niedziela, 8 czerwca 2014

Oczekiwania społeczne, cz. 4

Czyli po raz czwarty o tym, jak potrzeby społeczne, sygnalizowane przez określone frazy z wyszukiwarki, znajdują odzwierciedlenie w zawartości mojego bloga.

Zwyczajowo kilka osób trafiło do mnie na wpis o maszynie. I bardzo dobrze. Po to popełniłam tę bardzo subiektywną recenzję, żeby sobie wisiała w sieci i służyła poszukiwaczom informacji o Janome 525s. Tych, co szukali instrukcji do tego modelu pewnie rozczarowałam, cóż... W kwestii smarowanie janome 525s też czekam na rozwianie moich wątpliwości, czy to jest naprawdę maszyna samosmarująca i nie wymaga oliwienia. Ktoś wie?

Szycie metodą confetti jeszcze nie natchnęło mnie do wykończenia pracy z lutowego kursu, ale ten dzień się zbliża ;) Malowanie morza nocą opisałam tu. Malowałam, co prawda, igłą, nicią i skrawkami materiałów...

Bąbelek w ażurku to prawie tak jak link od podsumowania Karoliny.

Wśród fraz naprowadzających znalazło się także zagadkowo urwane stary kołowrotek cena można nim prząś. Można, można, cena nawet jest często zachęcająca, ale są też minusy tego rozwiązania, o których napisałam tu.

lniane sukienki autorskie z makiem - hi, hi, moje peonie nieustająco robią zmyłę...

jakie proporcje w raglanie - ktoś pytał o to, jak dodawać oczka w raglanie robionym od góry i jak je dzielić na rękawy i tułów, gdy dotrzemy do linii pach? Jeśli tak, to tu znajdzie tabelkę samoliczącą.

mole spożywcze lawenda - oj, mam poważne wątpliwości, czy lawenda podziała na mole spożywcze. Z odzieżowymi też nielekko. Niedawno słyszałam, że wedle ostatnich badań, tylko terpentyna odstrasza mole odzieżowe i ogólnie te niemiłe zwierzątka są coraz bardziej odporne na różne zapachy... Ale że zapach miłych fioletowych kwiatków jest bardzo przyjemny i mnie nie odstrasza, to chętnie szyję woreczki z suszem lawendowym i upycham je po szafach oraz pudłach z włóczkami.

I jak zwykle przy okazji rozważań tekstowych mały donosik robótkowy. Fartuszek dla mamy się uszył. Więcej z tym było roboty niż by się wydawało, ale ja już tak mam, że nie umiem szyć szybko... Przód i tył są zszyte na linii ramion, całość oblamowana. Kieszonka też, z wyjątkiem jednego brzegu, który jest wcześniej obszytym brzegiem obrusu. Lamowanie poszło mi tak sobie, przećwiczyłam po drodze dwie metody, ale jako że felery tego wykończenia widać tylko z bliska i jak się człowiek celowo przyjrzy, to postanowiłam odpuścić sobie poprawki. Kwestia priorytetów - wolałam dać mamie wykończony fartuszek na Dzień Matki (bardzo się ucieszyła), niż siedzieć nad poprawkami i dążyć do doskonałości. Mama nie jest perfekcjonistką, zdecydowanie bardziej doceniła szybsze dostarczenie skończonego projektu niż jego idealność w bliżej nieokreślonej przyszłości :) Ważne też, że fartuszek jest solidny i powinien wiele przetrwać. Mieszanka bawełniano-poliestrowa jest lekka, łatwopierna i prawie się nie gniecie. Wszystkie cztery szwy (sztukowanie przodu na ramionach oraz szwy łączące przód z tyłem) zostały schowane po francusku lub angielsku. Ku pamięci uwiecznię tu link do bardzo przydatnego cyklu lamówkowego u Wioletty (odc. 1, 2, 3, 4, 5). Zdjęcia takie sobie, nie było czasu na kombinowanie z obiektywami albo wchodzenie na stół dla lepszej perspektywy, więc kształt trzeba sobie trochę dopowiedzieć, ale chociaż kolor wiernie oddany :)







Na koniec apel o komentarze do cyfrowych lektur. Ciekawią mnie Wasze ulubione tytuły i adresy, no i będzie z tego dużo więcej pożytku, gdy do mojej subiektywności dorzucicie swoją :)))

11 komentarzy:

