku jest szybki rozruch, rządek za rządkiem, a pod koniec przerobienie jednego rzędu zajmuje nieporównanie więcej czasu (ja wtedy miałam na drutach jakieś setki oczek, nawet mi się nie chciało liczyć). Łatwo można zmniejszyć lub zwiększyć wzór. Można różnie wykończyć długi brzeg (u mnie padło na pikotkowe zamykanie oczek, bardzo elastyczne i urozmaicające surową geometrię chusty).

W przeciwieństwie do błyskawicznych decyzji przy dzierganiu i stosunkowo szybkiego dziergania proces dokumentacyjny był dużo bardziej rozciągnięty w czasie. Pogoda utrudniała wykonanie satysfakcjonujących zdjęć uczłowieczonych, ale wreszcie przy okazji czapki udało się trochę udokumentować moją Olilię.

Olilia by Hanna Maciejewska
włóczki/yarn: Lang Yarns Super Soxx (Black), Chiaroscuro Merino Superwash (Mabini Nights)
druty/needle: 3.5 mm
zdjęcia/photos: własnej roboty i Gosiowej/by me and Gosia















You can't beat the inspiration. When it comes, you should take advantage of it. Even if it happens when it's time to knit a TRULY ESSENTIAL BERET. The yarn (handdyed by Chiaroscuro) and pattern for Symetrie beret I won in a giveaway organized by Woolly Wormhead. This particular beret probably will be knitted eventually, as I need it and the pattern is great, but definitely it will be made of another yarn. This yarn is gorgeous but as a hat it's too bold for me. In addition I made several mistakes, so I decided to unravel the beret quite quickly. I've just finished knitting, took simple photos and soon the knitted item transformed into a ball of yarn.

When I was knitting this beret I had a moment of revelation - Olilia! Dipping these marvelous colours in more black should look even better... I had two skeins of black sock yarn which gives a perfect background for Chiaroscuro's Mabini Nights. As I knit tighter than Hanna I decided to make more repeats of section 3. And I used a hint from Magda, who added yarn overs in rows before M1L and M1R - it works for me perfectly :)

Olilia pattern is free and really pleasant. It starts really fast, then the number of stitches grows gradually and finally I had numerous stitches to bind off. It's flexible - you can easily enlarge the pattern or make it smaller. You can cut yarn when changing colours or to carry the unused yarn along the side (knitting together every two rows). I choose the second method. Picot bind off added a little bit of softness to this geometric construction.

sobota, 26 listopada 2016

Czerwony Kapturek z warkoczami

W trakcie czapkowej produkcji prezentowej pozwoliłam sobie na małą odskocznię, czyli testową czapkę według wzoru Hani Maciejewskiej. Można czapkę warkoczową machnąć "z głowy", owszem. Ale zwykle przy takim free style'u są drobne niedoskonałości. Zwykłe oko tego nie zauważa, dziewiarskie niestety tak. I cierpi. U Hani za to wszystko pasuje - nóżki warkocza wyrastają regularnie ze ściągacza, a całość wzoru harmonijnie schodzi się na górze. Do tego włoskie nabieranie oczek dodaje temu fasonowi elegancji. To chyba będzie fason do powtarzania na następne lata :)









Przy okazji mam małą refleksję techniczną. Próbowałam dwóch sposobów nabierania oczek po włosku i dochodzę do wniosku, że zdecydowanie lepszy jest taki, który na początku zakłada dwa rzędy à la double knitting, czyli z przerabianiem co drugiego oczka. Taka technika pięknie dyscyplinuje doły oczek skłonne do rozwłóczania i sprawia, że od początku do końca ściągacz można wykonać na jednym rozmiarze drutów. Do tego podoba mi się nabieranie na drut prosty (których generalnie nie mam w zbiorach, ale akurat ten jeden rozmiar ostał się w drutach, które są w naszej rodzinie od lat) - pomaga okiełznać skręcanie się pierwszego rzędu, o które łatwo przy wątłej linii nabierania po włosku.

