sobota, 14 kwietnia 2018

Tej chusty nie oddam

Nie oddam nikomu i już. To chusta wymarzona dla mnie. Kolor dobierany spośród kilku dostępnych niebieskości, miękka, lejąca nitka (merynos z jedwabiem i kaszmirem) plus wygodna do omotania forma trójkąta (z lekko zawijającym się ogonkiem). I wielkość :) Najdłuższy bok trójkąta mierzy 275 cm, wysokość trójkąta to 85 cm. Jest się czym owinąć.

Wzór to testowane dla Asi Nellissimo. Wydziergane prawie terminowo, ale życie i pogoda utrudniły natychmiastowe uwiecznienie udziergu dla potomności. Trochę poczekał i się doczekał :) Dzięki Dorocie jego uroda rozkwitła na tle wiosennej przyrody, a ja wreszcie mogę go bezkarnie nosić, bez obaw o zaciągnięcie nitki przed zdjęciami...

Dzierganie tej chusty było zajmujące i bardzo przyjemne. Z niezbędną dawką powtarzalności, ale też małymi dziewiarskimi niespodziankami (m.in. świetnie pomyślanym kształtowaniem trójkąta za pomocą rzędów skróconych). Efekt jest absolutnie dwustronny, przy czym wciąż nie mogę się zdecydować, która strona bardziej mi się podoba ;) Całość wspaniale grzeje i od niechcenia zdobi. To fason zdecydowanie dla włóczek o pewnym ciężarze (napisana jest na grubość nitki dk), lejących i dobrze się blokujących - choć blokowanie nie woła o szpilki, ale prawa strona potrzebuje otwarcia wzoru przez naciągnięcie na płasko.

Nellissimo by Asia Janeczek
rozmiar/size: M/L
włóczka/yarn: Sublime Yarns Baby Cashmere Merino Silk DK, 475 g
druty/needle: 4.5 mm
zdjęcia/photos: Dorota













sobota, 10 lutego 2018

Sweter w 10 dni

Taki sweter mi się wydziergał. W rekordowym czasie, bo od nabrania oczek do zamknięcia ostatniego oczka (nie licząc drobnej wykończeniówki, prania i blokowania) zajęło mi to 10 dni. Trochę luźniejszych, ale tak czy siak, grube nitki rządzą :)

Z tego Nepala miał powstać inny sweter, ale próbka zasugerowała zmianę planów, toteż bez szczególnego żalu sięgnęłam po Little Cabin Caitlin Hunter, który czekał w bibliotece już od jakiegoś czasu. Rozumiem rozkwitającą popularność tej projektantki, jej wzory są bardzo miłe dla oka, zgrabnie łączą modne elementy, ale jeśli są podobne w detalach dziewiarskich do Little Cabin, to nie czuję się szczególnie zachęcona do kolejnych prób. Oczywiście to może być kwestia moich osobistych upodobań, więc nikogo nie zniechęcam nazbyt energicznie. Lepiej samodzielnie spróbować i ocenić. Ja tak mam, że zawsze przy gotowych - zwłaszcza płatnych - wzorach mam nadzieję na nauczenie się czegoś nowego, nieoczywistego i zwykle ta nadzieja nie pozostaje płonna. Tym razem nauki od projektanta nie było. Po prostu ładny sweter dziergany od dołu do góry - tylko tyle i aż tyle ;)

Po raz kolejny przekonałam się, że warto czytać komentarze innych wykonawczyń danego modelu. U dziewiarek na ravelry udało mi się znaleźć podpowiedź dotyczącą lepszego ujmowania oczek w karczku. Sama zmodyfikowałam szerokość rękawów (u mnie są węższe) i na tej podstawie zalecałabym ten model raczej kobietom o szerszych ramionach. U mnie szerokość karczka na dole jest w sam raz, ale ja mam ramiona szersze niż biodra i w dodatku z racji węższych rękawów miałam na starcie karczka mniej oczek niż przepis przewiduje. Sytuację dodatkowo ratuje zastosowanie splotu francuskiego, który jest bardzo elastyczny we wszystkie strony. Zdecydowanie nie zalecałabym zmiany splotu w tej części, jeśli ktoś nie jest fanem francuza... Można też wybrać rozmiar tak, żeby wydziergać ten sweter z dużymi luzami i nie przejmować się pewną workowatością. Ale przy takim wyborze warto wybrać jak najbardziej lejącą się włóczkę i dobrać wystarczająco luźną próbkę.

Mimo tych zastrzeżeń technicznych przyznam szczerze, że efekt końcowy mnie przyjemnie zaskoczył. Jest po prostu sympatyczny i dzięki czujności dziewiarskiej wyszedł raczej zgrabnie. Od razu po obfotografowaniu zaczęłam go nosić, nawet mimo tego, że to półgolf (a ja takowych za bardzo nie lubię). To może jednak jestem fanką twórczości Caitlin Hunter? ;)

Little Cabin by Caitlin Hunter
druty/needle: 5,5 mm, 5 mm
włóczka/yarn: Drops Nepal (colour no. 0501)
rozmiar/size: S (z węższymi rękawami/with narrower sleeves)
zdjęcia/photos: Gosia

















Just knitted a sweater. My personal record as there were only 10 days between casting on and off :)

Grey Nepal was planned for another sweater. But as the gauge was much too big for that first choice sweater I changed my mind and started Little Cabin by Caitlin Hunter, pattern which waited for me in the Ravelry library for some time. Well, I understand why Caitlin's patterns are recently more and more popular, they are eye-catching, but for me it's not enough. Maybe someday I will change my mind and join the fans of Caitlin Hunter's patterns but I don't feel impressed so far. When I buy a pattern from the designer I always have hope to learn something new and usually it is like that but not this time.

As usually I learnt a lot from other knitter's notes on Ravelry. Definitely, yoke looks better when consecutive stages of decreases are made in two rows instead of one. I made also less increases in sleeves so I had less stitches when started the yoke. And it fits like a glove. But I'm rather broad shouldered, so if you are a petite person and you are not planning a boxy oversize sweater I would advise to choose size really carefully. Garter stitch helps to obtain the better fit, nevertheless, I suppose it would be easier to have the perfect fit with soft yarn (with a drape like alpaca or yarns with generous addition of silk) and a bit looser gauge.

Despite all these technical reservations I must admit that I'm pleasantly surprised with the outcome. I like this sweater and I'm happy with it's fit. Even I'm not a big fan of this particular shape of neckline I must admit it's practical. So since I've finished this pullover I wear it on regular basis. So, maybe after all I'm a fan of Caitlin Hunter's pattern? ;)

sobota, 3 lutego 2018

Chusta podróżna

Ta chusta powstała znienacka, latem. Kompletnie jej nie miałam w planach, ale tak jakoś się złożyło, że podczas rozmowy on-line z koleżanką omawiałyśmy kolory alpak Dropsa, klikałyśmy tu i tam, i przy jednym z kolorów mignęło mi zdjęcie pewnej chusty. Kolor piękny, choć zupełnie nie mój (ciepła oliwka), a chusta... O, akurat chusta była bardzo w moim typie: duży, mięsisty trójkąt (taki trochę skrzydlaty dzięki rzędom skróconym, co ułatwia noszenie), kolory zmieniane stopniowo, ozdobna koronkowa bordiura i niezupełnie gładka część zasadnicza. Te żeberka z oczek lewych podbiły moje dziewiarskie serduszko kompletnie.

Zwykle taki zachwyt kończy się zapisaniem wzoru do ulubionych i pielęgnowaniem myśli o wydzierganiu kiedyś, kiedyś. Tym razem było mniej typowo. Bo przypomniałam sobie, że raczej mam odpowiednie ilości alpaki w dwóch szarościach pozostałe po wydzierganiu dwóch swetrów (ten i ten). Do tego motek ciemnopomidorowej czerwieni (ależ się ona Dropsowi udała) na jakiś akcent. A co najważniejsze, zbliżała się mała podróż z mocno dziewiarskim podtekstem (a nawet kilkoma dziewiarskimi tematami wiodącymi ;)), więc nie za ogromna, umiarkowanie zajmująca chusta była idealnym pomysłem.

Realizacja poszła zgodnie z planem. Na wyjeździe zrobiłam część zasadniczą i początek bordiury, w domu dokończyłam całość. Na bordiurze dodałam trochę bąbli, pikotkowe zamknięcie oczek zrobiłam wcześniej wspomnianą czerwienią. Chusta wyszła duża, mięsista, idealna na zimę. Nie blokowałam jej od razu, bo ciężar alpaki ładnie prostuje część zasadniczą, a wygładzanie bordiury nie wydawało mi się potrzebne. Ale na pierwszym podejściu zdjęciowym zauważyłam, że złośliwiec nieładnie się wywija w okolicy "skrzydeł", gdy jest szeroko rozłożony w rękach. Ułożenie rzadko stosowane podczas używania, ale przy zdjęciach przydatne. Tak więc chusta trafiła do blokowania i poczekała kilka miesięcy na kolejną sesję... Po czym na tej kolejnej sesji było na tyle zimno, że zupełnie nie chciało mi się trenować pozy z "Titanica" ;) Pragnącym wizji całościowej sugeruję obejrzenie zdjęcia oryginalnej Dropsowej chusty (poprzez link do mojej wersji na Ravelry), bo raczej do trzeciej sesji się nie zmobilizuję...

To był mój pierwszy wzór ze stajni Dropsa i oceniam podejście jako udane. Miałam czasem wątpliwości, co autor wersji polskiej sobie myślał, ale dość szybko nauczyłam się sprawdzać niezrozumiałe fragmenty tekstu w wersji angielskiej, co rozwiewało wszelkie wątpliwości. Wzór nie miał błędów, schematy były czytelne... w sumie czuję się zachęcona do dalszego korzystania z dobra udostępnianego bezpłatnie przez tę firmę.

Shades of Eire
druty/needle: 5 mm
włóczka/yarn: Drops Alpaca (no. 501, 506, 3650)
zdjęcia/photos: Gosia











I wasn't planning to knit this shawl. It has just happened, when I was browsing photos of different Drops Alpaca shades... The original colour used for this pattern was beautiful olive (not my shade, definitely), but the triangle shape and rich texture were a great incentive. Plus these purl ridges - I fell in love with this pattern immediately.

Usually this kind of "love at first glance" means that I would remember the pattern and return to it after some time. But this particular shawl happened in the right moment, before a journey, when I needed a travel project in the adequate size. So I started to think about greys and red and luckily I had enough in my stash (leftovers after this and that sweater).

During journey I knit a body of the shawl and started the border. My mods are: bobbles incorporated in the border and contrast picot edging (I love picots and I wanted to enhance them). The final shawl is quite heavy so I didn't consider blocking necessary. After first attempt to photos of the shawl I changed my mind. It looked pretty when wrapped around neck but with arms spread it didn't look well. Usually I don't wear my shawls with arms spread but for good pictures it's useful... So I blocked it and waited for next photo opportunity. Then I wasn't in a mood for pose like in "Titanic" movie (as it was cold), so I suggest to look at Drops photo on Ravelry to see the whole shawl.

This was my first attempt to free patterns from Drops website and I consider it quite positive. I feel encouraged to use this free abundance of patterns shared by Drops.

niedziela, 28 stycznia 2018

Czerwony kokon

To sweter udowadniający, że nie wszystkie długoleżakujące WIP-y (work in progress, czyli robótki w trakcie) trzeba pruć bez litości. Zaczęłam ten sweter dziergać w listopadzie 2014 (!), skończyłam niemal dokładnie trzy lata później. Pośrodku był długi czas leżakowania, gdy zupełnie mnie do dziergania tego swetra nie ciągnęło. Właściwie nie wiem, dlaczego, bo jest otulający, docieplający i cudownie przytulny. Po prostu nie ciągnęło i już.

Przy takich swetrach docenia się przydatność notatek czynionych na ravelry. Choćby w kwestii dzierganego rozmiaru...

Podobnie jak niektóre inne wykonawczynie tego wzoru, zamieniłam narzuty na liniach reglanu na M1L i M1R (czyli dobieranie oczek z nitki poprzedniego rzędu). Oczywiście "trochę" wydłużyłam rękawy, no i najistotniejszą zmianą względem oryginału był rozmiar. Wybrałam mniejszy, żeby nie mieć tak dużego luzu jak w autorskim modelu. Żeby jednak ze zwężaniem nie przesadzać, dodałam po pięć oczek pod każdą pachą, gdy rozdzielałam tułów i rękawy.

Upewniłam się przy okazji, że bardzo lubię dziergać z grubych włóczek - rękaw w jeden dzień to coś, co przy fingeringach nigdy mi się nie zdarzyło. Gorzej było z dokumentowaniem skończonego swetra zimą. Zimno, zimno, zimno. I śnieg. Ale chwilę wytrzymałam i na dwa aparaty udało się nawet nienajgorzej sweter pokazać (ba, z wyjątkiem ostatniego zdjęcia, nawet czerwień dość realistycznie wyszła i po małej obróbce przypomina rzeczywisty kolor tej dzianiny :) )

Czy będę chętnie wracać do wzorów od Suvi Simoli? Jeśli tylko coś mi się spodoba, to nie omieszkam, bo w tym swetrze opis był dla mnie jasny, dopracowany, z podaniem niezbędnych detali. Jestem też bardzo zadowolona z wybranych nitek. Kombinacja Cascade Eco+ i Alpaki Dropsa jest bardzo przytulna, a ich czerwienie pięknie się wymieszały, tworząc płomienny melanż. Na zdjęciach widać je bardziej osobno niż jest na żywo. Dla oka nieuzbrojonego w obiektyw niknie kontrast, odcienie zlewają się perfekcyjnie. Całość waży około 700 g, Eco+ jest niecałe pół kilograma, reszta to alpaka.

