sobota, 6 grudnia 2014

Oczekiwania społeczne, cz. 8

Zacznę od tego, że wreszcie wykończyłam sweter z ciemnoszarej Alpaki Dropsa, czyli moją wersję Lightweighta. Prosty, zgrabny sweterek z nienachalnym golfem. Miał być haft, nie ma haftu. Jest za to bardzo przyjemna nuda, która pasuje mi do wielu zestawień. I zawsze może stać się mniej nudna przez zawieszenie czegoś ciekawego na szyi lub dodanie efektownych kolczyków. Próbka z Alpaki Dropsa wyszła mi nieco większa niż powinna, dlatego ostatecznie dziergałam rozmiar 35,25 cali. Wyszedł sweter dość dopasowany, co lubię. Oryginalnie luzy były większe, ale w takim fasonie wolę taki efekt, jaki mam. Uprasza się o uruchomienie wyobraźni, bo na razie nie ma szans na zdjęcia na ludziu.

No i te mankiety... Po rozważaniach pt. "nakład pracy versus efekt" tułów wykończyłam ściągaczem zwykłym, a rękawy - ściągaczami z oczkami prawymi przekręconymi. Pewnie ładniej byłoby też dół tułowia potraktować jak mankiety, ale w sumie przy tej włóczce różnica jest na tyle subtelna, że szkoda by było mojego czasu na poprawki. Na przyszłość postaram się zapamiętać, że przy alpace tak jest ładniej.



Bez swetra w produkcji czuję się dziwnie, więc zaczęłam dziergać zaplanowany od dawna ciepły kardigan z dwóch nitek (jedna wełniana, druga alpaka). Będzie ciemnoczerwony, taki do otulenia się. Na drutach ósemkach, toteż do wiosny powinnam się wyrobić...

Kusi mnie kolejny test u Asi. Obiecywałam sobie, że w tym roku dam sobie spokój z testami. Doszły mi nowe obowiązki, a doba jakoś ciągle taka sama... Ale już się łamię, bo Asia pokazała ostatnio urocze Vivacity, wymyśliłam, z czego bym to wydziergała i jakoś silna wola mi topnieje. Jedyną naprawdę poważną przeszkodą dla mojego udziału w teście jest pora roku. Mam wprawdzie jasny obiektyw, ale nie aż tak, żeby swobodnie fotografować człowieka w niedostatecznie doświetlonym wnętrzu. A odkąd temperatura spadła poniżej 10 stopni, nie bardzo sobie wyobrażam pozowanie na świeżym powietrzu... I zupełnie nie mam głowy do poszukiwania ciepłych miejscówek z dobrym światłem.

Wiosną to co innego... poniżej zdjęcia Lightweighta dodane w kwietniu 2015.







Jak już pofilozofowałam o pogodzie, możemy przejść do fraz, które zawiodły poszukujących na mój blog (a czasem jednocześnie na manowce...).

rękawiczki pięciopalczaste na drutach - robi się bardzo prosto i przyjemnie. To był jeden z pierwszych wyrobów, w których się dziewiarsko wyspecjalizowałam, nastoletnim dziewczęciem będąc. Zdecydowanie zachęcam do spróbowania. Najlepiej z włóczki skarpetkowej (z dodatkiem poliamidu na przykład), żeby rękawiczki się za szybko nie przetarły.
skręcanie dwóch włóczek druty dwustronne - przepraszam, ale nie rozumiem problemu (mniemam, że do wyszukiwarki wpisuje się kwestie do rozwiązania...)
czerwony swetr dziergany na drutach - moja Cabeladabra?
lukrecja druty - robiłam, owszem :) Tutaj opisałam wrażenia końcowe.
chusta alpaka - też robiłam. Z szarej mieszanki z alpaką, zielonej babyalpaki i winogronowej Lace Dropsa. Tej środkowej jeszcze tu nie było, więc pokazuję (dzierganie było w 2010 roku, zdjęcie cyknięte komórką niedawno, chusta nosi się mamie bardzo dobrze).