Dropsowa Lima niestety czoło dość mocno żre (ze swetrem z tej nitki nie mam podobnego problemu). Trzeba będzie podszyć dzianinę czymś przyjemnym...

Keep Cool Hat by Hanna Maciejewska
Rozmiar M/L
Włóczka: Lima Dropsa
Druty: 5 i 6 mm
Zdjęcia: Gosia

sobota, 12 listopada 2016

Walka z przekrętami

Ciąg dalszy przebojów z nowym sprzętem. Jak wspomniałam poprzednio, spróbowałam ambitnie na Joy uprząść single (czyli nitki pojedyncze). Chciałam mieć taką nitkę na chustę (a nawet cztery chusty). Niestety, wcześniej wspomniana szybkość Joy sprawiła, że single wyszły mocno przekręcone...

Mimo dobrych chęci, nie mogłam się przekonać do singielków (zwłaszcza dwóch pierwszych) nawet po wypraniu... Co (oprócz wyboru odpowiedniego wzoru) mogłam z nimi zrobić?
- przepuścić jeszcze raz przez kołowrotek (najlepiej Fantazję, na której mam większe wyczucie, a szybkość jest bardziej umiarkowana niż na Joy), odkręcając nieco nitkę;
- zdublować z cienką nitką w neutralnym/zbliżonym kolorze;
- dziergać z takiego precelkującego singla i zgrzytać zębami (to mi się najmniej uśmiechało).

Rozważyłam za i przeciw każdego podejścia, wybrałam pierwsze. Single zostały przepuszczone ponownie przez kołowrotek, z różnym skutkiem. Ogólnie poprawka wyszła im na dobre, część stała się bliska ideału, część trochę dalsza, ale wszystkie rokują całkiem nieźle. Przyznam szczerze, że wolę trochę przekręcone single od niedokręconych. Wizja rozsypującej się w rękach nitki jest jednak bardziej przerażająca.

Przędzione na jumbo single udało mi się zrobić w jednej nitce (każdy waży ok. 140 g). Teraz przydałoby się je pomierzyć (hm, zapomniałam przed przewinięciem) i wybrać wzory, w których ew. koszenie, czyli uciekanie całości w jedną stronę (w swetrach od góry to by był skręcający się wokół tułowia korpus), nie powinno przeszkadzać. Jakiś kopnięty trójkąt, jak np. Shades of Pale lub Nurmilintu... Hm, jak już skończę z dzierganiem świątecznym, to coś czuję, że jeden z tych motków szybko zmieni stan skupienia. Znakomicie trafia w upodobania kolorystyczne mojej przyjaciółki, która jak na razie nie ma żadnego udziergu ode mnie, a wiem, że jej się marzy :)



Pierwsze w zestawie powstało burzowe wrzosowisko, czyli Stormy Moor (po lewej).



Drugie były dziewczęce bazgroły ;), czyli Girly Graffiti.



Trzeci był mikołajek nadmorski, czyli Sea Holly.



Na koniec coś orientalnego, czyli wschodnia brama (Eastern Gateway). Na moje oko, to po prostu piękny zachód słońca :)

A tak zupełnie nie a propos, to wreszcie udało mi się w miarę wiernie odwzorować kolory 11. odcinka serialu gradientowego (uprzędzionego już dość dawno temu). W miarę, bez pantonowego fanatyzmu ;) Nitka jest niegruba, łańcuszkowa potrójność skręcona dość akuratnie, to podrzucam fotkę do cieszenia oczu.

