piątek, 1 listopada 2013

Worki na czasie

A właściwie na obuwie :-) Z początku miałam poprzestać na etykietkach (imię, nazwisko, klasa), które trafiłyby na gotowe worki szkolne siostrzenic, ale, poszukując w czeluściach szafy rodzicielskiej lnu (na zupełnie inny wyrób), dopadłam kawałek czerwonej sztuczności, która od razu skojarzyła mi się z materią na worki obuwnicze. Śliska, cienka, mocna, z lekkim połyskiem. Dzień wcześniej wykonałam etykiety z ciemnoszarej bawełny z czerwonymi napisami i czerwonym zygzakowym obszyciem. Niby nie ja ich będę używać, ale niechże mi się podobają... Do tego materiał na worki dopasował się idealnie, a szara bawełniana tasiemka (0,70 zł/m) do ściągania wylotu worka dopełniła całości.

Szycie worków to żadna filozofia. Aczkolwiek miło wykonać tę prostą robotę porządnie. Tkaninę szybko pocięłam na cztery sztuki przy pomocy noża krążkowego. Szerokość i długość kawałka materiału pozwalała worki wykroić w jednym kawałku, tak, że pozostały do zszycia tylko szwy boczne i tunelik na górze. Boki szyłam szwem francuskim, wylot założyłam do wewnątrz dwa razy, pierwszy wąsko, drugi szerzej (żeby tasiemka swobodnie się przesuwała). Nie zapomniałam o zostawieniu ok. 2 cm wlotu do tunelu. Tasiemkę wciągnęłam przy pomocy agrafki, końce związałam.

Etykiety były bardziej pracochłonne. Żeby nie mieć jednolitego maziaja imiennego, łączyłam stempelki gumką recepturką po kilka i malutkim pędzelkiem nakładałam farbę na same literki. Idealnie się nie dało, ale jest czytelnie i wdzięcznie w stylu poniekąd shabby, zwanym niegdyś rustykalnym. Gotowych etykiet nie przyszywałam. Niech obdarowane same to zrobią, najlepiej jak umieją. Trzeba wychowywać kolejne pokolenie z umiejętnościami rękodzielniczymi ;-)

Worki nie zostaną zaprezentowane z gotowymi etykietami, ze względu na ochronę danych osobowych. Planowałam przygotowanie jednego przykładu z gatunku "Gerwazy Adam Horeszko, 2c", ale przykładowa etykieta (obszyta, niezadrukowana) schowała się przede mną po próbnych zdjęciach. Jak już opublikuję wpis na blogu, pewnie się ujawni.

Na zdjęciu worek pojedynczy



I worki w komplecie, z półproduktem etykietowym (nawet niewyprasowanym, bo skoro gotowe malowanie trzeba utrwalać żelazkiem...)



Rzut oka na szwy



Winna jestem jeszcze wyjaśnienie, dlaczego worki miałyby być na czasie. Ostatnio co i rusz napotykam teksty o tym, jaki to kolor szary jest modny. Trochę mnie to bawi, bo szarości to nie "mięta" czy inne efemerydy sezonu. Orły są szare, że zacytuję Beau Brummela. W sumie czuję się trochę jak Zygmunt Kałużyński (znany dziennikarz i abnegat) w kwestii płaszcza ;-) Dla nieznających tej historii - streszczenie. Otóż pan Zygmunt nosił zawsze charakterystyczny pomięty prochowiec. Pewnego dnia wsiadł do tramwaju (bodajże przy którejś z uczelni warszawskich) i spostrzegł, że zdecydowana większość młodzieży w tramwaju nosi nader podobne okrycie. Doszedł do wniosku, że... moda go dogoniła. Czego wszystkim czytającym te słowa życzę.

2 komentarze:

  1. Jakbym miała taki czerwony worek na kapcie w podstawówce, to byłabym gość! (albo gościówa... ^^*~~) Mój był smętnie granatowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój był też smętnie granatowy. Matowy i w ogóle nie za bardzo... Trzeba sobie skompensować na twórczości dla siostrzenic ;-) A jakbyś potrzebowała odjazdowego worka współcześnie, to mam jeszcze kwiecisty stylon w kolorycie Twojej bluzeczki z metra ciętej :-)

      Usuń