czwartek, 2 stycznia 2014

Smakowita chusta

Nie do schrupania, ale całkiem apetyczna :) Nazwa włóczki zobowiązuje: Scrumptious - przepyszna... Moje poprzednie wersje tego modelu ażurowego trójkąta były robione z alpaki/babyalpaki, która ma sympatyczny włosek i dodaje chustom objętości. Na przykład tę szarą zrobiłam ponad trzy lata temu, z jednego motka alpaki T/25 (alpaka/wełna/akryl w proporcjach 50/13/37, 1250 m w 100 g). Potem były jeszcze dwie wersje.



Do czwartej chusty, właśnie zakończonej, użyłam merynosa z jedwabiem - Lace Scrumptious firmy Fyberspates. Cieniutkiego (kilometr w motku 100 g), w kolorze nocnego nieba (nazwanym przez producenta Midnight, na pierwszym z poniższych zdjęć odcień wydaje mi się najbliższy oryginału). Żeby urozmaicić gładką fakturę, dodałam koraliki Toho round 6/0, kolor Metallic Cosmos. Szydełko 2,5 mm.



Chusta powstaje z dwóch rzędów robionych naprzemiennie. Właściwie powinnam robić zakończenie po rzędzie nieparzystym, ale z doświadczenia wiem, że po parzystym też się da, więc gdy kłębek stał się niepokojąco nieduży, zakończyłam szydełkowanie części zasadniczej i przystąpiłam do wykończenia. Podstawa trójkąta równoramiennego jest obrobiona półsłupkami, oba ramiona - wachlarzykami z pikotkami. Po obcięciu nitki na końcu został mi kłębuszek o średnicy nie większej niż 1 cm :) Koralików zużyłam około 35 g. Dodawałam je dość regularnie, ale nie od początku i pod koniec jeszcze bardziej zmniejszyłam częstotliwość, żeby na pewno starczyło mi koralików na co drugi wachlarzyk wykończenia. Cała chusta mierzy (bez wachlarzyków) w podstawie ok. 190 cm, a w wysokości trójkąta 90 cm. Koraliki dodają masy całości, co jest korzystne, bo dzięki nim chusta ładnie grawituje ku ziemi. Scrumptious poza tym pięknie się blokuje i podkreśla urodę wzoru.



Bardzo lubię mieszanki szlachetnych wełen z jedwabiem. Zwykle są gładkie, ale nawet te najgładsze mają delikatną puszystość w sobie i bardzo elegancko grzeją, bez podgryzania.



W pierwszy dzień nowego roku granatowa chusta powędrowała w ręce swojej nowej właścicielki - Agnieszki. Dla utrzymania względnej równowagi ;), gdyż w ostatni dzień roku kupiłam kilogram włóczki - czarnej Aldonki Aniluxu (akryl/wełna, 70/30). Ogromnie lubię pasmanterię na Świętokrzyskiej. Była tam akurat wyprzedaż, a ja mam słabość do polskich wyrobów. Jak krajowe firmy z tradycjami upadają (znaczy się, Anilux, bo pasmanteria na szczęście się trzyma mimo utrudnionego przez budowę metra dostępu), to przeważnie z tego smutku kupuję coś na pożegnanie... Z Aldonki będzie sweter i niewykluczone, że jeszcze na coś niedużego zostanie. Tak jak uwielbiam wełny wszelakie, tak marzy mi się sweter, z którym nie trzeba się cackać przy praniu. Mieszanka akrylowo-wełniana od dobrego producenta jest dobrym rozwiązaniem na takie dziergadło.

10 komentarzy:

  1. Szkoda Aniluxu....ja na pożegnanie kupiłam dość sporo "letniej" Kalinki w różnych kolorach i "Włóczkę". A chusta najniebieściejsza jaką widziałam ostatnio. Śliczna ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, szkoda Aniluxu... Jest (i jeszcze trochę będzie) co wspominać :-) Nie wyobrażam sobie "kombatanckich" wspomnień za 20 lat o włóczkach tureckich lub peruwiańskich ;-)
      Za życzliwą krytykę chusty dziękuję :-)

      Usuń
  2. Przecudny kolor! I jeszcze koraliki. *^v^* Szkoda, że nie mam cierpliwości do chust, ale na szczęście mogę je sobie popodziwiać na cudzych blogach. ^^*~~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głębokie granaty są piękne, zgadzam się :) Do tego wzoru nie trzeba wielkiej cierpliwości, mogę się nim podzielić :) Gdybym miała tempo Agnieszki, zwanej Intensywnie Kreatywną, to bym dla Ciebie machnęła taką chustę w parę wieczorów. Ale przy moim tempie (i aktualnej kolejce robótek czekających) musiałabyś dopiero mieć cierpliwość ;-)

      Usuń
  3. Cudna ta chusta. Zestawienie niebieskiej włóczki z koralikami robi wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama włóczka byłaby nudniejsza, koraliki stały się kropką nad i :-) Kiedyś nie rozumiałam, o co halo z tymi koralikami, ale powoli zaczynam łapać sens ;-)

      Usuń
  4. Mnie też szkoda Aniluxu, ale uczciwie trzeba przyznać, że gdy włókienniczy przemysł się rozwijał oferując coraz to piękniejsze kolorowe motki, oferta Aniluxu wciąż pozostała mizerna i w robocie nieprzyjemna...
    Chusta jest efektownie misterna i luksusowa nie tylko ze względu na materiał, ale też szydełkowy wzór i dodatek koralików. Wspaniale się to wszystko razem komponuje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że Anilux nie bardzo się odnalazł w nowych dziewiarskich czasach... Ale np. Anitex dobrze mi się kojarzy z noszenia. Miałam taki "wieczny" sweter autorstwa siostry, który grzał, ile trzeba, a pranie znosił koncertowo. Jakoś do krajowych firm mam większą cierpliwość - zniosę pewną zgrzebność dla dobra sprawy :-)
      Miło czytać życzliwe słowa o chuście od Ciebie - szydełkowej specjalistki :-)

      Usuń
  5. Piękna robótka... I jednak dość skomplikowana - podziwiam, że ci się chciało tyle czasu dziergać! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbym miała Twoje tempo, to by chusta powstała w mgnieniu oka ;-)

      Usuń