sobota, 21 grudnia 2013

Cóż tam, panie, na tapecie?

Dziś krótki przegląd tego, co obecnie jest robótkowo na tapecie. Właściwie część powinna już dawno z owego tapetu zejść, ale moja multizadaniowość i niefrasobliwe podejście do realizacji planów utrudniają zakończenie działań.

Sweter szary. Historycznie najstarszy. Zaczęłam go dziergać 1500 km od Warszawy, 28 lutego 2012. Docelowo miał powstać Still Light Tunic, ale po raz kolejny przekonałam się, że nie to ładne, co mi się na zdjęciu podoba, a to, co cieszy moje oko w lustrze... Fason autorstwa Veery Välimäki wygląda pięknie na wielu kobietach (matko, ile cudnych wersji się naoglądałam na blogach!), ale ja należę do drugiej grupy - tych, którym sympatyczna wełniana grucha nie służy. Mam stosunkowo szerokie ramiona i proporcjonalnie wciętą talię. Still Light Tunic podkreśla to pierwsze, a kompletnie ukrywa drugie. I to nie jest dobre rozwiązanie. W zasadzie powinnam to przewidzieć przy wyborze fasonu, ale tak cieszył moje oko, że uciszyłam wszelkie wątpliwości. Za karę przez kilka tygodni (a może nawet miesięcy) przymierzałam skończony sweter i patrzyłam posępnie w lustro. Mimo zaklinania, fason nijak nie stawał się bardziej twarzowy, więc pewnego dnia dojrzałam do sprucia dużej części tułowia - tak od biustu w dół. Bolało, nie powiem, jak się likwiduje efekty miesięcy pracy na drutach 2,5 mm z pojedynczej nitki Alpaki Lace, to nie może być przyjemnie. Ale jak to z odrywanym plastrem bywa, potem było już tylko lepiej. I prościej. Oryginalny projekt rozszerza się od linii biustu w dół. W mojej poprawionej wersji od biustu się nic nie rozszerza, nie ma też kieszeni, dzięki czemu sweterek jest kulturalnie dopasowany w okolicach talii. Żeby jednak nie było zbyt łatwo i prosto, wymyśliłam sobie eleganckie zakończenie dołu. Rękawy są wykończone kilkoma rzędami francuza, zasadniczy dół swetra ma mieć gładką podwiniętą plisę, załamaną na jednym rzędzie lewych oczek. Załamanie jest super, ale przy podszywaniu plisy kota można dostać. Co mnie napadło z tą cienką alpaką i równie cienkimi drutami? Cóż, mam nadzieję, że uda się ten sweter skończyć przed drugą rocznicą rozpoczęcia prac :)



Drugi sweter w kolejce do skończenia to Obsidian, o którym już pisałam. Został mi drugi rękaw do zrobienia i wykończenie. Sweter zapowiada się nieźle, aczkolwiek ma parę niepokojących punktów. Jak pachy, gdzie stwierdzam nadmiar dzianiny, z którym trzeba będzie sobie poradzić (zszyć?). Still Light Tunic jest zdecydowanie lepiej ukształtowany na tym odcinku. Niepokoi mnie też zamknięcie oczek w golfie. Zaczynałam od tymczasowego nabierania oczek z łańcuszka i będę testować wszystkie znane mi i nieznane metody na elastyczne zakończenie, żeby mieć więcej możliwości noszenia golfa (normalnie, na jedno ramię, na dwa). Poza tym zastanawiam się, jak ostatecznie ułoży się ten opisywany wcześniej "szew" na linii zmiany kierunku dziergania. Jest trochę sztywniejszy od całości dzianiny i mam nadzieję, że nie będzie odstawał... Jakby co, to się go jakoś przykryje, ale sam w sobie ma urok i wolałabym go zostawić w roli ozdoby. Może blokowanie pomoże w okiełznaniu tego elementu?



Trzecia w kolejce jest kolejna czapka według tego wzoru. Moja chrześniaczka dostała na mikołajki nową kurtkę, do której (oczywiście) stare czapki nie pasują ;) Tak się składa, że miałam Baby Merino w żywym różu, który powinien ładnie zagrać z nową kurtką. Wiem, że 10-latka uważa obecnie różowy za "kolor dla dzidziusiów", ale ten róż zupełnie mi się dzidziusiowaty nie wydaje i podejrzewam, że może nie kojarzyć się mojej siostrzenicy z określeniem "różowy". Zobaczymy, w razie czego młodsze siostry obdarowanej powinny być zadowolone :)
Czapka, jako pilna i nieduża, została ekspresowo zakończona.