alpaka t 25 - o, ta szara chusta opisana powyżej :)
sklepy z włoską włóczką - istnieją w Polsce (również w sieci). Trzeba tylko trochę poszukać i okazuje się, że jest spory wybór. Można też, oczywiście, pojechać po nie do Włoch (co uczyniłam tu, aczkolwiek niezbyt skutecznie)
wloczka teczowa - czy to nigdy się nie znudzi? ;)
pliska przy dekoldzie w swetrach na drutach - jednego przepisu nie ma, trzeba pliskę dostosować do dekoltu.
zawracanie z narzutem - osobiście nie robiłabym narzutu na brzegu robótki (takiego typu yarn over). Jak już muszę coś dodać (np. pod pachą swetra dzierganego od góry), to nabieram oczka przeważnie metodą cable cast-on, która wychodzi zwarta i daje ładny nowy kawałek brzegu.

kołowrotek do przędzenia wełny cena - pisałam o tym więcej tu. Jak ktoś bez klikania chce poznać cenę, to powiem krótko, że stare kołowrotki (na chodzie lub niekoniecznie, to się okazuje po zakupie) bywają dostępne już za 100-150 zł. Nowy kołowrotek to wydatek powyżej tysiąca złotych. Niby sporo, ale użyteczność nowego jest nieporównywalnie większa, więc jeśli przędzenie ma być hobby na serio (albo chociaż na długo), to warto. Jeśli tej pewności się nie ma, to może warto spróbować wrzeciona lub czegoś takiego (link z fejsbukowego Klubu Prządki)?
przedzenie metoda z i s - nie nazwałabym tego metodą. Z i s określają, w którą stronę nić jest skręcona. Gdy jest skręcona w prawo wokół osi (zgodnie z kierunkiem wskazówek zegara), to S, a odwrotnie - Z. W przędzeniu 2-ply, gdy łączymy dwie pojedyncze nitki w jedną, skręcamy w kierunku przeciwnym do skrętu nitek, dzięki czemu trochę za mocno skręcone nici pojedyncze (zawsze są trochę lub bardziej trochę za mocno skręcone) odkręcają się nieco i ostateczna nitka jest taka jak trzeba (ang. balanced).

czarny trencz warto - pewnie, że warto :) Mam taki na wiosnę/jesień, klasyk bez udziwnień, i lubię go nadzwyczajnie. A tu widać, jak wydłużałam mu rękawy.
szycie dwoma iglami janome 525s - z ręką na sercu przyznam, że nigdy tego nie czyniłam. Choć igłę stosowną mam, ale jakoś potrzeby nie było...
janome 525 - polecam zajrzenie do tego wpisu.

żołnierze górnicy - o książce pisałam tu.

8 komentarzy:

  1. Marysiu, jak ja lubię wodzić na pokuszenie... :) a zwłaszcza Ciebie :D
    Tak po prawdzie, to się nie stresuj, wzór się pisze, ale ponieważ napotkałam na trudności natury technicznej, to pisanie jeszcze mi trochę zajmie, myślę, że nawet jeśli pod koniec grudnia zacznę testy, to i tak sweter swojego finału nie doczeka się wcześniej jak na przełomie stycznia i lutego, a wtedy to już i dzień dłuższy będzie, i światła może więcej uświadczysz... zresztą, jak Małgosia znów Ci będzie towarzyszyć podczas sesji niewątpliwie coś zaradzicie :D jakieś jasne wnętrze? biurowe? oszklone? z dużą ilością naturalnego światła? industrialnie? surowo? na jakiejś opuszczonej hali? widzisz to? ja widzę już! :)
    Niezbadane są ścieżki jakimi do nas dociera czytelnik :) tęcza.. to chyba nigdy z mody nie wyjdzie! ;)
    I czekam niecierpliwie na ekspozycję Lightweighta z całym dobrem barwnego biżuteryjnego dorobku! na ludziu oczywiście :D choć już Cię widzę i bardzo mi się podoba to, co widzę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś mistrzynią dziewiarskiego kuszenia :))) Mam nadzieję, że się okoliczności wokół Vivacity jakoś pomyślnie ułożą. Lightweighta dziś nosiłam i już go lubię. Choć zdziebko gryzie, ale ta alpaka jest taka przytulna... Mam jeszcze jaśniejszą szarość tej samej włóczki w ilościach swetrowych i kusi mnie dziergnięcie większego rozmiaru. Takich klasyków w szafie nigdy nie za dużo... Genialnie się to dzierga przy oglądaniu filmów :)

      Usuń
  2. Pięknie wygląda ten sweterek na zdjęciach, chociaż musiałam zajrzeć na ravelry, żeby się zorientować w jego fasonie ;)). Uwielbiam takie proste, klasyczne sweterki, a Twój ma śliczny kolor! Szkoda, że nie ma zdjęć na ludziu, ale pogoda ostatnio faktycznie nie sprzyja robieniu ładnych zdjęć.
    Bardzo lubię alpakę i na szczęście jej leciutkie podgryzanie wcale mi nie przeszkadza. Właśnie się zastanawiałam co wrzucić na druty i chyba - po ostatnim dzierganiu z Limy i Nepala - wezmę na warsztat alpakę. Tak dla odmiany :). Tym bardziej, że mam jej spory zapas - niech żyją promocje :)))).
    Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Asiu :) U mnie też klasyka najlepiej się sprawdza - można się nieźle pobawić z zestawianiem... Ten model w różnych rozmiarach daje inny efekt, więc mogę wydziergać kilka egzemplarzy i ciągle robić inny fason ;) A ten ciemnoszary kolor jest genialny - prawie czarny, ale jednak nie czarny.
      Uczucie do alpaki podzielam, też się zastanawiam, czy by kolejnych motków tego typu na druty nie wrzucić... I może uzupełnić alpaczane zapasy, póki trwa promocja na moje ulubione nitki ;)
      Serdecznie Cię pozdrawiam!

      Usuń
  3. Jaki piękny kolor ma Twój sweterek! Jest idealnym tłem dla takich żywych dodatków. *^o^*
    Pamiętam moje zdjęcia na mrozie w styczniu tego roku, fotografowałam testowy sweterek, potem świeżo uszytą sukienkę, więc najpierw zsunęłam płaszcz, mąż cyk, cyk, fotki swetra, potem błyskawiczne usunięcie z kadru swetra, cyk, cyk, zdjęcia sukienki, i BIEGIEM z powrotem do bloku, bo było taaaak zimno!......... *^v^*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta antracytowa szarość jest genialnym tłem :) Jak przymierzyłam sweter po wykończeniu, to wiedziałam, że zostanie jednokolorowy...
      Podziwiam bohaterstwo tych, które (którzy) poświęcają się na mrozie dla zdjęć i wychodzą na fotkach wdzięcznie i bezstresowo - czuję, że na tak robionych fotografiach byłabym skulona w sobie maksymalnie i nie byłoby sensu przełamywania się ;) Tobie się udało zapozować "od niechcenia"... Tymczasem zdrowia przede wszystkim życzę!

      Usuń
  4. Kolczyki z liściami (liśćmi?) - cudeńko ♥ Chętnie zobaczyłabym ten szary sweterek na Tobie. Jestem tez ciekawa Twojej wersji Vivacity, więc zachęcam, zachęcam!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że jakaś okazja się trafi i sweter da się jeszcze pokazać z wkładką. Ładnie leży, warto się pochwalić ;) Kolczyki są nie tylko urodziwe, ale do tego lekkie (choć metalowe) i przyjemnie szeleszczą przy noszeniu... No i przyznam się, że na Vivacity mam ogromną ochotę także dlatego, że odpowiednią włóczkę mam w szufladzie i by nie trzeba było robić specjalnych zakupów. Przy zdecydowanie za dużych zapasach nitkowych to argument nie do przecenienia...

      Usuń