A tymczasem jeszcze jedna zaległa chusta czeka na pokazanie. I sweter, który w przeciwieństwie do czerwonego kokonu powstał w rekordowym czasie :)

Splash of Blue by Suvi Simola
włóczka/yarn: Cascade Eco+, Drops Alpaca
druty/needle: 8 mm
zdjęcia/photos: Gosia i Dorota













It's the coziest sweater ever :) I started to knit it in November 2014 and after first twenty rows I wasn't interested any more in this WIP (I really don't know why). Nevertheless I was still fond of this pattern and had a feeling it could be a worthy addition to my wardrobe, so I came back to this WIP, refreshed memory and started again.

It's good to have notes on Ravelry for situations like this - return after several years. Well, I wasn't able to recall which size I chose in 2014 and notes on Ravelry were a great help. Luckily, 8 mm needles were still in this WIP so at least this parameter was obvious.

As many other knitters, I chose M1L and M1R instead of yarnovers for raglan increases. Lengthened the sleeves and added 5 stitches in armscyes when dividing body and sleeves (as I knitted smaller size to obtain more fitted sweater).

The combination of Cascade Eco+ and Drops Alpaca is really cozy and I love the look of this mix of reds. I liked also this pattern very much (probably will knit something more by Suvi in the future).

Well, still one more shawl and a sweater are waiting to be presented on the blog. Soon.

sobota, 20 stycznia 2018

Poeta mnie urzekł

Dziewiarki znają ten scenariusz :) Zobaczyłam chustę. O, jaka piękna! Ale przecież mam tyle wzorów czekających na wydzierganie... Eeee, jak już będzie wzór opublikowany, to się nie rzucę jak harpia...
(za jakiś czas)
Ooo, już opublikowany? Uhm, nawet nie taki drogi... Hmmmm, z tej włóczki, co to leży w pudełku na półce byłaby idealna chusta... E tam, żyje się raz, biorę i dziergam.

W ten oto sposób nabyłam wzór na Nerudę w dniu publikacji i niewiele później nabrałam oczka. Dziergałam zapamiętale i, mimo że to spora chusta, a detale wymagały czasu, to po niecałych dwóch miesiącach rozpięłam wilgotną chustę do suszenia.

Neruda i Shepherd's Own od Fibra Natura (już nieprodukowana) to wymarzona para. Wełna jest szorstka, cudownie rustykalna. Z drobiazgowo zaplecionymi wzorkami na powierzchni chusty gra idealnie. Lekkie podgryzanie tej wełny (to nie jest milusi merynos, choć pochodzi z ojczyzny merynosów, czyli Hiszpanii) zupełnie nie przeszkadza w przypadku chusty. Jak ona grzeje!

Autorce należą się słowa uznania za wspaniałe dopracowanie wzoru. Starannie zredagowany, pełen wskazówek i instrukcji wykonania nieco trudniejszych elementów (w tej chuście wszystko jest prostsze niż się wydaje na pierwszy rzut oka). Udoskonalenie kształtu bordiury rzędami skróconymi, przemyślany układ oczek przy brzegu, który tworzy idealnie mięsistą krawędź. I nawet słynny garterowy garbik na początku niezbyt mi przeszkadza. Pokochałam Nerudę od pierwszego wejrzenia i drugie jest równie udane :)

Neruda by Natasja Hornby (aka Moonstruck Knits)
Włóczka/yarn: Shepherd's Own, colour no 6
Druty/needle: 4 mm
Zdjęcia/photos: Gosia



All knitters know this scenario :) I saw the shawl. OMG, what a beauty! Well, I have so many patterns waiting to be knitted... Even when it's published I won't grab it in a second...
(later on)
Oh, it's being published today? Not so pricey... Mhhhm, I've got the right yarn for it... Whatever, I'm buying it and casting on!

That's how I bought a Neruda pattern on the publication day and soon casted on. Then it was lots of knitting with pleasure and in less than two months I blocked the finished shawl.

In my humble opinion this couple (pattern and yarn) is match made in heaven. Yarn is slightly scratchy but I don't mind: it looks great and keeps me warm. Pattern is as I like it: with proper focus on details in construction (oh, these wise short rows for a perfect triangle!) and adequately explained in instructions. I feel encouraged to knit more Natasja's patterns :)

środa, 1 listopada 2017

Jak u Tudorów

Abonowałam swego czasu klub czesankowy z podtekstami historycznymi. Z tamtego czasu zostało mi jeszcze kilka ciekawych mieszanek do uprzędzenia, z jeszcze ciekawszymi nazwami ;) Ta czesanka nazywała się "Tudor Dress", ma w sobie czerwień, purpurę, kapkę czerni i trochę złota. To mieszanka merynosa, fina, jedwabiu i odrobiny steliny (w proporcjach 45/25/25/5).

Miałam chęć uprząść z niej cienką dwunitkę. Czesanka była życzliwa takiemu rozwiązaniu, toteż przędzenie podobało mi się zdecydowanie. Jedynym minusem przędzenia nitek cieńszych jest czas potrzebny na taką akcję, ale poza tym - sama przyjemność. W ogóle bardzo lubię prząść mieszanki. Zwykle mają zebrane zalety poszczególnych składników i są wizualnie bardziej zajmujące niż długaśny pas wełny jednej rasy owiec. Dlatego też pewnie wolę czesanki farbowane, różnokolorowe, gradienty, mieszanki...

Taka gładka dwunitka w ilości ok. 770 m w 200 g to oczywisty surowiec na chustę. Jeszcze nie wiem dokładnie, który wzór wybiorę, ale na 99 proc. to będzie chusta.







I love spinning mixed fibers or handdyed fluff. This particular yarn was a part of a fibre club with history as an inspiration. Named "Tudor Dress", it's a mix of Merino, Finn, silk and stellina (45/25/25/5). It contains of course red, but also some purple, black and gold.

It's worsted spun, smooth and 2-ply, 770 meters in 200 g. I see it as a quite obvious yarn for a shawl. Which pattern? So far I don't know, but I'm pretty sure it will be a shawl.

piątek, 20 października 2017

Osiem twarzy Amora ;)

Odżegnywałam się od testów ostatnio bardzo zdecydowanie. Nawet najcudniejsze wzory od ulubionych projektantek nie były w stanie mnie przekonać do zmiany zdania. Żywię niezmienną ochotę na dzierganie rekreacyjne, a do tego wiem, że nie mam dość czasu wolnego, żeby zobowiązać się do terminowego testowania.

Cóż, never say never, toteż i na mnie znalazła się odpowiednia kombinacja okoliczności :) Nie wiem, co najbardziej mnie przekonało, toteż kolejność czynników zupełnie przypadkowa. Piękny fason ze smakowitymi detalami, urok osobisty projektantki, magiczny merynos superwash 300 od Q-lany w najsmakowitszych czerwieniach (kolor nazywa się Amor) - nie mogłam się oprzeć tej kombinacji i po krótkiej walce ze sobą przystałam do tworzącej się błyskawicznie grupy testerek. Na swoje usprawiedliwienie powiem, że wzorzec autorstwa Asi widziany na żywo powodował u każdej dziewiarki głębokie westchnienie zachwytu i chęć przystąpienia do testu choćby zaraz...

Tradycyjnie przy teście się starałam, czyli próbkowałam do upojenia. Na przepisowych drutach 3,75 mm próbka wychodziła za drobna, to machnęłam bez odcinania nitki kolejną na 4 mm i prałam od razu obie (ewidentna oszczędność czasu). Nieodcięte ostatnie oczko każdej próbki było zabezpieczone zapiętym markerem, dzięki czemu w razie późniejszego prucia minimalizowałam konieczność łączenia kawałków drogocennej nitki.

Pinpoint to sweter z jednej strony bardzo typowy dla Asi, a z drugiej - zupełnie zaskakujący. Typowy w prostocie wykonania (powtarzalność efektownego splotu, sporo połaci pończoszniczych), w dopracowaniu detali i takiej ogólnej elegancji na luzie. Ale z drugiej mamy ciekawą konstrukcję ramion (bardzo korzystną dla mnie i cieszę się, że to coraz popularniejsze rozwiązanie) i oryginalne wykończenie dekoltu. Dla mnie to wymarzona mieszanka do dziergania: nie jest nudno, ale też nie muszę śledzić opisu rząd po rzędzie. Nadmienię, że był to drugi w mojej dziewiarskiej karierze sweter dziergany bezszwowo od dołu i było to kolejne zachęcające doświadczenie. Taki sweter trochę trudniej się mierzy w trakcie pracy, ale za to wychodzi się od najszerszego miejsca i potem jest tylko z górki :)

Modyfikacje zrobiłam dwie, obie przewidziane w autorskim projekcie: dłuższy tułów i dłuższe rękawy. Bardzo się cieszę, że nie poległam na łańcuszkowym wykończeniu dekoltu, bo choć ściągacz robi się łatwiej i szybciej, ale rzędy poziomego łańcuszka zdecydowanie lepiej stabilizują dzianinę przy szyi i rękawach.

Autorkami zdjęć są siostry w uzależnieniu, czyli dwie zblogowane dziewiarki: Dodgers i Malmonka. Dziewczyny, dziękuję za to wesołe popołudnie i piękne obfotografowanie mojego swetra!

Pinpoint by Asja Janeczek
rozmiar/size: 3
włóczka/yarn: Q-lana Merino 300 sw, colour: Amor
druty/needle: 3.5 mm, 4 mm
zdjęcia/photos: Malmonka & Dodgers

















I refused to testknit for some time. Even the most beautiful patterns by my favourite designers weren't a sufficient incentive to knit something with a deadline.

Well, never say never, for a good company I'm able to do more than usually. So, good company, combined with a yummy merino superwash 300 by Q-lana (shade Amor), were convincing enough to join the Pinpoint pullover test.

As usually, I swatched a lot. First swatch (3.75 mm needle) was too small, second one (4 mm needle) was perfect. I used up almost entire 4 skeins, even frogged one of the swatches to finish second sleeve.

Pinpoint pullover is in Asja's style but it's quite surprising as well. Lots of repetitions (see stockinette back and sleeves) but on the other hand elaborate details and this particular construction around arms, which is so well fitting for me. It's my second bottom-up sweater (seamless) and again it was an encouraging experience. Yes, it's a little bit harder to try on this kind of pullover but the biggest advantage is the fact that you start with the widest part and then gradually knitting becomes faster and faster...

I made just two modifications (both as Asja described in the pattern) - longer body and longer sleeves. I'm really fond of the horizontal chain neckband and sleeve hems, they are sturdy enough to prevent these elements from being sloppy.

Photos were taken by my talented knitting friends Malmonka & Dodgers. Thank you, girls, for a great afternoon and beautiful photos!

sobota, 30 września 2017

Na strzałkę

Pokazywałam początki tego przędzenia w maju. W międzyczasie dokręciłam jeszcze kilka kłębuszków singlowych i materiał na chustę nabrał odpowiedniej wagi (razem 213 g). Gdy ułożyłam motki w pudełku, z czymś mi się skojarzyły. Zajrzałam do pudełka z uprzędami i wyjęłam świetnie pasujący wcześniejszy singiel (jeden z tych). I już mam porządny zestaw na dużą chustę :) Właściwie, to chyba zużyję oba tamte motki...

Prawdopodobnie wydziergam z tego strzałkę. Moja pierwsza chusta tego kształtu pokazała, że wszelkie zestawy mniej lub bardziej gradientowe sprawdzają się w tej formie. Zwłaszcza przy zastosowaniu popularnego "fejdowania", czyli mieszania na przejściu kolorów co dwa rzędy.





The beginnings of this spinning were presented in May. Since then I've spun several more singles and now I have altogether 213 g of yarn. When I put all those balls in a box I realised that I have also a matching skeins from previous spinning. So it's quite promising collection of shades for a shawl.

I intend to knit an arrow shawl with this yarn. My first arrow shawl taught me, that gradient-like sets are looking great with this pattern. Especially when you use fading (changing colours every two rows when going from one colour to another).

sobota, 23 września 2017

Sposób na gładką chustę

Wyszła dłuższa przerwa w pisaniu. Cóż, zdarza się. Raczej nie będę jej gwałtownie nadrabiać, bo choć regularnie dziergam i przędę, to w na tyle niedużych dawkach, że ogólne efekty są ilościowo nieimponujące. Byłam na Drutozlocie - tradycyjnie dużo dobrej energii, masa pięknych włóczek i za mało czasu, by pogadać/nagadać się z wszystkimi, z którymi by się chciało... Testuję sweter, choć zapowiadałam sobie, że testów na razie nie będzie. Ale są takie swetry, proszę Państwa, że trudno odmówić. Zwłaszcza, gdy piękno swetra splecie się z aspektami towarzyskimi, a ja zdecydowanie tak mam, że dobrym towarzystwem można mnie przekonać do niejednego przedsięwzięcia :) Także dziewiarskiego. Poza tym został kawałek rękawów do swetra "z głowy", którego skończony tułów bardzo mi się podoba. Zrobiłam też dwie chusty, druga jeszcze nieblokowana, pierwsza i owszem, nawet dorobiła się zdjęć (nieludziowych, ale jednak). I o niej dziś napiszę.

Dziewiarki znają ten typ znakomicie - chusty półokrągłe z wybrzuszeniem na początku są bardzo popularną formą chuścianą. Można tę niedoskonałość bez trudu ukryć przez odpowiednie zamotanie wokół szyi, a można też spróbować sobie z nią poradzić i uniknąć felera. Ostatnio parę razy spotkałam się z rozważaniami na ten temat, czasem dorzucałam swoje pięć groszy... Pora utrwalić to na blogu, przy okazji nowego udziergu.

Generalnie problem dotyczy chust półokrągłych zaczynanych od "garter tab", czyli małego prostokącika dzierganego splotem francuskim. Potem chusta poszerza się do kształtu zbliżonego do półkola poprzez dodawanie oczek na brzegu. Dzięki takiemu dodawaniu na płaszczyźnie chusty może się dziać wszystko (wzory, rzędy skrócone) bez zakłócania ich regularności. Ale efektem ubocznym jest wybrzuszenie na początku. Można je wygładzić w blokowaniu, ale zwykle nie do końca, no i jest to cecha, która chętnie wraca w trakcie noszenia. O ile lubimy chusty mocno zamotane, to możemy się tym mało przejmować. Przy prostym narzuceniu chusty na plecy, problem zaczyna być zauważalny.

Gdy na idealnej gładkości płaszczyzny chusty nam niespecjalnie zależy, a na braku tej "muldy" dużo bardziej, dodajemy oczka także pośrodku. Można to robić regularnie lub rozsypać dodatkowe oczka przypadkowo. Do rozważań nad wadami i zaletami obu rozwiązań zachęciło mnie niedawne podejście chustowe. Postanowiłam spróbować celtyckich plecionek i w pierwszym odruchu sięgnęłam po zakupione niegdyś wzory Lucy Hague. Lucy radzi stopniować trudność przy plecionkach i na początek zaleca dzierganie Carradala. No to sięgnęłam po Carradala, ale chciałam go wydziergać w jednym kolorze (oryginał ma główną część w paski). Nieregularne dodawanie oczek sprawdza się przy paskach, przy gładkiej płaszczyźnie trzeba to inaczej rozwiązać. Podpowiedź znalazłam w opisie jednego z wykonań gładkiej wersji na Ravelry - Lelleli radzi dodawać oczka jak w darmowym wzorze Celtic Myths fingering Asity Krebs. Ależ mi się spodobało to dodawanie oczek w mojej chuście :) I gdy tak doszłam do bordiury, to uznałam, że właściwie mogę zrobić tę część także według opisu Celtic Myths. I tak mój plan udziergania którejś z chust Lucy Hague został odroczony...

Chusta pójdzie w godne ręce. Kasia (znana w dziewiarskim świecie jako Liadanek) jest wielbicielką klimatów celtyckich i zieleni. Dzierga też przepiękne skarpetki. Umówiłyśmy się z Kasią na dziewiarską wymianę: chusta za skarpetki :)

Celtic Myths fingering by Asita Krebs
włóczka/yarn: Eden Cottage Yarns Tempo 4ply (prawie dwa motki/almost two skeins)
druty/needle size: 3.5 mm








There are shawls with a bulge. You can hide it with a smart wrapping of the shawl, but you can also avoid this bulge.

In general, the problem with a bulge is typical for shawls which commence with garter tab, increased only along the top border. It allows to incorporate intricate pattern in the main part or to make short rows there.

In case we are less focused on uninterrupted body of the shawl, the increases can be dispersed over the whole body. Or you can align the increases into several increase-lines. Celtic Myths fingering by Asita Krebs is shaped this way. At first it was to be the Carradal by Lucy Hague, but I found in one of Carradal's projects a hint how to increase the one-colour version (striped version uses randomly dispersed increases). When I had the body knitted according to Asita Krebs' pattern, I decided to choose also a border from her shawl.

Still no Lucy Hague's shawl in my closet...

The shawl has found yet a new owner - Kasia (aka Liadanek) is a great fan of everything Celtic and green. And she knits wonderful socks. So we agreed to swap this shawl for socks :)

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Kto pyta, nie błądzi (i nie pruje w nieskończoność)

Wszystko jest kwestią gustu, a o gustach, zdaniem starożytnych Rzymian, się nie dyskutuje. Mimo to gusta dziewiarskie co i rusz mnie zaskakują. Szczególnie w stronę "niedoszacowania" pewnych wzorów. Hmm, może to i dobrze, trudniej będzie spotkać podobny udzierg ;) Dziś prezentowana chusta to taki właśnie wzór, który ma zaskakująco mało wykonań. Moje zresztą też nie jest do końca kanoniczne.