Będzie też drugie Jango. Koleżance z pracy bardzo się ten fason spodobał i obiecałam jej podobną czapkę. Z kroplą różu i fioletu. To będzie przyjacielski barter, bo Kasia jest uzdolnioną ceramiczką i przygotowuje dla mnie misę na włóczkę, większą niż standardowa. Czy posiadanie dwóch mis na włóczkę o czymś świadczy? ;)



Robią się prezenty. Z kosmetyczki na razie zrezygnowałam, bo nie mogę znaleźć czerwonego polaru, który miał być usztywnieniem i ociepleniem wnętrza. Powinien gdzieś się pałętać w materiałach do wykorzystania, ale na razie na niego nie trafiłam. Kosmetyczka poczeka na pozytywny efekt wykopalisk (D. ma też w ciągu roku urodziny i imieniny), a tymczasem doszyję parę woreczków z lawendą w wersji de luxe, czyli ze szwami francuskimi, wiązanych pastelową wstążeczką. Worki dla Siostry skończone, ale nie pokażę szczegółów, żeby do końca Siostrze nie zepsuć niespodzianki ;) Powiem tylko, że stopka do automatycznego obszywania dziurek na guziki to jest to :)

A to jest prezent rękodzielniczy, który sobie sprawiłam pod choinkę.



Przyrasta chusta ze Scrumptiousa i koralików. Strasznie lubię ten wzór i jego dzierganie bardzo mnie uspokaja. A nawlekanie koralików przy pomocy nawlekacza do igieł jest genialne w swej prostocie. Nakładam koralik na druciki nawlekacza, przesuwam maksymalnie do dołu, przez środek drucików przekładam szydełko, przeciągam docelowe oczko z robótki, wyjmuję z oczka szydełko, przesuwam koralik na oczko, zsuwam druciki nawlekacza z oczka (trzymając koralik, co by się nie zsunął przy okazji), wkładam szydełko w oczko, zaciągam owe oczko raczej ściśle i szydełkuję dalej. Kaszka z mleczkiem. Jak ktoś jeszcze nie próbował, polecam. Uspokajanie, nie tylko robótkowe, może się w ostatnim tygodniu przedświątecznym bardzo przydać, bo mimo wybitnie pokojowego charakteru świąt Bożego Narodzenia, zauważam, jak frustracja w narodzie narasta i wybucha w niespodziewanych momentach. Żebyśmy przy wigilijnym stole się nie musieli wstydzić za swoją niecierpliwość, lepiej poszydełkujmy dla zdrowia ;)

Na zakończenie mała zapowiedź tego, o czym napiszę w najbliższym czasie. Powoli powstają wpisy o mojej maszynie do szycia i o ciuchowych inspiracjach książkowych. To tak w ramach oddawania społeczności blogowej tego, co sama wcześniej wykorzystałam (i z czego ciągle korzystam). Właściwie maszynę i książki kupiłam w czasach przedblogowych (w sensie nieczytania tychże blogów, nie mówiąc o pisaniu), ale jako że zostały ze mną na dłużej...

Na koniec życzę wszystkim, którzy to czytają, radości i szczęścia. Na czas świąt Bożego Narodzenia i w ogóle w życiu :)))

2 komentarze:

  1. To mówisz, żeby nie kupować jednak tego wzoru na Still Light Tunic?... Bo ja też mam talię, i z jednej strony naoglądałam się pięknych wersji, a z drugiej ta gruszka nie do końca do mnie przemawia, i tak chodzę wokół tego wzoru od jakiegoś czasu...
    2,5 mm, mój ukochany rozmiar drutów! *^o^*
    Co do super elastycznego i ładnego zamykania oczek to Iza pisała o nim u siebie, nie wiem, czy miałaś okazję trafić na ten wpis, o tutaj: http://kropkinadi.blogspot.com/2013/10/ejber-w-alpace.html
    Posiadanie dwóch mis na włóczkę świadczy o tym, że masz osobne misy na różne kolory albo na dwa rodzaje włóczki, bardzo pomysłowe! *^v^*
    Wesołych świąt!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że najlepiej przed zakupem tego wzoru uczciwie przejrzeć (w myślach) swoją szafę. Jeśli nigdy tam nie było i wciąż nie ma podobnych fasonów, a przy mierzeniu ciuchów z empirową talią zawsze masz wrażenie stroju ciążowego, to raczej odradzałabym ten zakup. Poza tym warto pomyśleć, do czego się będzie nosić gotowy Still Light Tunic. Bo to raczej nie jest fason, który pasuje do wszystkiego...
      Rzuciłam okiem na podrzucony link. Wiesz, że podczytuję blog Izy, ale jakoś przy lekturze nie zwróciłam uwagi na polecany sposób zamykania oczek?.. Przyjrzę się temu bliżej, mam nadzieję, że w Obsidianie metoda się sprawdzi :-)
      Cieszę się, że dwie misy Twoim zdaniem mieszczą się w normie :-)
      Dziękuję za życzenia. Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń