poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Reanimacja kurtki

Tę kurtkę zamszową kupiłam przed kilkunastoma laty na targowisku odzieży używanej za 5 zł. Jest niezwykle praktyczna i wygodna, a brak podszewki przysłużył się jej trwałości. Zasadniczo mam z wszystkimi podszewkami na pieńku - nawet najlepsze jakościowo wycierają mi się w płaszczach i żakietach zdecydowanie za szybko. A te słabsze i cieńsze - w mgnieniu oka. Tu problem podszewki nie istniał, ale po kilku sezonach intensywnego noszenia góra pleców kurtki wymagała naprawy. W kilku miejscach powstały dziury od beztroskiego rzucania na wieszak. Chciałam je załatać i przy okazji zakryć łatki, toteż po dłuższych rozważaniach zdecydowałam się na łatanie miejscowe od spodu i nałożenie większego kawałka skóry na karczku od wierzchu.

Nie zamierzałam całego karczka tyłu zakrywać skórą licową i z premedytacją przygotowałam wykrój tylko na środkową część. Metodą ulubioną, czyli z kawałka gazety (przykładam do odtwarzanego ciucha, kroję papier z grubsza, a potem docinam po kawałku, przykładając co i rusz do oryginału). Dorzuciłam jeszcze wzmocnienie na załamaniu kołnierza. Jak widać na zdjęciu, to szczególnie wrażliwy element kurtki. Wiem, następne kilkanaście lat już jej raczej nie ponoszę, ale trochę wyrok odroczyłam ;-)

Szyłam na maszynie igłą do skóry i zwykłą poliestrową nicią. Przed szyciem "fastrygowałam" taśmą klejącą, żeby uniknąć nieusuwalnych dziurek po szpilkach.

Tak karczek wygląda od środka


A to plecy kurtki od zewnątrz

piątek, 26 kwietnia 2013

Gejsza w moherze

Ten sweter skończyłam w listopadzie zeszłego roku. Nie jest szczególnie praktyczny w polskim klimacie. Ale jaki ładny :-) Autorka modelu, Tanya Alpert, wydziergała go w czerwieni. Też lubię, ale gdy spojrzałam na posiadane piękne cieniowane merino z Zagrody w odcieniach wyburzałego błękitu, oszczędna strona mojej natury wpadła w niepohamowany zachwyt. Wystarczyło dokupić stosowny Kid Silk Dropsa i można było zacząć dzierganie. Ruszyłam w sierpniu, a całość wykończyłam w połowie listopada.

Na początku zrobiłam próbkę. Porównałam z opisem w książce, przeliczyłam na kalkulatorze dane z opisu i mogłam włączyć autopilota. Prosty ściągacz i hektary ściegu pończoszniczego nie rozpraszają uwagi przy oglądaniu filmów. Więcej skupienia wymagało zszycie trzech wydzierganych części. Sweter przypomina w swojej uniwersalności odzienie Madzi Karwowskiej z odcinka "Rewizyta" ("Czterdziestolatek"), bo dół może się stać górą i vice versa. Moim zdaniem lepszy jest wariant z węższym ściągaczem na szyi, a szerszym na biodrach, ale to oczywiście kwestia gustu.

Na pierwszym zdjęciu prezentuję sweter w towarzystwie bluzki, która okazała się stworzona do roli warstwy spodniej.

Kołnierz szalowy luzem


Kołnierz zawiązany


Co do niepraktyczności modelu, to staje się ona oczywista, gdy próbuje się te rękawy wepchnąć pod w miarę klasyczny, niekimonowy płaszcz... Z kolei przewiewność dzianiny nie służy jej użyciu jako okrycie wiosenno-jesienne, a na lato to to jest jednak za ciepłe. Na szczęście w roli ciepłej narzutki domowej Chrysanthemum się sprawdza :-)

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Inauguracja

Na życzenie Moniki wreszcie coś pokażę i napiszę :-)

Zacznę od końca, czyli od ostatnich wytworów rąk własnych. W marcu urzekł mnie patchwork. W Warszawie regularnie odbywają się jednodniowe warsztaty organizowane przez Anię Sławińską i Marzenę Krzewicką. Od mistrzyń-quilterek w jeden dzień nauczyłam się więcej niż z kilku książek. Zrozumiałam, co jest najważniejsze w tym szyciu ze skrawków, poznałam reguły prasowania szwów... Wiadomo, w praktyce łatwiej się uczy. I trudniej się zniechęca niepowodzeniami, bo na każdą przeszkodę prowadzące kurs od razu proponują kilka dobrych sposobów jej pokonania. Co najważniejsze, z kursu za każdym razem wyszłam z prawie gotową poszewką na poduszkę, a to ogromna zachęta do dalszych działań.

Po wykończeniu poszewki tak wyglądają od frontu



A tak od zaplecza


Te plecy granatowe w białe groszki przynależą do poduszki bardziej czerwonej, a czerwono-białe do bardziej granatowej.

Gwoli wyjaśnienia: poduszka bardziej granatowa to "Tupot białych mew". W związku z tym celowo ma trochę kopnięte ramki-nie ramki wokół obrazka :-) To jest patchwork crazy, olewający kąty proste i temu podobne. Poza tym cała reszta zauważalnych niedoskonałości to najprawdziwsze i zupełnie niezamierzone błędy. Ile się na nich nauczyłam...