czwartek, 22 września 2016

ChiaoGoo - wrażenia po dwóch latach

Tekst bardzo subiektywny, sprzętowy, niesponsorowany. O moich drutach pisałam poprzednio tu, niemal dwa lata temu. Wówczas zaczynałam moją przygodę z wymiennymi ChiaoGoo i niewiele mogłam o ich użytkowaniu powiedzieć. Teraz jestem już parę swetrów i chust dalej, wrażeń mam znacznie więcej.

Wypróbowałam CG metalowe z żyłkami czerwonymi (Twist - sztywniejsze, nieobrotowe) i przezroczystymi (Spin - miękkie, obrotowe).



Wybrałam metal z powodu ciasnego przerabiania oczek - łatwiej mi wbić się w oczko i je po drucie przesuwać. Do tego ChiaoGoo ma metal lekko satynowany, subtelnie mniej śliski niż inne końcówki tego rodzaju. Dla mnie - idealny opór/idealna śliskość do większości nitek (także alpak i mieszanek z jedwabiem). Co do żyłek, to jestem zdecydowaną wyznawczynią tych czerwonych. W trakcie roboty rozkręcały mi się niekiedy, ale powolutku i nie pożerały oczek w szczelinę bezpowrotnie (kluczyk do dokręcania końcówek jest dobry do wydobywania nitki z rozkręcającego się gwintu). Ich stalowy rdzeń bez pamięci kształtu nie zwija się i nie przeszkadza w dzierganiu. Wprawdzie przezroczyste żyłki obrotowe niwelują możliwość rozkręcenia do absolutnego zera, ale z charakteru są jednak jak większość żyłek, czyli fragment nieobciążony robótką będzie dążył do zwinięcia się w precelek... Toteż te żyłki (o urodzie właśnie żyłki wędkarskiej) są dla mnie zdecydowanie linką drugiego wyboru, jak już zajmę wszystkie czerwone.

Niezmiennie doceniam laserowo grawerowany rozmiar na końcówkach. Dla lenia, który nie ma pod ręką miarki do drutów i nie bardzo chce po takową wstawać z kanapy, to szalenie miłe rozwiązanie. Uwaga: żyłki też mają podany rozmiar i długość na metalowej końcówce.

Trzeba pamiętać, że żyłki trzeba dobierać do posiadanych końcówek pod względem rozmiaru. Do drutów cienkich, do 5 mm grubości włącznie, stosuje się żyłki Small, do drutów grubszych - Large. Niestety, oznacza to także konieczność kupowania osobnych stoperów (na końcówki) i łączników. Oczywiście można żyć bez tych dodatków, ale jakoś tak głupio poskąpić na skórzaną tapicerkę do mercedesa ;) Z drugiej strony, jak sprawimy sobie zestaw podstawowy, to kompletowanie reszty zagospodaruje nam okazje prezentowe na długo... Warto pamiętać w razie zakupu zestawu końcówek w etui, że w zestawie Small brakuje rozmiaru 3 mm (są za to praktyczne okoliczne ćwiartki). Uroki numeracji pod kątem rynku amerykańskiego... Jeśli to rozmiar indywidualnie lubiany, to warto go dokupić. Warto też od razu pomyśleć o dodatkowych żyłkach, bo dołączane do zestawu nie są najdłuższe (35, 55 i 75 cm) i jest ich w sumie trzy.

Bardzo lubię moje ChiaoGoo i są to dla mnie druty pierwszego wyboru, jeśli tylko mam wolny właściwy rozmiar. Ale jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że są mocno drogie i spokojnie można znaleźć inne modele niewiele mniej wybitne (ba, może w indywidualnym przypadku wybitniejsze, zważywszy indywidualny styl dziergania), a przy tym dużo tańsze. Niezmiennie polecam np. KnitPro Basixy, czyli niewymienne aluminiowe KP (istnieją też basixy drewniane, ale ich nie miałam w ręku). Lubię też wymienne akryle KP, choć kilka udało mi się złamać lub zdezelować łączenie żyłki z metalową obsadką. Nie są to najsolidniejsze druty świata, ale na początek przygody dziewiarskiej lub jako kolejne w kolekcji dają radę. Mimo świadomości niedoskonałości (lekkie haczenie na łączeniach) chętnie dziergam też na skarpetkowych karbonowych KP. Niespecjalnie jest mi po drodze z drewnem. Drewnianych końcówek KP użyłam raz, do dziergania chusty w czasie podróży samolotem. Było ok, ale bez olśnień.

PS. Powyżej pisałam o drutach wymiennych, ale mam jeszcze do dodania parę słów w kwestii niewymiennych ChiaoGoo z czerwonymi żyłkami (Lace - małe grubości drutów). Kocham, kocham, kocham. Dziergałam niedawno berecik na 2,5 mm. Miałam w stajni drutowej tylko pończosznicze w tym rozmiarze. Za krótkie... Nałóg dziergaczy przycisnął, kupiłam w okolicznych pasmanteriach tanie żyłkowce (SKC i Perle, dwie pary, bo najdłuższa dostępna żyłka to było 80 cm, na beret magic loopem za mało). Jak mówiła babcia Florcia - tanie mięso psy jedzą... Gdy palce rozbolały mnie od przepychania oczek z żyłki na drut, a tępawe końcówki wkurzyły, po raz tysięczny rozdwajając dobrze skręconą nitkę, nabyłam w internecie stałożyłkowe CG. Szkoda, że nie zrobiłam tego od razu. Wprawdzie nim druty przyszły, berecik został skończony i spruty (o tym innym razem), ale tymczasem pojawiła się inna robótka na cieniznach, której nowonabyte druty posłużą. SKC i Perle polecam jedynie tym, którzy dziergają luźno. Całej reszcie dziewiarek/dziewiarzy tylko nadwyrężą palce i nerwy.

piątek, 16 września 2016

Szary sweter w wielkim mieście

Tym razem uparłam się - żadnej przyrody w tle. Chciałam mieć urbanistyczne klimaty, które nie będą walczyć kolorem z moim nowym swetrem. Gosia zupełnie nie miała przekonania do szarego na szarym, ale kawałek muru w miejscu zaproponowanym przeze mnie przekonał ją, że to może się udać. Potem jeszcze odkryłyśmy piękny mural, z którym powstała część zdjęć (m.in. fotka pokazana na końcu). Do tego pogoda idealnie dopisała, bo przez ok. dwie godziny pstrykania słońce uprzejmie chowało się za chmurami, a lekki wietrzyk pozwalał mi nie ugotować się w ciepły dzień w swetrze.

To mój drugi szary kardigan bez zapięcia zaprojektowany przez Hanię Maciejewską (tu poprzedni). Ponownie testowy - jak widać, mam do tego typu swetrów autorstwa Hani sporą słabość. Chyba zrozumiałą?

Dla mnie to "ucywilizowany ogoniasty", czyli sweter z luźnymi przodami w wersji trochę mniej rozpasanej. Grubsza włóczka (tutaj przydają się grubości typu sport) raczej nie tworzy zwiewnych, miękko opadających pół, choć odpowiednio dobrana nitka potrafi to do pewnego stopnia zmienić. Dlatego przody zachodzą na siebie nieznacznie. Do tego jest dobrze rozpisany reglan, przemyślane wykończenia i ozdobna prawa poła, której wzór od razu zapada w pamięć. Warto wydziergać ten model z nitki wełniano-jedwabnej: będzie ciepło, ale też nie sztywno. Ja wykorzystałam na mój sweter właśnie taką nitkę z jedwabiem, czyli chomikowanego dość długo Holsta Samarkanda (którego produkcję tymczasem zakończono, niestety). Dziergałam z podwójnej nitki, na przepisowych drutach (4 i 3,5 mm). Wzór był szczegółowo, jasno rozpisany. Polecam każdemu, bo ażur jest nietrudny do zapamiętania i sweter stanowi idealną robótkę do dziergania przy okazji (rozmowy, oglądania meczu...).

W moim nowym kardiganie lubię szczególnie: piękną linię dekoltu, wygodny reglan i niezobowiązujący styl (można nosić luzem, można związać całość paskiem lub spiąć broszką). Przy całym moim zachwycie nad wysublimowanymi, pełnymi niespodzianek zdobniczych swetrami, takie klasyki noszę najchętniej. Ten zaczęłam nosić od razu po obfotografowaniu: po złożeniu nie zajmuje wiele miejsca w przepastnej damskiej torebce, a na chłodne wrześniowe wieczory jest idealny.

Jedyny minus całego testu to doskonałość opisu jeszcze przed rozpoczęciem. Staram się zawsze znaleźć coś do poprawienia w opisach Hani, ale to naprawdę niełatwe zadanie... Haniu, dziękuję za możliwość testowania! To była jak zwykle ogromna przyjemność!

Be Open Minded by Hanna Maciejewska, rozmiar/size M
włóczka/yarn: Holst Samarkand (Platinum)
druty/needles: 3.5, 4 mm
zdjęcia/photos: Gosia















That's my second open front cardigan by Hanna Maciejewska. Again knitted as a test. It's obvious I love this kind of sweater designed by Hanna... Hope it's easy to understand why :)

For me it is the perfect version of an open front cardi for this thickness of yarn (sport). Additionally, wool/silk yarn gives a bit more drape than average wool yarn. I used Holst Samarkand for this knitting (discontinued) and I'm happy with it. I see a bright future for this sweater in my wardrobe.

Easy to remember pattern makes it a wonderful choice for knitting when watching TV or meeting friends. Proportions are also great: I've seen several test knits in different sizes and it's always becoming for a knitter.

Unfortunately ;), when I'm test-knitting for Hanna I sometimes feel obsolete as her instructions even before tests are almost impeccable. Believe me, I try really hard to find something to improve but it's not easy...

Thank you Hania for this opportunity! As always it was a pleasure to test knit for you!

czwartek, 25 sierpnia 2016

Drutozlot 2016

To nie jest tzw. spęd, a najprawdziwszy sabat czarownic. Tyle że zamiast mioteł mamy druty i robótki, to one nas napędzają. Poznajemy się w większości wirtualnie, zauważamy z niektórymi osobami podobny gust, z innymi upodobanie do podobnych dowcipów, a z niektórymi czujemy pełne pokrewieństwo dusz od pierwszego wymienionego w sieci zdania. Rzadko mamy okazję zmaterializować te znajomości z osobami spoza swojego miasta (wiem, warszawianki i tak mają nieźle, bo przy liczbie mieszkanek stolicy siłą rzeczy dziewiarek jest więcej i łatwiej dobrać się w nadającą na tych samych falach grupę). Aż pojawia się okazja, żeby w jedno popołudnie poznać się osobiście, dotknąć wzajemnie swoich robótek i śmiać się do rozpuku z zaskakującego porozumienia, czasem większego niż z niejedną osobą znaną osobiście od lat...

To po prostu fenomen Drutozlotu, wspierany walnie przez energię i urok Hani Maciejewskiej. Do tego trzeba dodać morze arcypozytywnej energii, której uczestniczki Drutozlotu nie pożałowały :)

W zeszłym roku poznałam wiele przesympatycznych dziewiarek, z którymi jest mi po drodze. W tym roku już dość wcześnie wiedziałam, że sporo z nich niestety nie dotrze do Torunia w przedostatni weekend sierpnia. Ale okazało się jednocześnie, że na pewno dotrze wiele innych - już poznanych i takich, z którymi dotąd nie miałam okazji się spotkać. Dlatego postanowiłam się wyrwać choć na tę sobotę. I oczywiście warto było. I znowu mam dosyt i niedosyt jednocześnie. Pogadałam solidniej z kilkoma osobami, zmaterializowałam kilka znajomości, obmacałam piękne sweterki i nasyciłam wzrok fantastycznymi kolorami włóczek. Ale w biegu mignęły mi też znajome twarze osób, z którymi nie zdążyłam zamienić ani słowa (już ustaliłyśmy, że nadrabiamy najpóźniej za rok)... Krótkie rozważanie przy parzeniu herbaty zalet i wad różnych kołowrotków, wspólne ochy na widok fantów do wygrania w loterii. Nasze niezrównane sponsorki zasiliły loterię przepięknymi motkami, szydłami i różnymi okołodziergaczymi fantami. Było nas ponad 100 osób, a odniosłam wrażenie, że chyba każda coś wygrała. Mnie przypadł taki uroczy motek Mirelli Włóczek Warmii:





Nic nie kupiłam na zlocie. Kusiło, oczywiście. Ale nic tak nie dusi zachcianek w zarodku jak konkretna konieczność oszczędzania. No i nie oszukujmy się, zgromadzone zapasy dają mi naprawdę dużą swobodę twórczą...

Dziergałam przy okazji chustę. Na spotkaniu przyszło mi kończyć jedną nitkę i dołączać kolejną. Nauczyłam się od Herbi ulepszonej metody filcującej (z wszywaniem nitki w nitkę). Podziwiałam piękne udziergi koleżanek i skubałam pyszne ciasta (tylko troszeczkę, bo tuż przed spotkaniem zjadłam trzy gałki lodów u Lenkiewicza...).

