sobota, 19 października 2013

Źródło pięknych płaszczy

Bardzo doceniam cudzą pracę. Zwłaszcza w dziedzinach, których sama spróbowałam i przekonałam się, jak wiele wysiłku wymaga końcowy produkt na poziomie. Płaszcz popełniłam w życiu jeden. Mniej więcej 15 lat temu, ciemnozłoty, przeciwdeszczowy, na podszewce z flaneli w pasy. Tym bardziej doceniam dobrze uszyte płaszcze zimowe. Starannie wykończone, uwzględniające moją długość rękawa i wysokość talii. Gdzie wloty kieszeni wypadają na naturalnym dla wsunięcia dłoni odcinku bioder, a szerokość ramion jest dokładnie taka, jak powinna. Odkąd menedżer-racjonalizator w Domach Towarowych Centrum zachęcił panią Barbarę Hoff do przejścia na emeryturę, liczba sklepów z odzieżą na różny wzrost stopniała w Warszawie dramatycznie. Pozostaje głównie szycie miarowe. A to metoda niestety kosztowna...

Dla mnie ratunkiem okazała się Moda i Styl, która sprzedaje głównie gotowe wyroby własne, ale nie tylko. Poznałam ich sklep na Osiedlu za Żelazną Bramą bodajże 10 lat temu, gdy zużyła mi się podszewka w dyplomatce produkcji nieistniejącej już firmy Uba Uba. Koleżanka poleciła usługi Mody i Stylu, gdzie za 100 zł mój płaszcz zyskał nową, znakomitej jakości podszewkę, z którą jeszcze długo służył. Potem ratowałam tam ulubiony żakiet. Po latach, w 2010 roku, trafiłam do sklepu Mody i Stylu na Brackiej. Spodobał mi się wełniany trencz na wieszaku. Oczywiście rękawy, talia, szerokość ramion pozostawiały wiele do życzenia. Pani za ladą zaproponowała uszycie podobnego na moje wymiary. Ustaliłyśmy, z jakiej tkaniny i za ile, dogadałyśmy, które części chcę mieć dodatkowo ocieplone, pani dokonała pomiarów i pozostało czekać na gotowy płaszcz. Ile czekałam, dziś dokładnie nie pamiętam, ale nie trwało to bardzo długo. Kosztowało 800 zł (z materiałem). Suma niebagatelna, ale jak się chwilę zastanowić, to nieprzesadzona. Jeśli chce się mieć dobrą rzecz na lata, to warto tyle zapłacić. Za te pieniądze można mieć wprawdzie 2-3 płaszcze z sieciówek, ale kto w tamtych sklepach po kilku sezonach naprawi Wam przetarcia w strategicznych miejscach podszewki (u mnie to łopatki, najwyraźniej skrzydła anielskie mi rosną ;-) ) za... 20 zł? Trencz czy dyplomatka w klasycznym kolorze nie dezaktualizują się szybko, a świadomość, że producent tego evergreenu w razie potrzeby o Was zadba, jest dodatkowym atutem.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Bo przy ostatniej wizycie w Modzie i Stylu usłyszałam, że interes średnio idzie. A ja chcę, by sklepy z dobrymi krajowymi wyrobami przetrwały wszystkie kryzysy. Chcę móc za jakiś czas pójść na Bracką po kolejny płaszcz. Z materiału owszem włoskiego, ale uszytego rękami zdolnych pań z Mody i Stylu, a nie kiepsko opłacanych mieszkanek Kambodży lub Bangladeszu. Dlatego zastanówcie się, czy nie potrzeba Wam eleganckiego klasyka płaszczowego. Nie zniechęcajcie się przewagą "ciotkowatych" fasonów na wieszakach. Wyszukajcie wśród nich interesujący Was materiał i zapytajcie o trencz, dyplomatkę, redingot...

A na zachętę zdjęcia mojego trencza po trzech latach noszenia. Akompaniuje komin (chomąto) z Katii Island w dwóch kolorach (splot waffle check na okrągło). Ze zdjęciami nie majstrowałam za dużo, żeby łatwiej było dostrzec prosty urok tego płaszcza: dużo mądrze rozmieszczonych guzików, dobre proporcje, patki i rygielki wszędzie tam, gdzie takowe powinny się pojawić. I ładną metalową klamrę paska, która przełamuje nieco surową szarość. Podobnie jak podszewka w różyczki :-)









Zbliżenie na chomąto

wtorek, 15 października 2013

Mała rzecz

A cieszy :-) Zwłaszcza użytkowniczkę nowej czapki. Kolejnej już z niekończącej się serii. Od kilku lat dziergam siostrze i jej progeniturze właściwie ten sam fason, zmieniając tylko rodzaj warkoczy i szczegóły. Długość ma wystarczyć do wywinięcia ściągacza, warkocze mogą być dowolne, na czubku żadnych chwostów lub pomponów. Dropsowe Baby Merino pasuje wszystkim - mi się wygodnie dzierga, a użytkownikom przyjemnie nosi i pierze. Do tego ma dość szeroką paletę gładkich kolorów plus szarości lekko melanżowe. Tym razem wykorzystałam fiolet.

Robienie czapek z wciąż tego samego rodzaju surowca ma tę podstawową zaletę, że nie muszę za każdym razem robić próbki. Wystarczy na początku starannie zapisać kolejne kroki i potem tylko udoskonalać mniej doskonałe punkty. Mimo wielu powtórek z rozrywki mam jeszcze parę elementów do dopracowania, co sprawia, że robota wciąż wydaje mi się ciekawa. I daje dużo satysfakcji, bo w kilka wieczorów wykonuję gotowy wyrób.

Konstrukcja tej czapki przewiduje zaczynanie od podwójnego ściągacza z 88 oczek (taki rozmiar pasuje na dorosły łeb i spory dziecięcy łepek). Po przejściu do części nieściągaczowej likwiduję jedno oczko (2 razem na prawo), żeby mi się rozliczenie wzoru zgadzało :-) Dziergam magic loopem, na akrylowych KP 5 mm, z podwójnej nitki. Jakby ktoś życzył sobie dokładniejsze instrukcje na ciąg dalszy tego modelu, to proszę śmiało zgłaszać zapotrzebowanie w komentarzach.

Na zakończenie zdjęcie gotowej czapki.