sobota, 5 listopada 2016

Radość, kuzynka Fantazji

Joy, czyli radość - kuzynka zdecydowanie daleka (z domu Ashford), która przyjechała zza Wielkiej Wody, a konkretnie z Nowej Zelandii. Trafiła do mnie dość niespodziewanie zeszłej jesieni i wciąż się zaprzyjaźniamy. Na pewno cieszy mnie, że jest przenośna, lekka i bardzo zgrabna, ale na pewno nie jest to przyjaźń od pierwszego wejrzenia. Joy ma ultraprzemyślany hamulec z dwoma sprężynkami, który nie daje jednolitego oporu, tylko w trakcie przędzenia sprężynuje (mocniejszy opór, słabszy opór). To zmusza mnie do czujnego trzymania czesanki w dłoni albo owinięcia tworzącej się nitki wokół oczka na końcu skrzydełka (co zwiększa i ujednolica opór). W Fantazji nie muszę kombinować: ustawiam hamulec na początku z nieznacznym oporem i dopiero pod sam koniec, przy prawie zapełnionej szpuli zwiększam, by lepiej wciągała nitkę. W trakcie nie ma żadnych sensacji i nie potrzeba zmian.

Rozbestwiona przez Fantazję, postanowiłam dopytać znaną mi prządkę z Joy, czy coś się z tym fantem da zrobić. Ustaliłyśmy, że tak ma być, choć oczywiście mogę popróbować z innymi hamulcami (np. z grubszej żyłki). Rozmowa z kolejną posiadaczką Joy przyniosła podobne wnioski. W sumie to chyba dobrze, że muszę trochę przy tym kołowrotku główkować. Fantazja współpracowała ze mną od początku i po przezwyciężeniu pierwszych prządkowych przeszkód dogadujemy się idealnie. Joy wymaga więcej uwagi i okiełznywania. Sporo się przy niej uczę. Mam plan, żeby za jakieś 10 lat być naprawdę dobrą, świadomą swoich działań prządką, a Joy wydatnie wspiera ten proces ;)

Joy ma jeszcze jedną różnicę względem Fantazji - jest wyraźnie szybsza. Właścicielki dużych kół (np. Symfonii) pewnie by dyskutowały, czy to naprawdę jest szybkie tempo, ale w porównaniu z Fantazją jest. Joy nawet na najwolniejszym biegu (a ma ich sporo) kręci się szybciutko. Mimo delikatnie mniejszego koła zamachowego jest szybsza niż Fantazja. Teraz mi to bardzo nie przeszkadza, ale ew. nowicjuszkom niekoniecznie bym takiego pędziwiatra polecała do nauki (gwarantuje mocno przekręcone single). Czyli dalej jestem wyznawczynią F, szczególnie od czasu zakupu skrzydełka i szpulek jumbo. Niemniej przenośność Radości (taka kompletna, bo pedałki się składają i sprzęt chowa do torby z wygodnym paskiem na ramię) jest niezastąpiona w sytuacjach towarzyskiego przędzenia lub wyjazdu (a wiadomo, że szurnięta prządka ciągnie ze sobą sprzęt, gdy tylko może).

Na Joy z początku dwoiłam i troiłam (techniką navajo). Potem zabrałam się za merynosy. Oj, ciężko było. Merynos z Arles nie chciał współpracować, malabrigo nube było nieco przyjaźniejsze, ale bez przesady. Dość szybko wkroczyłam przy obu merynosach z predraftingiem, czyli luzowaniem pasma czesanki w palcach, zanim zaczęłam z niego snuć nitkę. Trochę pomagało, ale tylko trochę (pewnie bardziej by pomogło podzielenie pasma na wąskie pasemka). Swoją drogą, predrafting ma tak różne opinie, że chyba każdy powinien spróbować, żeby mieć własne zdanie... Osobiście uważam, że nie ma co rzucać się z rozszarpywaniem na każde pasmo czesanki, ale w przypadku włókien trudnych albo czesanek "skompaktowanych" (czyli ubitych podczas długiego czekania na przędzenie) warto trochę sobie pomóc, żeby palce nie bolały. Czasem też pomaga właściwy dobór techniki wysnuwania. Zwykle przędę single worsted metodą short forward draw, tym razem short backward draw sprawdził się dużo lepiej (serio, te nazwy tylko tak tajemniczo brzmią, ale różnica jest prosta, niemagiczna). Poza tym namacalnie przekonałam się, że doświadczone prządki mają rację: czesanki nie powinny za długo czekać na przędzenie, zwłaszcza merynosy. Od tego leżenia ubijają się i są potem bardzo trudne w obróbce.