Z cyklu "Bezcenne" zapamiętam na pewno miny osób postronnych na Rynku Staromiejskim, obserwujących naszą grupę - niecierpliwie wpatrzoną w drzwi wejściowe Domu Harcerza (za czym kolejka ta stoi?) i Martę z Zagrody wiozącą swoje włóczki na taczkach. A bąbel po komarze, który dziabnął mnie na pożegnanie w drodze na dworzec jeszcze parę dni będzie przypominał o Toruniu ;) Swoją drogą to duży wyczyn, że naszej małej grupie kolejowej udało się ograniczyć pożegnania do jakiegoś kwadransa i dotrzeć na pociąg w porę. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego przez trzy godziny podróży nie sprawdzono nam biletów - aż żal, że pieniądze łatwoprzeliczalne na motki poszły na najwyraźniej nikomu niepotrzebny bilet kolejowy... ;)

poniedziałek, 25 lipca 2016

Sufrażystka, ważka, wróżka...

Pokazywałam tę nitkę już w początkach przędzenia singla. Czesanka nazywała się Sufrażystka, ale Maroccanmint koloryt skojarzył się z ważkami i wróżkami, co od razu przemówiło mi do wyobraźni. To taka nieoczywista zieleń, z przebłyskami fioletu, niebieskości i nutką żółto-brązową. Uwielbiam takie kompozycje kolorystyczne, z których wychodzi w zasadzie nitka jednokolorowa, ale o wielu podtekstach. Co ciekawe, na każdym zdjęciu widać właściwie prawdziwe kolory :) Podejrzewam, że niezależnie od skalibrowania monitora...

Czesanka to mieszanka merynosa, BFL i bambusa (55/30/15). Przędła się gładko, po praniu zyskała nieco na puchatości i jest w ogóle przyjemna w dotyku. Została już przydzielona mamie (to wybitnie jej kolory) i poczeka na konkretne zlecenie od rodzicielki. Jest tego 20 dag w dwunitce, nie chciało mi się mierzyć i liczyć, ale powinno na coś konkretniejszego wystarczyć.

Przędzenie 20 deko czesanki wymaga trochę planowania. Nawet szpula jumbo nie jest w stanie przyjąć całości. Dlatego na dwóch szpulach jumbo powstały składowe single (10 dag spokojnie na nich się mieści), a potem na trzeciej zdwajałam, aż ją zapełniłam. Potem doprzędłam jeszcze oba single (to ten średni motek), a z resztki dłuższego singla po przewinięciu w kłębuszek powstała nitka z dwóch końców (to ten malutki moteczek). Ten trzeci etap zaliczyłam już w ramach Tour de Fleece - sympatycznego wydarzenia prządkowego, rozgrywanego w czasie Tour de France. Biorę w tym udział już drugi rok, tradycyjnie omijając grupy z restrykcyjnym regulaminem, nastawione na maksimum przędzenia i rywalizację. Wybieram miejsca, gdzie jest dobra atmosfera i przędzenie dla przyjemności. Oglądanie osiągnięć innych uczestników Touru jest wystarczająco mobilizujące do stawiania sobie ambitniejszych celów i częstszego przędzenia. Wprawdzie w tym roku koło połowy TdF musiałam spasować, życie wymagało przerwy w przędzeniu, ale ta pierwsza połowa była bardzo przyjemna.







sobota, 25 czerwca 2016

Inspirowana brioszka

Szalik skończyłam! Taki cieplutki podwójnie, kompletnie nieadekwatny do pogody za oknem :)

Brioszka, patent, splot angielski... Dawno temu wydziergałam niesamowicie przytulny szalik splotem patentowym (bardzo przytulny, mimo że z akrylu). Po latach zachciało mi się powtórki z rozrywki, ale w trudniejszej formie i ze szlachetniejszego surowca.

Napatrzyłam się na dwukolorowe brioszki Nancy Marchant. Próbowałam nauczyć się jej metody, ale ona odwrotnie przerabia oczka niż ja i do tego zarzuca na druty nitkę trzymaną po prawej stronie robótki... Zajrzałam do Intensywnie Kreatywnej Agnieszki i tam wreszcie znalazłam coś przyswajalnego. Wprawdzie oczka dalej muszę przerabiać nie po mojemu, ale chociaż nitka robocza jest trzymana jak trzeba :) Do tego Aga tłumaczy w sposób logiczny, co sprzyja nauce - lubię rozumieć, co robię. Polecam.

Nabrałam oczka po włosku (pierwszy raz, bo dotąd nie było okazji), po czym popełniłam zbrodnię brioszkową, czyli połączyłam dwie nitki o różnej grubości. Spodobało mi się. I dobrze, że się spodobało, bo myśl o ewentualnym pruciu tego moheru była mi zdecydowanie nienawistna. Wprawdzie elegancję oczek brzegowych dopracowałam dopiero po iluś rzędach, ale wolę tę robótkę z niedoskonałymi brzegami niż prucie takiej mieszanki. Na obu końcach szalika przerobiłam po kilka rzędów samym gradientem, dla wzmocnienia.

Główne role w tym szaliku grają następujące nitki: dwa gradienty na BFL uprzędzione przeze mnie oraz ciemnoszary Kid Silk Dropsa w podwójnej nitce. Dziergałam na drutach 4,5 mm. Szalik wyszedł umiarkowanie duży, brioszka żre nitkę nieprawdopodobnie, ale rozmiar 22 x 145 cm jest wystarczający do otulenia szyi, a temu przecież mają służyć szaliki ;) Że przy okazji kolory są niepowtarzalne, a przytulność dzianiny zachęca do wtulania się, to dodatkowe korzyści.

Mimo pracochłonności, chyba polubiłyśmy się z brioszką.

PS. Mam nadzieję, że w obecnych warunkach pogodowych wybaczycie brak zdjęć na człowieku...













In Warsaw today the temperature is over 30 degrees and still rising. My last finished piece of knitting is absolutely inadequate in these circumstances... Sorry.

Brioche stitch, patent stitch... A long time ago I've knitted incredibly cosy scarf (really cosy although it was acrylic yarn). After many years I started to think about the similar one, but a bit more complicated and made of high quality yarn.

I was admiring beautiful two-colour brioche by Nancy Marchant. I even tried to learn this contemporary brioche from her but it was too difficult as Nancy's style of knitting is completely different from mine. Then I watched a video on Intensywnie Kreatywna site and it was better. Still it's not my style of knitting but there are more similarities and Aga's description is so logical that I finally understood the technique.

That was my first Italian cast-on, and then I started two-colour brioche combining two completely different yarns: skinny, fuzzy mohair (Drops Kid Silk) and my own BFL gradients. With 4.5 mm needles I obtained moderately long scarf (circa 22 x 145 cm), as the brioche is very yarn-consuming. Luckily this size is big enough to keep me warm and it's unique :)

Well, I can say I really like brioche.

PS. I hope you forgive me that I present this scarf without a model...

sobota, 18 czerwca 2016

Oczko do przodu, dwa do tyłu

Prawie skończyłam chustę. Prawie. Po raz kolejny przekonałam się, że dziergam dużo ciaśniej od Hani Maciejewskiej. Kolejny wzór z jej pięknej twórczości dobrał mi się idealnie z nitką (alpaka + jedwab), zawzięcie przebierałam drutami, by pod koniec stwierdzić, że to jest jednak za małe i nie da się nosić, a nitki zostaje mnóstwo, choć powinna się zużyć prawie do zera... Tak bywa. Cóż, trzeba będzie sporo spruć i zwiększyć strefę dodawania, tak by wydłużyła się proporcjonalnie strefa ujmowania. I będzie dobrze. Bo dawno tak mi włóczka do wzoru nie pasowała :)



Powolutku dziergam brioszkowy szalik. Chciałabym go skończyć do końca miesiąca, bo wtedy kończy się wyzwanie w grupie prządkowej, które zainspirowało mnie do tego udziergu. Ale znienacka pojawił się wśród aktualnych robótek sweter testowy. Hania umie namawiać :) I trzeba dać swetrowi priorytet, bo to test. Niestety czas nie jest z gumy (niezmiennie mnie to odkrycie zaskakuje) i nie zdążę wszystkiego zrobić w założonym terminie. Czyli test przede wszystkim i zobaczymy, co się da zrobić z brioszką. Cała reszta niech przyrasta powolutku w chwilach, gdy oba główne projekty dadzą za bardzo w kość ;)