Przepis na "Incentive" Hani Maciejewskiej nabyłam zaraz po premierze, ponad dwa lata temu. Czekał na właściwą nitkę. Ta, z której ostatecznie został wydziergany, została zakupiona jakiś rok później. Szukałam do niej odpowiedniego wzoru chustowego i wtedy mój wzrok padł na "Incentive"... Ręcznie farbowana alpaka z jedwabiem zagrała w tej chuście idealnie. Lekkie przejaśnienia i ciemniejsze fragmenty nitki dodały mięsistemu francuzowi oraz jeszcze mięsistszej bordiurze przestrzenności.

Old Maiden Aunt Alpaca Silk sport/dk to cierpliwa nitka, której sporo prucia nie szkodzi. Wiem to, bo początek dziergania szedł mi fatalnie. Zacięłam się w pierwszych rzędach, nabierałam, prułam, nabierałam i ciągle miałam za dużo oczek, a prawe trafiały mi na lewe, co nie zgadzało mi się z intuicją (i schematem). Rzuciłam pytanie w odpowiednim wątku na forum Haniowym (nie wykluczam, że inna zakręcona jednostka może się zaciąć na tym samym momencie). Odpowiedź Hani i link do filmiku odblokowały mi myślenie. Ruszyłam z kopyta i już po chwili śmieszył mnie brak zrozumienia sprzed chwili. Tak to już jest z wzorami - są trudne do chwili, gdy staną się łatwe ;)

Chusta dziergała się bardzo dobrze. I szybko, choć właściwie dwukrotnie, ale na szczęście z nitki grubości DK. Ostatecznie usymetryczniłam i sporo powiększyłam tę konstrukcję, co było proste, więc serdecznie polecam ten wzór do dostosowywania wielkości pod kątem zasobów włóczkowych. Z początku wolałam nie kombinować za bardzo - to miało być relaksowe dzierganie. Ale ewidentnie dziergam ciaśniej od Hani, bo z analogicznej grubości nitek na tym samym rozmiarze drutów wychodzą mi zawsze mniejsze chusty. Wcześniejsze były wystarczająco praktyczne w wersji pomniejszonej, tej nie dałoby się dorzecznie zawinąć wokół szyi (no i zostałby ledwo naruszony motek...). Zrobiłam więc symetryczne powiększanie/odejmowanie z obu stron, tak by po skończeniu pierwszego motka móc zacząć zwężać bez obawy o dostateczną ilość surowca. W efekcie zyskałam praktyczną chustę (coś a la baktus), a do tego porządnie wykorzystałam nitkę. I niezmiennie jestem zachwycona urodą projektu Haniowego.

























"Incentive" by Hania Maciejewska
włóczka/yarn: Old Maiden Aunt Alpaca Silk sport/dk (The Angel Islington)
druty/needle size: 4,5 mm
zdjęcia/photos: Gosia


According to ancient Romans, there's no accounting for taste. But sometimes knitters' tastes are a big surprise for me. Especially when a beautiful pattern is not popular. At least it means better chance to have a unique sweater (hat, scarf)... Nevertheless I wish my favourite designers a resounding success.

I bought "Incentive" pattern just after the publication, in November 2014. It waited patiently for the right yarn. This yarn was bought around one year later, with no particular purpose. I was looking for the right shawl pattern and my eye met again the "Incentive". Hand painted alpaca with silk and this pattern are made for each other. Semi solid colour enhances the border and garter stitch perfectly.

Old Maiden Aunt Alpaca Silk sport/dk is a patient yarn, oblivious to multiple unraveling. I know that, because the beginnings were disastrous. I wasn't focused and pattern needed right concentration at this point. I started over and over and still I had too many stitches, knit stitches couldn't meet knit stitches and so on. Finally I asked Hania in appropriate thread of Hada's Little Corner what should I do with two complicated issues (probably I'm not the only one with this kind of problem). Hania replied (with link to the film) and finally everything was obvious and easy.

It was fast and really pleasant knitting (although I made it twice). It was meant to be the relaxing knitting, so at first I followed instruction point by point. Obviously I knit more tightly than Hania, as all my shawls made with her patterns (previous and the first one) are smaller than original projects, despite making them with a needle size and yarn weight advised by author. These previous ones are useful and comfortable, this one was too small, so I had to enlarge it. I made this shawl symetrical so I could start decreasing just after finishing the first skein. Now the shawl is practical enough (bactus-shaped) and I have just a little bit of yarn left over. Such a great pattern!