Nierówne single merynosowe zdwajałam z przewiniętego kłębka (nitka z zewnątrz plus nitka ze środka) na Fantazji. Ostatecznie tak wyglądają trzy pierwsze nitki: merynos z Arles (od niezależnej farbiarki) i merynos malabrigo nube w kolorach Sabiduria i Whales Road. Merynos malabrigowy jest nieco bardziej miękki i puchaty od tego z Arles, ale tamten znowuż wydaje się mieć większy potencjał pod względem trwałości. Coś za coś :)

Potem na Joy wskoczyły gradienty... Ale o tym innym razem.

PS. Dalej uważam, że najlepiej kupować kołowrotek (zwłaszcza nówkę w pełnej cenie) po wypróbowaniu. A w przypadku pierwszego kołowrotka, to już bezwzględnie. Przy kolejnym kołowrotku łatwiej zmobilizować się do kombinowania, szukania rozwiązań (co jest w ogóle wtedy łatwiejsze, bo ma się więcej wiedzy prządkowej i doświadczenia). Przy pierwszym kołowrotku nienajlepiej dobrany sprzęt może zniechęcić do tego pięknego hobby, a przynajmniej spowolnić postępy w czasie, gdy zapał nowicjusza daje największy napęd.









***


Joy, the cousin of Fantasia ;) From the far away land, i.e. New Zealand. It's good to have such cousin, isn't it? We live together for some time but I still don't know what to think about her... I'm happy that she's portable, light and beautiful. Nevertheless she has a flaw which I haven't expected. The sophisticated brake is springing when working. That's something new for me, as I grown accustomed with Fantasia to stable resilience (I start with loose brake, then I turn it up when bobbin is almost full).

I didn't give up. I asked another spinner who also spins on Joy. We established that it isn't something to change, I have to live with it :) I can of course give a try to change a brake...

I noticed also another difference between Fantasia and Joy - Joy is significantly faster (even with the slowest setting). Although her wheel is slightly smaller than Fantasia's. Now it's no problem for me, but probably it wouldn't be a good choice for a novice spinner. Well, I love my Fantasia, especially after purchase of a jumbo set. Nevertheless, the portability of Joy (very convenient in a special bag) is great when one plans to meet with other spinners or travel.

In the beginning I tried Joy for plying. It helped me to grow accustomed with her character. Then I started to spin merino singles. It wasn't a piece of cake. Merino d'Arles wasn't cooperative, malabrigo nube was slightly more friendly, but not too much. Soon I started to predraft. Predrafting is necessary when spinning compacted merino. Plus, the appropriate drafting technique can be helpful. For this merinos short backward draw was more efficient than short forward draw. To remember: never allow merino to wait too long for spinning...

All three merinos are self plied. Malabrigo merinos are slightly more fluffy than merino d'Arles, nevertheless they seem to be less resilient.

After merino I started to spin gradients on Joy (to be continued).

PS. I still assume that it's much better to try the spinning wheel before buying (especially when it's a full-price new wheel). When it's a first wheel - it's compulsory. Intermediate or advanced spinner usually has enough experience and patience to tame the new tool. For a novice spinner wrongly chosen wheel can destroy the joy of spinning.