  1. Nigdy nie patrzyłam w ten sposób na mojego bloga... a może powinnam... Z ciekawości chyba też to zrobię ;)
    Lamówki pamiętam, uczyłam się, jako początkująca wspominam je jako trudne, może dlatego, że dodatkowo rwała mi się nitka w starym łuczniku ;) Chętnie więc skorzystam z kursu Wioletty, wygląda zachęcająco, a to coś, nad czym musiałabym popracować... Lato jakoś kojarzy mi się z szyciem - może wrócę? Ciekawe, czy umiem jeszcze nawlec nitkę w maszynie po takiej przerwie ;) Ale najbardziej to mnie zachęciłaś tymi pachnącymi woreczkami! Woreczki uczyć bym umiała! Ale co do środka? Susz lawendowy? (zajrzałam do Twojego wcześniejszego posta) Gdzie go można dostać? W sumie to ja za lawendą nie przepadam.. :( Mogłabyś polecić coś innego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W instrukcjach Wioletty lamówka jest taka prosta i logiczna :) Warto mieć na podorędziu przegląd metod, żeby w razie potrzeby dobrać odpowiednią. Do woreczków może nasyp gotowej mieszanki pot pourri? Ja lawendę kupowałam na portalu aukcyjnym. Większa ilość sprawia, że zabawa z woreczkami zapachowymi nabiera charakteru imprezy całkiem opłacalnej :)
      Przegląd haseł naprowadzających z wyszukiwarki to ciekawa lektura. Czasami zabawna, a zawsze pouczająca. Polecam :)

      Usuń
  2. Śliczny fartuszek ci wyszedł! Ech, jak zwykle podziwiam, że ci się tak chce bawić w szczególiki i wykończenia - które dodają całości uroku, ale są też mocno czasochłonne... :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę mogę się pobawić, byle nie za dużo. Lamówka w sumie nie jest skomplikowana i nawet średnie jej wykonanie nadaje wyrobowi pozór starannego wykończenia ;) Jak będę więcej lamować, to nabiorę wprawy i wtedy od niechcenia będzie pięknie wychodziło...

      Usuń
  3. Ja jakoś z maszyną nie bardzo chociaż jak widzę sukienki Brahdelt to sobie obiecuję, że na pewno się nauczę. Na razie to taniec pijanej muchy mi wychodzi :) Śliczne połączenie zieleni z kwiecista lamówką.Ściskam Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak taniec pijanej muchy Ci wychodzi, to powinnaś się polubić z patchworkami pikowanymi lotem trzmiela :) A serio, to uważam, że jak już dobrze opanowałaś parę technik rękodzielniczych, to i szycie powinno się poddać. Sukienki Brahdelt to świetny motywator :)
      Lamówka jest kwiecista, bo nie wierzyłam, że przy kupowaniu w sieci dobrze dobrałabym odcień gładkiej zielonej... Ostateczne zestawienie mnie także przekonuje, dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  4. Fartuszek piękny w detalach , aż się chce chwycić za maszynę:) Hasła naprowadzające dopiero od niedawna zagościły w mojej świadomości, na razie nie miałam niczego śmiesznego, bądź niezwiązanego z tematyką bloga, ale wiem, od innych blogowiczów jakie czasami kwiatki wyrastają , jedne śmieszne inne żenujące, niemniej jednak jest to ciekawa rzecz i raz na jakiś czas zaglądam sobie w nadziei na polepszenie humoru, pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mama raz trafiła na fartuszek idealny. Prawdopodobieństwo takiego drugiego trafienia było nieduże, więc zakasałam rękawy i stworzyłam wersję ulepszoną ideału. Mama bardzo zadowolona, cieszę się, że i Tobie się detale podobają :)))
      U mnie hasła z wyszukiwarki też są (jak dotąd) związane tematycznie z blogiem. Szczególnie dziwne kwiatki pozostaje mi poczytać u innych.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. U mnie "rapacholin" ale o co chodzi???? Wujek Google rządzi i zaskakuje niezmiennie ;) Marysiu więcej sprawozdań z oczekiwań społecznych - bardzo lubię ten "cykl" na Twoim blogu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się ogromnie, że "cykl" znalazł oprócz mnie jeszcze innych amatorów. Oprócz aspektu rozrywkowego staram się wczuć w umysł poszukujących i nie zostawić ich w internecie na pastwę losu :) Z "rapacholinem" czuję się bezradna. Może Twój blog dobrze wpływa na wątrobę czytających? Wiesz, zaczytają się i zapomną o piciu napojów wyskokowych? ;)

      Usuń
    2. Wypijmy za zdrowie wątroby!

      Usuń