sobota, 12 kwietnia 2014

A dziewiarka siedzi i nawija te kłębuszki...

Ludzie mają różne dylematy. Jedni zastanawiają się nad wyborem szkoły lub studiów, inni nad perspektywami ludzkości... A dziewiarki rozważają plusy i minusy różnych rodzajów drutów, szydełek i wszelkiego osprzętu. Istotnym elementem dziewiarskiej aparatury "niezbędnej do szczęścia" jest zestaw zwijarka + motowidło. Kosztowny i nie zawsze niezbędny. Ostatnio u Szydełeczko pojawiły się w jednym poście różne alternatywy dla takiego zestawu. I wezwanie do podzielenia się swoimi przemyśleniami/doświadczeniami. Co niniejszym czynię.

Z mojego doświadczenia, zwijarka + motowidło nie są sprzętem niezbędnym. Jeśli dzierga się mało/powoli/z grubszych przędz, wystarczają najprostsze metody przewijania. Gdy dzierga się dużo/szybko/z cienkich nitek, to warto rozważyć, czy oszczędność czasu nie jest warta wydatku na sprzęt. Jeśli się przędzie lub farbuje wełnę - potrzeba osprzętu staje się paląca.

Gdy wieki temu zaczynałam naukę dziergania, stosowaliśmy w rodzinie wyłącznie metodę ręczną lub krzesłową - wybór zależał od średnicy przewijanego motka. Tenże nakładało się na ręce cierpliwego członka rodziny lub na oparcia dwóch krzeseł zwróconych do siebie tyłem (zbliżanie lub odsuwanie krzeseł pozwalało uzyskać odpowiednie naprężenie nici w motku), a zwijarka osobowa nawijała kłębek. Istotne w tej technice - jak też każdej innej bezzwijarkowej - jest podkładanie palca pod nawijaną nitkę, tak by nić układała się swobodnie, bez zbędnego naprężenia.

Kilka lat temu zaczęłam stosować metodę bezkrzesłową jednoosobową, czyli nawijanie nitki z motka założonego na kolana własne (siada się na płaskim, opiera o ścianę/mebel, zgina kolana, motek nakłada na nie i zaczyna się zwijać). Jak się człowiek zmęczy, delikatnie odkłada robotę na bok, potem znów nawija i tak do skutku.

Następnym etapem w moim zwijaniu była zmodyfikowana metoda Intensywnie Kreatywnej. Agnieszka używa do przewijania dwóch misek, ja stosowałam jedną, położoną do góry nogami na łóżku. Stawałam koło łóżka i przewijałam motek "z lotu ptaka". Miska powściągała chęci nici do splątania się, może trochę słabiej pod koniec, ale było to do okiełznania.

Aż wreszcie kupiłam używane motowidło i nową zwijarkę.





Trochę bałam się, czy drewno motowidła nie będzie mi rwać nitek. Jest surowe, nielakierowane. Na szczęście nie sprawia problemów - jak jakiś mały zadziorek lekko haczy, to go przecieram pilniczkiem do paznokci i po sprawie. Bardziej wymagająca we współpracy jest zwijarka. Ten metalowy dzynks do prowadzenia nici (oznaczony czerwoną strzałką) jest istotny, a zablokowanie go w pionowej pozycji jest u mnie niemożliwością na dłuższą metę. Nauczyłam się już przytrzymywać go i przy okazji prowadzić nić (przy świeżo sprzędzionej przędzy, skłonnej do zwijania się gdzie popadnie, to praktyczna czynność). Rozważania z Karoliną i Tysią wykazały, że ten model tak ma, wihajster jest samowolny i tyle. Można go na siłę lub czymś dodatkowym zablokować, acz gwarancji, że toto nie upadnie w trakcie prac - nie ma. Ale mimo to lubię mój zestaw małej sprytnej dziewiarki - tempo przewijania na nim jest niesamowite (niegdyś przewinięcie jednego motka 100g/800 m zajmowało mi dwa dni w doskokach, teraz robię to w 10 minut) i wreszcie zwijanie przestało być konieczną, bardzo nielubianą czynnością. Jest jeszcze jedna ogromna zaleta kłębków ze zwijarki: mają dostępne dwa końce (wewnętrzny i zewnętrzny), co bywa przydatne przy robieniu dwóch rękawów naraz lub (w przędzeniu) skręcaniu dubla z jednego singla. Wadą takich rozwiązań bywa nieco inna moc skrętu każdej z tych nici w robocie (motku), ale niekiedy jest to jedyna dostępna opcja.

Podsumowując: uważam, że nie warto kupować motowidła i zwijarki na początku swojej rękodzielniczej drogi. To spory wydatek i szkoda byłoby, żeby poszedł na marne, jeśli hobby okaże się przygodą krótkoterminową. Gdy dzierganie/przędzenie staje się częścią życia, to na pewno warto. Choć jeśli ktoś lubi zwijanie ręczne albo marzy mu się skonstruowanie własnego modelu zwijarki, to może w ogóle darować sobie rozważania o zakupie. To trochę tak jak ze zmywarką: dla niektórych jest to wyrzucanie pieniędzy w błoto, a dla innych - szczyt szczęścia :)

14 komentarzy:

  1. Marysiu! Znowu z przyjemnością czytam to wszystko!!! Bardzo Ci za ten post dziękuję :):):)
    Najpierw muszę Ci napisać, że byłam w totalnym szoku jak zobaczyłam Twoje motowidło i zaraz powiem Ci, dlaczego :) Pierwszy raz widzę takie drewniane, zawsze widziałam tylko druciane. Mój małżonek przestudiował te parasolki i doszedł do wniosku, że mi taką zrobi, tylko nie drucianą. Byłam ciekawa, jak on to zrobi z deseczek, a nie z drutów, a przed chwila prawie już ukończył prototyp i ... jego motowidło jest bardzo podobne do Twojego! Twoje zdjęcie wbiło mnie w ziemię! Jego - ma gumki zaczepione na haczykach wbitych na końcu drewienek i gumki mają być nie na skos, a na prosto. Jeszcze nie jest to wszystko skończone, ale póki co wygląda bosko! Rurka, na której to wszystko się kręci wstawiona jest do stojaka po choince - w ten sposób stojak będzie przydatny cały rok :) Trzeba tylko dopracować regulację i jeśli M. się zgodzi, zdjęcie zawiśnie na blogu. Ja uważam, że na to zasługuje! Już widzę, że jest piękne! Musiałam się tą moją dzisiejszą radością podzielić, bo tak o motowidle marzyłam ostatnio!!! :):):) Teraz juz kogę nabywać nawijarkę! Ale do rzeczy:
    Też myślę, że na początku kupowanie takiego sprzętu nie ma sensu. Teraz ma to dla mnie sens - kiedy widzę, że przygoda z drutami to miłość na całe życie ;) Zaskoczyłaś mnie tymi krzesłami odwróconymi do siebie "plecami". Oczywiście! Niesamowite jakie to proste a jakie skuteczne, bo przecież regulacja jest bezproblemowa!!! I to zwijanie na kolanach - Ludwika mi o tym pisała - niby proste a na to nie wpadłam ;) Dziękuję Ci raz jeszcze za tak obszerną odpowiedź na moje wezwanie :):):) Pozdrawiam Cię ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz zdolnego męża :) Z motowidłem będzie Ci łatwiej. Dziergasz szybko, będziesz mogła równie szybko przewijać przędzę. Cieszę się, że opisy coś Ci jeszcze dopowiedziały w temacie :) W sumie to niby proste rzeczy, ale jak się zacznie opisywać, to się okazuje, że każdy ma coś do dorzucenia - dobrze, że zbierasz to w jednym miejscu :)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
    2. No właśnie - każdy ma jakieś doświadczenia, a ja długo szukałam odpowiedzi na moje pytania i podobnie jak Ty w kwestii przędzenia - spisuję to wszystko głównie po to, by samej móc kiedyś do tego wrócić jak bym zapomniała lub miała jakąś przerwę ;) Twój post bardzo się przyda, dzięki ogromne! Pozdrowienia znad kubka kawy, jak zawsze u Ciebie :):):)

      Usuń
  2. Piękny masz zestaw.Ja mam tylko motowidło.Proste,regulowane ale b.praktyczne.Jakie kombinacje były przy zwijaniu motków na krzesłach i na kolanach.Brakuje mi zwijarki ale mam nadzieję,że też kiedyś kupię sobie.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W życiu każdej dziewiarki nadchodzi taki moment, że poważnie rozważa nabycie zestawu lub któregoś z elementów... Życzę Ci, żeby zwijarka się trafiła jak najszybciej - może uda się podpowiedzieć pomysł na prezent zbiorowemu św. Mikołajowi?
      A te kombinacje alpejskie to faktycznie nieźle się wspomina - w dzieciństwie nieźle się nabiegałam koło krzeseł... :)

      Usuń
    2. Ja też mam taką nadzieję.Jednak fajnie powspominać stare dobre czasy.pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  3. Od miesiąca jestem dumną właścicielką motowidła i zwijarki. Przymiarki trwały długo, aż moje ostatnie urodziny sprowokowały moją rodzinę do zakupu dawno oczekiwanego prezentu. i muszę dodać, że najwięcej radochy miał mój mąż , który po zamontowaniu na specjalnym stołeczku, zwinął całe moje zapasy włóczki do zwinięcia, nie pozwalając mi nawet spróbować. Jestem i z prezentu i z mojego męża bardzo zadowolona. Pozdrawiam. Dana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję prezentu (i męża) :))) Może pozwoli przy kolejnych motkach i Tobie się czasem pobawić nawijaniem? To taka pierwszorzędna rozrywka... Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  4. Musiałam ostatnio pociąć i przewinąć kilka motków wełny, pożyczyłam od koleżanki zawijarkę taką samą jak Ty masz i z pracy całodniowej zrobiła się godzinna :) Miałam jedynie taki sam problem jak Ty z tym metalowym przytrzymywaczem. Szkoda, że producent nie przywiązał więcej wagi przy tworzeniu tego sprzętu…
    Początkowo myślałam, że to ruszanie się jest konieczne, próbowałam nawet zwijać be przytrzymywania go :D Zauważyłam, że podczas wolnego zwijania rusza się w sposób wahadłowy i inaczej zawija wełnę. Nie wytrzymałam jednak długo i zaczęłam go przytrzymywać ręką i ruszyłam niczym mistrz kierownicy w Formulę 1 :)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To są czary-mary z tym tempem :) Najciekawiej jest, gdy trzeba na chwilę przerwać nawijanie. Jakby tak hamować bez ABS, to można by zaplątać i porwać nitkę. A jak się zwolni spokojnie i stopniowo, to sprzęt elegancko wyhamowuje. Ciekawe to doświadczenie z wahadłem. Ja nie miałam cierpliwości do eksperymentów i po pierwszym klapnięciu tego metalowego przeszłam na metodę z przytrzymywaniem. Tylko nie rozpędzaj się za bardzo, bo Ci rozgrzana pędem nitka obetrze dłoń ;) Pozdrawiam równie serdecznie!

      Usuń
  5. Mam taką samą zwijarkę i u mnie nie ma tego problemu. Bardzo rzadko się zdarzy, że metalowa pętelka "spadnie", ale generalnie ładnie siedzi gdzie trzeba. Zwijarkę dostałam od męża kilka lat temu z okazji braku okazji. I jest to jeden z najlepszych prezentów. Służy mi nie tylko do zwijania, ale też do prucia.
    A motowidło okazało się, że dostałam razem z maszyną dziewiarską. Moje szczęście nie miało granic, kiedy to odkryłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygląda na to, że są lepiej i gorzej dopracowane egzemplarze... U Karoliny toto dało się zablokować na stałe na siłę, moja zwijarka odporna jest na wszelką perswazję, a Twoja - bez specjalnego namawiania współpracuje. Dobrze wiedzieć, że może być lepiej :) To Ty, Kasiu, pisałaś, że po pruciu nie moczysz motków dla wyprostowania? To by tłumaczyło praktyczność zwijania od razu na kłębki. Mnie czeka spore prucie pięknej wełny z jedwabiem i kaszmirem (GGH Tajmahal) i jeszcze nie zdecydowałam, jak ją przy tej okazji potraktować.
      Takie niespodzianki, jak prezenty z okazji braku okazji i przypadkowe odkrycia to fajna sprawa :)))

      Usuń
  6. Ja dzisiaj króciutko - chciałam Ci Marysiu życzyć dobrych, miłych, ciepłych Świąt :) I żeby była chwila na dzierganie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Tobie także życzę wielu radości świątecznych :) Chwilkę na dzierganie na pewno znajdziesz ;)

      Usuń