poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Reanimacja kurtki

Tę kurtkę zamszową kupiłam przed kilkunastoma laty na targowisku odzieży używanej za 5 zł. Jest niezwykle praktyczna i wygodna, a brak podszewki przysłużył się jej trwałości. Zasadniczo mam z wszystkimi podszewkami na pieńku - nawet najlepsze jakościowo wycierają mi się w płaszczach i żakietach zdecydowanie za szybko. A te słabsze i cieńsze - w mgnieniu oka. Tu problem podszewki nie istniał, ale po kilku sezonach intensywnego noszenia góra pleców kurtki wymagała naprawy. W kilku miejscach powstały dziury od beztroskiego rzucania na wieszak. Chciałam je załatać i przy okazji zakryć łatki, toteż po dłuższych rozważaniach zdecydowałam się na łatanie miejscowe od spodu i nałożenie większego kawałka skóry na karczku od wierzchu.

Nie zamierzałam całego karczka tyłu zakrywać skórą licową i z premedytacją przygotowałam wykrój tylko na środkową część. Metodą ulubioną, czyli z kawałka gazety (przykładam do odtwarzanego ciucha, kroję papier z grubsza, a potem docinam po kawałku, przykładając co i rusz do oryginału). Dorzuciłam jeszcze wzmocnienie na załamaniu kołnierza. Jak widać na zdjęciu, to szczególnie wrażliwy element kurtki. Wiem, następne kilkanaście lat już jej raczej nie ponoszę, ale trochę wyrok odroczyłam ;-)

Szyłam na maszynie igłą do skóry i zwykłą poliestrową nicią. Przed szyciem "fastrygowałam" taśmą klejącą, żeby uniknąć nieusuwalnych dziurek po szpilkach.

Tak karczek wygląda od środka


A to plecy kurtki od zewnątrz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz