piątek, 24 października 2014

Październikowe nitki

Mimo rozpoczęcia z przytupem sezonu kulturalnego i różnych dziwnych spraw urzędowych do załatwienia, działam rękodzielniczo. Robię sporo, ale ukończonych rzeczy na razie jakoś dramatycznie nie przybywa. Choć na szczęście są postępy. Uprzędłam ostatnio farbowankę Tysi z merynosa i jedwabiu (70/30). Na zdjęciu już zdublowana i przeprana.



Planowo to miał być karczek albo ożywiające całość paski w docelowym swetrze. Do tego dokupiłam ciekawą mieszankę z Wielkiej Brytanii (merynos, szetland, bambus, firestar w proporcjach 50/25/12,5/12,5). Brytyjski surowiec jest ciemniejszy, zdecydowanie bardziej fioletowy (z czerwonymi niuansami), ma sztuczną domieszkę, tak więc powinien sprawdzić się jako surowiec zasadniczy. Po otwarciu przesyłki okazało się, że ta podstawa średnio pasuje do tamtego merynoso-jedwabiu. Trudno.



Mam jeszcze oczekującą na uprzędzenie inną farbowankę Tysi, zdecydowanie bardziej zgraną z mieszanką brytyjską (w każdym razie na żywo). A jak mi się żadne zestawienie nie spodoba, to zawsze mogę wydziergać z tych nitek kilka chust.



Na razie z produkcją nici na sweter się nie spieszę, bo mam jeszcze kilka projektów czekających na realizację, której nie mogę się doczekać ;) Tak więc fioletowo-purpurowo-limonkowy motek poczeka na pomysł i wykorzystanie, nabierając mocy urzędowej. A czesanka powoli zmienia postać z fioletowego obłoczka w subtelnie lśniącą nić.



Jak już uprałam nową farbowankę, to i sprzędziona przed nią alpaka doczekała się wykończeniówki. Mama, przytulając oba wykończone uprzędy, stwierdziła, że alpaka jest puszystsza i przyjemniejsza. Kto by powiedział, że ta sympatyczna nitka wygra z merynoso-jedwabiem...



Wciąż przymierzam się do haftowania na ukończonym już swetrze z dropsowej Alpaki. Powolutku ciągnę w górę Cabeladabrę. Przyspieszyłam z kamizelką dla taty. Postępy są, ale to wciąż jeszcze nie koniec... A strasznie mnie korci zaczęcie kolejnej robótki, którą wypatrzyłam w książce... I jeszcze jednego swetra. I jeszcze jednego... Jednak zbliżające się imieniny taty motywują najlepiej, żeby się nie rozdrabniać. Och, żeby doba miała 48 godzin! (I żeby większość tego czasu można było poświęcić na robótki ;) )

Tymczasem, jeśli komuś mało nitek albo chce zobaczyć większe urozmaicenie kolorów, to serdecznie zapraszam do Yadis, która rusza z akcją Piątek prządek.

13 komentarzy:

  1. Ta włóczka na pierwszym zdjęciu wygląda obłędnie <3
    Ja też cierpię na nadmiar projektów a ręce niestety tylko dwie. Dzierganie uczy cierpliwości i kompromisów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Takie efekty, pseudofraktalowe, lubię w ręcznym przędzeniu najbardziej...
      A co do tempa dziergania, to niezmiennie podziwiam Twoje - sweter trzydniowy trudno przebić :)))

      Usuń
  2. Cudeńko ten twój fraktal, czy jak to tam prządki nazywają (nie znam się, to boję się wypowiadać na te tematy :)). Piękne połączenie kolorów!

    Ja też mam miliard rozpoczętych robótek i planów, choć w planach ostatnio porobiłam porządki i już chyba teraz mniej-więcej wiem, co będę do końca roku robić :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Technicznie to nie jest fraktal, ale z urody dość podobny ;) Grunt, że ładnie wyszło :)
      Porządkowanie planów bywa całkiem przyjemne, daje przedsmak samej robótki, nieprawdaż?..

      Usuń
    2. Juz czuje sie jakbym miala je wszystkie gotowe! :)))

      Usuń
  3. Merynos z jedwabiem jest fantastyczny! Nie mogę się na niego napatrzeć, ale muszę przyznać, że żal by mi go było do mieszania z czymś, zrobiłam raczej prostą chustę lub czapkę, żeby nie zakłócać niczym jej piękna i nie rozpraszać oczu, ewentualnie połączyłabym z czymś gładkim i ciemnym, żeby wizualnie "podbić" kolory.

    Nie mogę też oderwać oczu od nietypowej, brytyjskiej mieszanki. Fajnie byłoby wypróbować coś takiego. Musi wyjść pięknie...

    Alpacze kłębuszki na końcu też piękne - podejrzewam, że neutralny kolor powoduje, e nie zachwycają wizualnie na pierwszy rzut oka (zwłaszcza na zdjęciach), ale to miłość od pierwszego pomacania (miałam tak z mieszanką angory i delikatnego merynosa).

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie, właśnie :) Merynos z jedwabiem prosił się o coś ciemnego neutralnego i taka wydawała mi się brytyjska mieszanka, ale na żywo za dużo się w niej dzieje... Niewykluczone więc, że ten motek skończy jako chusta. Na razie przędę i się napawam, a potem podejmę ostateczną decyzję :)
    Stopień mizialności alpaki jest bardzo wysoki i jako taka będzie grzała mi głowę, gdy przerobię ją na czapkę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne kolory! Widziałaś sweterek ostatni E-wełenki? Może coś takiego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam i podziwiałam :) Na razie jestem trochę za mało zaawansowaną prządką, żeby precyzyjnie przygotować różne nitki tej samej grubości pod jeden wyrób, ale czuję się potężnie natchniona tym swetrem do dalszej nauki :)

      Usuń
  6. Fiolety to nie moja bajka ale ten ostatni motek zdecydowanie skradł moje serce, zdecydowanie :) Na drutach mam cynamon w wersji 75% merynos/25% jedwab i moje poczucie estetyki jest dopieszczone. A jak pieknie komponuje się z niebieskim! :) Ściskam Cię serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niebieski rządzi, oczywiście :) A merynosy z jedwabiami (ew. alpaki z jedwabiami) to jest to, co dziewiarce daje masę szczęścia... Aż Ci troszeczkę zazdroszczę tych miękkości na drutach ;) Pozdrawiam!

      Usuń
  7. Cudne te motki! Przędzenie to chyba kolejny etap nauki, do którego dochodzą zaawansowane dziewiarki. Zauważyłam, że przędą te, których prace są z mojego punktu widzenia niemal doskonałe :)
    Pozdrowienia ślę serdeczne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za piękny komplement :) Nie wiem, czy przędzenie jest niezbędne do lepszego zrozumienia nitki, ale na pewno bardzo w tym pomaga. A poza tym jaka to przyjemna i relaksująca czynność :)
      Serdecznie Cię, Ewo, pozdrawiam!

      Usuń