Poza tym przędę. Na tym polu mam nawet coś skończonego do pokazania. Nitka składa się z dwóch różnych singli: BFL farbowanego przez Tysię, przędzionego na gładko (worsted) i mieszanki własnej z blending boardu (w niej m.in. też ten BFL, mała próbka niebiesko-brązowo-lśniąca od Nunoco, trochę farfocli jedwabnych i co tam pod rękę się nawinęło) przędzionej na puchato (woolen). Wyszła nitka zrównoważona, oryginalna, bardzo niebieska, tak więc jestem bardzo zadowolona. Inne dwa single cierpliwie czekają na ciąg dalszy. Zdwoić? Potroić metodą łańcuszkową? Jakoś nie mogę się zdecydować... A tymczasem znienacka na Fantazję wskoczyła niesamowicie przyjazna w przędzeniu mieszanka. Zielona, tak dla odmiany.









I've almost finished the shawl. Almost. Again I see that my knitting is much tighter than Hania Maciejewska (Hada) does. Pattern and yarn perfectly paired, I've been knitting vigorously and finally I'm sure it's too small to be worn (plus, it leaves too much yarn unused). So I'm about to unravel the whole decreasing section and plan to elongate the increasing section. It's highly probable that I will knit this pattern despite problems as it's a perfect pattern-yarn match.

Now I knit step by step a brioche scarf, inspired by a challenge in a spinning ravelry group. I hope to finish it by the end of June (and also end of a challenge), but I'm not sure I will be able to make it as I started knitting a test sweater for Hania Maciejewska. Well, I will do my best and we'll see :)

I also spin and I've even managed to finish something lately. It's my usual kind of yarn - blue with streaks of different colour. I plied woolen single (rolags from blending board, mix of various bits and pieces) with a worsted yarn (BFL dyed by YarnAndArt). And I like the outcome. Now I started something not blue - it's emerald green with a hint of purple and complementary shades.

sobota, 28 maja 2016

Smakowite wiśnie - wersja 2.0

Ta chusta zaczęła powstawać jesienią 2015. Najpierw miał być kolejny Blooming Shawl. Ale jakoś nie miałam pełnego przekonania do tego połączenia wzoru z nitką. Kombinowałam, czy nie dodać może koralików, ale jakoś nie mogłam znaleźć właściwego koloru i robótka przyrastała strasznie wolno. Aż spłynęło na mnie natchnienie, gdy zobaczyłam wykonania Hap for Harriet właśnie z Lace Scrumptious. To jest to! Szybko sprułam i nabrałam oczka na docelową chustę.

Całość jest przyjemnie lejąca - Lace Scrumptious to pyszna mieszanka merynosa i jedwabiu, idealna dla osób o wrażliwej skórze, a jej 1000 m w motku 100 g pozwala wydziergać całkiem spore okrycie szyi. Ma też piękne kolory - tym razem dziergałam z Cherry, czyli wiśniowego, który jest głęboką, nasyconą wersją tego koloru. Kate Davies podała (chwała jej za to!), jaka część surowca powinna być zużyta na poszczególne sekcje szala, tak by nitkę wykorzystać jak najpełniej i by jej nie zabrakło, a proporcje całości cieszyły oko. Dzięki temu dość swobodnie można dobierać włóczkę i druty. Osobiście dziergałam na drutach w rozmiarze przepisowym, ale dodałam od siebie pikotkowe nabieranie oczek i takież ich zamykanie na krótkich brzegach. Pikotki nie rzucają się w oczy, ale ten sposób zdecydowanie nie ściąga brzegu, więc warto było go wybrać.

Wzór pokochałam bodajże po pierwszym powtórzeniu. Jest prosty, logiczny, bezpretensjonalny. Mnóstwo prawych oczek (splot francuski) i zamykanie dwóch oczek razem, które u osób dziergających typowo jest ssk, a u mnie to k2tog, czyli prościej się nie da :) To mój pierwszy wydziergany wzór Kate Davies i raczej nie ostatni. Czuję się zachęcona do dalszych udziergów według opisów tej projektantki. Tylko przez nieuwagę i dzierganie tuż przed snem popełniłam w trakcie dwa małe błędy (właściwie błądki), ale dały się łatwo zamaskować i na zdjęciach ich nie widać (bo żeby było widać, musiałabym masochistycznie je odnaleźć i specjalnie wyeksponować).

To jest wzór, który zdecydowanie wymaga blokowania (niezbyt skomplikowanego w układzie). Francuz musi trochę stracić z elastyczności, a ząbki ażuru nabrać wyrazu. Trochę szpilek, jakiś drut do długiego prostego brzegu... I już mamy elegancki owijacz szyi i ramion.

Chusta powstała dla Agi - niech się dobrze nosi!















This shawl started to grow around Autumn 2015. At the beginning I planned next Blooming Shawl. Well.. this yarn with this pattern couldn't convince me completely, so I started to think about adding some beads. It was impossible to find the appropriate colour of beads so the shawl wasn't growing fast. And then I found several projects of Hap for Harriet made of Scrumptious Lace. That was it!

I like the feel of the knitted Lace Scrumptious - this merino/silk blend is exquisite, perfect for sensitive skin, and efficient (1000 m in 100 g skein). Kate's instruction indicates how much yarn should be used for each part of the shawl. It helps to use the skein in the most efficient manner and to choose yarn and needle size according to personal taste. I was knitting with needles 3 mm and added picot cast-on and cast-off (really stretchy).

I fell in love with this pattern probably after first repeat. It's so simple, logical and unpretentious! Lots of knitting (garter stitch) and ssk (for my way of knitting it means k2tog what makes decreasing easier). That's my first FO from Kate Davies' pattern and definitely it's not the last. I feel so encouraged to knit more of her patterns. This time I made only two minor mistakes - both were easy to disguise and now unnoticeable.

This particular shawl really needs blocking. Not complicated, though. One or two blocking wires, bunch of pins and it blooms into elegant garter shawl with crispy lace edging.

The shawl was knitted for my friend Aga - I hope she will wear it with pleasure :)

Hap for Harriet by Kate Davies
druty/needle: 3 mm
nitka/yarn: Lace Scrumptious (Cherry)
zdjęcia/photos: Gosia (zajrzyjcie do niej, ostatnio wróciła z ciekawej podróży)

sobota, 7 maja 2016

Pastelowa nowość

Rozbolał mnie lewy kciuk. Przędzenie i rozmowa skype'owa tak były wciągające, że nie zauważyłam upływu czasu, a palec nieprzyzwyczajony do tak długiej sesji prządkowej przetrenował się ździebełko. Ale warto było, bo mam już skończony mój pierwszy prawdziwy 3-ply, taki z osobnych nitek, niełańcuszkowy. Na zdjęciach z dwoma motkami leżą kolejno od lewej: 3-ply i 2-ply z dwóch szpulek. Będzie jeszcze 2-ply z resztki singla (łączony z dwóch końców), jeśli okaże się potrzebny... Kolory zupełnie nie moje, ale ogólnie twarzowe, więc może będzie z tego kiedyś czapka. Kremowa nitka składowa to niesamowicie miękka alpaka suri, pochodząca z zestawu wygranego w konkursie e-wełenki na fb. Do tego dwie nitki w pastelach wybranych z goodie bag (jeden z pasteli miał w składzie stelinę, więc jest dodatkowa odrobina blasku, widoczna przy uważnym oglądaniu powiększonego zdjęcia). Mocno obłaziłam tą delikatnością alpaczaną przy okazji przędzenia, tak więc odpadało przędzenie 10 minut przed wyjściem z domu, jeśli miałam na sobie czarne spodnie ;), ale warto było.









Przędą się też kolorowe merynosy. To innego rodzaju eksperyment, o którym napiszę więcej za jakiś czas, gdy uprzędę zaplanowaną partię i dojdę do jakichś wniosków.

Ponadto wydziergała się delikatna chusta z Lace Scrumptious. Zostało jeszcze tylko blokowanie :)

Zastanawiam się teraz, czy wrócić w najbliższym czasie do którejś z moich długo leżakujących robótek niedokończonych. Duży czerwony kardigan przyda się zawsze, bawełniany granatowy kardigan na nadchodzące ciepłe dni nadałby się jeszcze bardziej... Kusi też rozpoczęcie nowych dziergadeł. Dawno planowanego pulowera z własnoręcznie przędzionej nitki lub chusty z gradientów... Poczekam na moment olśnienia, w dzierganiu najbardziej sprawdza mi się podążanie za impulsem i łapanie za robótki, do których ręce same się rwą :)

***


I've got sore thumb, literally. I was so involved in conversation and simultaneous spinning that I haven't noticed the passing time. I'm not accustomed to spinning for several hours without a break but it was worth it as I finished my first real 3-ply yarn (not chain plied, just ordinary 3-ply). The photos with two skeins show (from left) the 3-ply and 2-ply made of 2 separate singles. There is still some single left and maybe I will ply it from two ends if it is needed... These are not my colours, although they seem to be becoming, and maybe one day that yarn will finish as a hat. The brightest single was spun of incredibly soft alpaca suri (part of a prize from this shop, won in a competition on facebook). Two other singles are mixed fluff from a goodie bag. It wouldn't be wise to spin this alpaca just before leaving (especially when wearing black trousers) as it's prone to cover the spinner gradually ;)

At the moment I'm spinning colourful merino. It's a part of another challenge for me (I promise to write more when I finish). I've just finished knitting with Lace Scrumptious the hap shawl. Only blocking left to be done.

And I'm planning my next steps. Should I return to some of my old WIPs? Maybe long red cardi made of wool could be finished soon? Or navy blue cotton cardi for summer? I'm tempted to start something new - pullover with my handspun or maybe gradient shawl... Let's wait - impulsive knitting works for me the best :)

niedziela, 1 maja 2016

Puchate, kolorowe

Taki śliczny prezent leżał i czekał na przerobienie, to się zlitowałam.



Jak zwykle zaczęłam przędzenie bez konkretnego projektu na myśli. Najpierw przerobiłam oba batty na niezbyt szeroką taśmę, dzieląc je zygzakiem (Z-stripped). Tak to dzielenie mniej więcej wygląda:



Potem przędłam metodą longdraw, która w zależności od użytego surowca daje nitkę średnio albo bardzo puchatą (semi-woolen do woolen). Tu mamy raczej semi-woolen, bo batty są dość starannie wyczesane wzdłuż. O puchatości świadczy choćby to, że 5 dag singla wypełniło standardową szpulkę po brzegi (zwykle potrzeba ok. 10 dag nitki do osiągnięcia tego efektu). Ogromnie mi się singiel spodobał, ale gdybym nitkę zostawiła w tej formie, to pozostałoby wydzierganie z niej co najwyżej chusty/szalika. A jakoś nie widzę tych kolorów w dużej masie koło twarzy, chodziły mi po głowie mankiety swetra albo jakaś wstawka, a do tego trzeba mocniejszej nitki, więc zaryzykowałam 2-ply.

Bałam się oczywiście, że kolory za bardzo się wymieszają i powstanie bura masa bez wyrazu. Na szczęście wystarczająco gruba nić i starania, by (oprócz jedwabnych pomarańczowych smużek i punktów) nie mieszać za bardzo kolorów w singlu, dały ostatecznie dość klarowne kolory 2-ply. Leżakowanie na motowidle, pranie, suszenie i ostatecznie uzyskałam efekt spełniający moje oczekiwania. Jest raczej nierówno, bliżej włóczki artystycznej niż nici maszynowej, ale ja tak lubię i takie wariacje na temat bardziej leżą mi w charakterze prządkowym. Zdecydowanie jest mniej puchato niż w wyjściowym jedwabistym surowcu, ale uwzględniając czynnik odkręcania nitki podczas dziergania (u mnie typowy) i to, że na gładszym lepiej widać jedwabne farfocle dużo lepiej niż na włochatym... Jest dobrze :)

Single zdwajałam na szpulce i skrzydełku jumbo, które od jakiegoś czasu z powodzeniem służy mi do takich działań. Działa dokładnie tak jak zwykły zestaw do Fantazji (równie prosto się też wymienia), tyle że mieści się na nim dużo więcej włóczki i wlot jest duuuży - spokojnie można przewlec przezeń nitkę bez użycia haczyka.











***


Once upon a time I received such a beautiful set of two batts as a gift. Finally I spun them. As usually, I started without a particular knitting project on my mind. I wanted to spin something with rather clear colours and strong enough to have wide array of possible applications. So I divided batts by Z-stripping and spun them with longdraw technique, what gave me semi-woolen singles (as batts were nicely combed in one direction). They were quite fluffy - just 50 g were enough to fill the regular bobbin (with less fluffy worsted singles it needs usually 100 g). Then I plied both singles together and finally I have a really nice yarn which meets my standards :)

For plying I used jumbo flyer and bobbins for Fantasia. I've been using them for some time for this kind of action and I am really satisfied. The change of flyer is as usually easy and it's really big (makes plying 100 g of fibre comfortable).