piątek, 3 maja 2013

Aksamit i róże

Moje pierwsze próby patchworkowe wzbudziły w mamie chęć posiadania nowych poszewek na poduszki. Nie dostałam żadnych wytycznych, jak te poszewki mają wyglądać. "Zrób tak, żeby było ładnie" zażyczyła sobie mama :-) Skoro tak... Postanowiłam zrobić wprawkę do tematu francuskiego, który chodzi za mną od pół roku. La cérémonie Chabrola to raczej nie jest mój ulubiony film, ale w materiałach dodatkowych na płycie zachwycił mnie pewien mebel. Jedna z twórczyń filmu (scenarzystka?) siedziała na fotelu obitym kremowym materiałem w róże, z burgundowymi aksamitnymi wykończeniami. Tak bardzo spodobał mi się ten zestaw, że postanowiłam odtworzyć go w swojej twórczości. Tyle że burgund miał zostać zastąpiony zielenią, która jest ulubionym kolorem mojej mamy.

Schody zaczęły się już przy zakupie materiałów. W popularnym sklepie internetowym znalazłam dwie, wydawałoby się, idealne tkaniny. Grubą bawełnę w róże i bawełniany aksamit o podobnej gramaturze. Aksamit miał na stronie sklepu zdjęcie odpowiadające rzeczywistości, natomiast bawełna okazała się mieć tło zdecydowanie bardziej żółte niż jej wizja ekranowa. Wiem, kalibrowanie monitora i tak dalej, ale szkoda, że niuanse kolorystyczne tkanin nie są dokładnie opisane (wzorem pod tym względem jest dla mnie Magicloop z włóczkami, nigdy nie rozczarowałam się kolorami moich zakupów w tym sklepie). Poza tym w uwagach do zamówienia poprosiłam o ew. skorygowanie wybranego koloru nici. Poliester nici i bawełna aksamitu wymagają jednak staranniejszego doboru odcienia niż porównanie na ekranie... Niestety, moją prośbę zignorowano i otrzymałam nić nieszczególnie pasującą do aksamitu. Po początkowym dysonansie poznawczym, popatrzyłam na materiały świeżym okiem i uznałam, że jednak nie jest źle, po czym przystąpiłam do krojenia.

Zaczęło się dobrze. Krojenie grubej bawełny to bajka, zwłaszcza przy użyciu noża krążkowego. Aksamit też kroi się nienajgorzej. Za to szycie takiej tkaniny z włosem to wyjątkowo paskudna sprawa. Materiał chodzi na tych włoskach jak na nóżkach, do tego się rozciąga i zachowanie patchworkowej precyzji co do milimetra jest praktycznie niemożliwe. Po kilku próbach odkryłam, że znacząco pomaga szycie od strony grubej bawełny. Ta bawełna z jednej strony, a ząbki transportera z drugiej, trzymały aksamit w ryzach. W trakcie szycia przeżyłam lekki krawiecki horror, gdy maszyna strajkowała po pierwszym ściegu, nić się zrywała, a igła blokowała. Wymiana igły nic nie zmieniła, dopiero inna nitka rozwiązała problem. Co ciekawe, nić bawełniana (bo do zamówionej nici nie mogłam się przekonać) tego samego producenta, ale w innym kolorze, przy szyciu innej poszewki nie sprawiała żadnych problemów. Tu ostatecznie zastosowałam sprawdzoną seledynową nitkę firmy krzak, której na szczęście nie widać po prawej stronie. A nawet jakby miało być widać, to bym twardo twierdziła, że tak ma być, bo to naprawdę dobra nitka jest :-) Wniosek? Mało odkrywczy, ale wynikający z własnych błędów: nić bawełniana, nawet dobrej jakości, może dać popalić i dużo chętniej się rwie przy szyciu niż nić poliestrowa. Zniesie, co prawda, wyższą temperaturę niż sztuczne włókno, ale nie przy każdym patchworku potrzebujemy hardcore'u żelazkowego, no i prasowanie po prawej stronie materiału niweluje niszczycielskie skutki żelazka na nić poliestrową. A przynajmniej znacząco je zmniejsza.

Szyłam zgodnie z regułami sztuki, czyli najpierw połączyłam po trzy czworokąty w pasek, a potem zszywałam ten największy prostokąt z dwoma brzegowymi. Po krawieckich przygodach udało mi się uszyć dwa w miarę poprawne wierzchy poszewek. Teraz pora na wykonanie patchworkowej "kanapki" i pikowanie. A potem jeszcze dorobienie pleców poszewki. Na razie czekam na ocieplinę, która jakoś bardzo powoli dociera. Mam teraz trzy przody patchworkowe czekające na ocieplinę: dwa różane i jeden z innej bajki, na prezent. Tymczasem pocztowcy rzucają mi kłody pod nogi...

Na zdjęciu egzemplarz uszyty jako drugi, gdy już trochę okiełznałam narowisty aksamit. Tu bawełna w róże ma dość wiernie odwzorowane kolory.



Na tym zdjęciu kolor aksamitu jest znacznie bliższy rzeczywistości.



Muszę więcej poczytać o szyciu z aksamitu, zanim powrócę do tego typu materiału. Lubię aksamitne żakiety w nasyconych kolorach i chciałabym kiedyś popełnić czerwony/burgundowy lub szafirowy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz