środa, 20 listopada 2013

First things first

Znaczy się - priorytety mieć trzeba :) A gdy jest druga połowa listopada i plany własnoręcznych prezentów podchoinkowych wciąż niewiele wyszły poza fazę planowania... Trzeba ostro zabrać się do roboty. Zmobilizować wenę, zabrać się za robotę krok po kroku. I może jakoś się wyrobię do 24 grudnia... Tak więc rzucam inne twórczości w kąt (w tym jestem niezła ;-) ) i zabieram się za kolejne pozycje z listy prezentowej.

Poduszki dla mamy już są - punkt dla mnie. Worki lniane na chleb (bynajmniej nie suchy i nie dla konia, a dla siostry) w produkcji (Siostra, nie czytałaś tego, rozumiemy się?). Dla siostrzenic będą worki na bieliznę - na razie w fazie planowania. W fazie nieco poza planowaniem jest kosmetyczka dla D., która najprawdopodobniej spędzi z nami wigilijny wieczór. Materiał główny wybrałam, dwa potencjalnie pasujące suwaki kupiłam w piątek 10 minut przed zamknięciem pasmanterii. Wahałam się trochę co do doboru materiału na części boczne kosmetyczki. Granat byłby zbyt oczywisty i jest cieńszy od bawełny w ptaki, która ma być głównym budulcem. Szary len wydaje mi się ciekawszym zestawieniem.



Od jakiegoś czasu walczę ze sprzętem fotograficznym. Mój dotychczasowy kompakt z możliwościami po trzech latach zaczął mieć humory. Mimo wytrwałego naciskania guzika włącza się, kiedy mu się zachce, i przeważnie zaraz potem sam się wyłącza. Jak się łaskawie nie wyłączy, to nerwowo pstrykam zaplanowane zdjęcia, licząc, że ta chwila dobroci dla właściciela potrwa jak najdłużej. Serwis firmowy trzymał go trzy tygodnie, by ostatecznie stwierdzić, że wszystko jest w porządku. Niestety nie jest, ale na szczęście za tę natchnioną diagnozę nie wzięli ani grosza. Uruchomiłam więc zaskórniaki i kupiłam bezlusterkowca. Mam nadzieję na współpracę dłuższą niż trzy lata...

Przy okazji donoszę, że Jango zareagowało właściwie na blokowanie. Dzianina stała się miękka, lejąca i rzędy lewych oczek są zdecydowanie bardziej płaskie. Ta wersja mi się podoba. Choć dalej nie wyglądam w niej jak Miss Świata, ale poziom twarzowości znacząco wzrósł i jest jak na moje potrzeby wystarczający. Poza tym jednonitkowy merynos jest idealny na chłodne dni z temperaturą powyżej zera. Grzeje akuratnie. O, proszę, jaka ładna dzianina:



Tymczasem wszystkie mikołajowe elfy machające aktualnie igłami, drutami i szydełkami serdecznie pozdrawiam i wracam do radosnej twórczości :)

8 komentarzy:

  1. Trzymam kciuki za zrealizowanie wszystkich świątecznych projektów ;-))

    OdpowiedzUsuń
  2. Podziwiam, że chce Ci się własnoręcznie robić prezenty! To znaczy, to bardzo chwalebna postawa, ale ja po kilku sezonach odpuściłam, trudno mi się było wyrobić na czas, miałam mnóstwo pomysłów na inne moje projekty, i w sumie zmuszałam się, a to niefajne. Trzymam kciuki za Twój zapał! *^v^*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego postawiłam na rzeczy proste i niezbyt czasochłonne. Poszewki uszyłam wcześniej, a że w międzyczasie nie było innej okazji sprezentowania, to trafią pod choinkę. Worki wszelakie wymagają jednego spokojnego popołudnia (góra - trzech ;)), a kosmetyczki na tyle mnie ciekawią, że nie odpuszczę. Mężczyznom nie udało mi się nic dorzecznego wymyślić (strasznie trudna grupa docelowa...), więc w sumie mam wrażenie, że ogarnę te plany bez zbytniego zmuszania się. Co najwyżej z konstruktywnym naganianiem się do roboty, gdy jest na to czas. Projekty pchające się w tym czasie do kolejki dopracuję co najwyżej na papierze. Raczej optymistycznie to widzę :)

      Usuń
  3. Dawniej miałam więcej czasu i werwy do prezentów własnej roboty. W tym roku może zdążę chociaż czapkę z pandą dla młodszej córki wydziergać. Syn złożył dużo poważniejsze zamówienie, gdzie jest potrzebny projekt własny--należy go najpierw wymyślić. Raczej nie zdążę. I obdarowywanie skończy się jak zwykle na gotowcach ze sklepu.
    Pierwszy raz tu zaglądam. Tworzysz piękne prace, są bardzo ładne, staranne i takie dopieszczone.
    Gorąco pozdrawiam i zapraszam do siebie
    Dorota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są lata, że ma się więcej czasu i zapału do własnoręcznych prezentów, a są takie, że od razu lepiej zabrać się za wybieranie gotowców ;-) Jak to Brahdelt słusznie zauważyła, nie ma co zmuszać się za bardzo, bo wtedy traci się większość przyjemności...
      Za ciepłe słowa o mojej twórczości dziękuję :-) Z przyjemnością pobuszuję po Twoim blogu. Ta fantazyjna fioletowa sukienka w najświeższym wpisie bardzo zachęca do dalszej lektury :-)
      Serdecznie pozdrawiam!

      Usuń
  4. Ale się przednio ubawiłam - poważnie - zaczytałam się w Twoich postach i po prostu uśmiecham się od ucha do ucha bo masz taką lekką rękę do pisania - lub jak kto woli - zdolność nawijania makaronu na uszy (to komplement :))))) Genialnie się Ciebie czyta!
    Będę wypatrywała zdjęć uszytków prezentowych - pewnie znów będą okraszone jakimś niebanalnym komentarzem :))) Powodzenia życzę! Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że moje teksty dostarczają radości :-) Staram się, żeby nie było nudno... Trochę tej techniki rękodzielniczej, trochę innej, wesoły opis, zdjęcie (w miarę możliwości i właściwości obiektu) z nieoczywistego punktu widzenia i mam nadzieję, że ten rękodzielniczy pamiętnik nie tylko mnie się przyda ;-)
      Uszytki prezentowe uwiecznię z pewnością - już uwielbiam mój nowy aparat z cudownie jasnym obiektywem (1.8). Coś tam napiszę przy okazji :-)))
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń