sobota, 26 kwietnia 2014

Wełna na torturach

Dziubanie wełny igiełką bardzo mi się podoba. Zresztą zgodnie z przewidywaniami :) Z filcowaniem na mokro raczej się nie pokochamy. Za dużo wody i mydła w sytuacji niekąpielowej, zdecydowanie za dużo. Ale doceniam, że czasami mokre filcowanie dobrze uzupełnia wariant suchy i jak już będę musiała je zastosować, to wiem, od której strony ugryźć temat.

Trening zaczął się na sucho. Najpierw udziubałam klasyczną kulkę i czajniczek z foremki. Parę razy trafiłam igłą we własne palce, na szczęście było mniej strasznie niż by się mogło po igle z wypustkami wydawać. Oto moje pierwsze filcowe wytwory:



Potem było pierwsze "cuś" na mokro. Bo ja wiem, mini-bieżnik?







Jeszcze niedofilcowane. Mam chęć to wrzucić do pralki, żeby się samo dokończyło, bo mam za słabe ręce, żeby to jeszcze maltretować i maltretować...

A na koniec kwiatek. W 95% filcowany na mokro. Na sucho powstała kulka do środka kwiatu. Tu mniejszym nakładem sił niż przy bieżniku udało mi się uzyskać daleko bardziej dokończony wyrób :)





Dzisiejszy kurs był prezentem od kilku przyjaciółek, którym jeszcze raz publicznie dziękuję za świetny pomysł. Uczyła nas w małej, trzyosobowej grupie pani Katarzyna Polan. Poznałam w cztery godziny to, na co liczyłam, czyli podstawy obu technik i parę myków przy okazji. Otrzymałam odpowiedzi na nurtujące mnie filcowe pytania. Mam teraz masę pomysłów na zastosowanie zdobytej wiedzy. Tak, circa about, na najbliższą pięciolatkę ;) Ale pisać już dziś nie będę, o nie... Ramiona omdlałe od filcowania na mokro domagają się odpoczynku...

8 komentarzy:

  1. Kwiatek jest super! Nie martw się obolałymi rękami, to jak z grą na gitarze, na początku schodzi paznokieć, a potem nagle Jimmy Hendricks! *^v^*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że z filcowaniem będzie lepiej niż gitarą ;) W wieku lat nastu przez rok chodziłam na zajęcia w pracowni gitarowej (ćwiczyłam też w domu). Po roku do Hendrixa jeszcze bardzo dużo mi brakowało i sobie odpuściłam. Do filcowania zauważam u siebie większy dryg niż do gitary, są szanse, że się łatwo nie zniechęcę :))) Zwłaszcza że kwiatek mi sugeruje, że z nie za dużymi formami na mokro możemy się polubić :)

      Usuń
  2. PIĘKNE!!! I bardzo fajnie dobrane kolory do kwiatka :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powstrzymałam się przed zrobieniem jeszcze jednego gadżetu niebiesko-czerwonego ;) Ale zupełnie bez czerwieni nie dałoby rady...

      Usuń
  3. Mnie też tu długo nie było tak na posiedzenie, ale nadrabiam! Nadrabiam i widzę znowu coś nowego! Filcowanie? Kurczę kusisz, a te przyjaciółki to bym normalnie ukochała i podrzuciła pod sufit! Fajnie masz z nimi!!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie mam z nimi, przyznaję :) Filcowanie było w planach od dawna. Teraz jeszcze została nauka frywolitki i na jakiś czas poprzestanę na doskonaleniu dotąd poznanych technik. Chociaż... Kto wie? ;)))

      Usuń
    2. Frywolitka to też coś, czego chciałabym spróbować, choć nie wiem, czy starczy mi cierpliwości tdo tej cienkiej nitki... ;) Za dużo się napatrzyłam na tę biżuterię, nawet na żywo:
      http://maranciaki.pl/bizuteria_frywolitkowa/index.html

      Usuń
    3. Piękne rzeczy... Lubię oglądać też dzieła pani Janeczki i Renulka - w zdolnych rękach powstają niesamowite cudeńka :)

      Usuń