sobota, 8 października 2016

Nitka - niespodzianka

Wiem, wiem, kolor mało zaskakujący, ale tej dwunitce udało się coś, czego zupełnie się nie spodziewałam. Podzieliłam całość (200 g) na dwie części (z wagą w dłoni), po czym uprzędłam dwa w miarę równe single. W miarę, bez fanatyzmu prządkowego. Zdwajałam na szpuli jumbo i okazało się, że oba single miały co najwyżej 10 cm różnicy w długości, a do tego udało się całe 200 g upchnąć na jednej szpuli. Podzieliłam się radością w Klubie Prządki i dziewczyny przyznały, że czasem się to zdarza (niektórym nawet podobno dość często), co nie zmienia faktu, że u mnie to pierwszy raz. Zawsze zostawał mi po takiej robocie konkretny kawałek singla, z którego dawało się jeszcze wytoczyć kłębek dwukońcówkowy i zdwoić go z obu końców. A tu, proszę, jaka miła niespodzianka :)

Surowcem do tego wypasionego motka była mieszanka: 37,5 proc. polwarth, 37,5 proc. merynos, 25 proc. bambus. Bardzo przyjemny, miękki zestaw, który ma w sobie wyraźnego puchacza. Wyszło w sumie ok. 180 m dwunitki w 196 g, czyli włóczkowy grubas. Na razie nie mam zielonego pojęcia, co z tego udziergam, ale pewnie w odpowiednim momencie wena mnie nawiedzi.









Tymczasem na froncie dziewiarskim trwają już w najlepsze przygotowania prezentów gwiazdkowych - standardowych czapek dla siostry i siostrzenic oraz szala dla mamy. Czapki są już mocno zaawansowane - 2 egzemplarze wykonane, trzeci bliski ukończenia (docelowo ma być ich 5). Szal wymagał trochę więcej pracy na początku, bo chciałam zrobić coś prostego z ozdobnym pasem. Jak się robi "z głowy", to trzeba przemyśleć wykończenia, dobrać wzór, który nie zginie w bajecznym farbowaniu malabrigo (szal powstaje z riosa w odcieniu Solis)... Najpierw była spora próbka, na której rozpracowałam nie tylko wymiary, ale też niuanse wybranego wzoru ozdobnego. Potem liczenie, nabieranie oczek i... prucie, bo jednak za bardzo zaszalałam z szerokością szala. Gdyby miał ok. 80 cm szerokości, z 5 motków riosa wyszedłby szalik zapewne nieco krótszy niż szerszy, czyli w sumie kocyk ;) Szal cięższy niż pół kilograma raczej nie ma większego sensu, więc przeliczyłam plany raz jeszcze i nabrałam połowę oczek względem pierwotnej wersji. Teraz powstaje stosunkowo szeroki szalik (ok. 40 cm), ale dużo bardziej praktyczny. Farbowanie Solis podoba mi się zarówno w splocie francuskim, podwójnym ryżu, jak też wzorze z bąbelkami. Dzierga się przyjemnie i obym zdążyła z wszystkim do świąt...



I know that this colour is not surprising (I love blues), but this time surprise happened totally unexpected. I divided top (200 g) for two 100 g parts, using scales, then I spun two singles, relatively even. I plied on the jumbo bobbin and suddenly I discovered that both singles are almost the same length - it was about 10 cm left after plying. Additionally, I managed to ply 200 g on one jumbo bobbin. I shared my joy in Klub Prządki (Polish spinners' club on fb) and other spinners shared their stories: it seems not so rare to have two almost even singles :) Well, for me it happened for the first time. Usually I have substantial leftover from one of the singles and I ply it from both ends.

This skein contents: 37.5 % Polwarth, 37.5 Merino and 25 Bamboo. Lovely combination, fluffy. I have circa 180 meters of 2-ply yarn in 200 g. I have no idea what I should knit from it. Probably the idea will come in the right moment.

Meanwhile in the Christmas gifts department... I'm quite advance in this subject. 3 of 5 planned hats are knitted up and I started for real with a scarf for my mum. As usually, knitting without a pattern needs more preparation and unraveling. I spent some time looking for right decorative stitches, then I had to decide the main stitch, the width of the scarf... I started twice, because the first version was too wide and with 5 skeins of rios (Solis) it would give something more like a blanket than a scarf...