poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Inauguracja

Na życzenie Moniki wreszcie coś pokażę i napiszę :-)

Zacznę od końca, czyli od ostatnich wytworów rąk własnych. W marcu urzekł mnie patchwork. W Warszawie regularnie odbywają się jednodniowe warsztaty organizowane przez Anię Sławińską i Marzenę Krzewicką. Od mistrzyń-quilterek w jeden dzień nauczyłam się więcej niż z kilku książek. Zrozumiałam, co jest najważniejsze w tym szyciu ze skrawków, poznałam reguły prasowania szwów... Wiadomo, w praktyce łatwiej się uczy. I trudniej się zniechęca niepowodzeniami, bo na każdą przeszkodę prowadzące kurs od razu proponują kilka dobrych sposobów jej pokonania. Co najważniejsze, z kursu za każdym razem wyszłam z prawie gotową poszewką na poduszkę, a to ogromna zachęta do dalszych działań.

Po wykończeniu poszewki tak wyglądają od frontu



A tak od zaplecza


Te plecy granatowe w białe groszki przynależą do poduszki bardziej czerwonej, a czerwono-białe do bardziej granatowej.

Gwoli wyjaśnienia: poduszka bardziej granatowa to "Tupot białych mew". W związku z tym celowo ma trochę kopnięte ramki-nie ramki wokół obrazka :-) To jest patchwork crazy, olewający kąty proste i temu podobne. Poza tym cała reszta zauważalnych niedoskonałości to najprawdziwsze i zupełnie niezamierzone błędy. Ile się na nich nauczyłam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz