sobota, 25 stycznia 2014

Sweterek z kutasikiem

Czyli Obsidian wreszcie skończony :) Jak już go wykończyłam, zaczął mi się naprawdę podobać. Imitacja szwu na plecach i na spodzie rękawów ładnie rozciągnęła się, a nadmiar dzianiny pod pachami jakoś się rozszedł po figurze. A nawet jakby zamierzał pozostać, to by go mało było widać, bo mi się sweter zdecydowanie bardziej podoba w wersji z golfem naciągniętym na ramiona. Długo debatowałam nad zamknięciem oczek na brzegu golfa. Przyjrzałam się metodzie zastosowanej przez Izuss i podsuniętej przez Brahdelt. Przekonująca, owszem, ale przeznaczona do ściągaczy. Zanotowałam sobie ją na przyszłość i szukałam dalej. Popróbowałam kilku metod podobno elastycznych z tej książki. Po zamknięciu paru oczek dochodziłam niezmiennie do wniosku, że albo czegoś tu nie rozumiem, albo te metody różnią się tylko w obrębie pierwszych kilku zamykanych oczek, a potem jest to znany mi od zawsze sposób. Wreszcie machnęłam ręką na metody wszystkomające i wybrałam zamykanie oczek jak do koronkowego szala, którego cechą charakterystyczną jest narzut pomiędzy kolejnymi zamknięciami (Yarnover Bind Off). Wadą tej metody jest taki sobie wygląd wyrobu nierozciągniętego. Na szczęście jest lepiej niż się spodziewałam, a poza tym, jak już wspomniałam, golf wolę w wersji naciągniętej, więc linia zamknięcia będzie nieustannie naciągana i poniekąd blokowana a la koronka ;)

Pod koniec wykończeniówki natchnęło mnie na czerwony chwościk z tyłu golfa.

Dla porządku przypomnę, że sweter powstał z niebieskiego Lace'a Dropsa, z elementami czerwonymi. Robiony z dwóch nitek naraz. Zawracanie na "szwie" trzeba porządnie dociągać, żeby potem za bardzo nie odstawało. Druty na żyłce 6 mm (golf) i 3,5 mm (reszta). Golf nabrałam na szydełkowym łańcuszku, żeby na końcu zamknąć oczka - zdecydowanie luźniej potrafię zamykać niż nabierać.

A teraz parę zdjęć. Całościowych na człowieku nie przewiduję.

Obok kutasika widać po lewej golf, a po prawej linię raglanu.



Kutasik zawieszony jest na sznureczku skręconym z nitek włóczki użytej do wykonania swetra.



Tu widać chwościk na tle docelowo rozciągniętej linii "szwu" pleców.







poniedziałek, 20 stycznia 2014

Fioletowe OK

Dziś ostatnio uszyty drobiazg. A nawet dwa drobiazgi. Worki na bieliznę dla solenizantek. Solenizantki młode, więc coś ozdobnego było pożądane w wykończeniu. Poszłam na łatwiznę, wykorzystałam materiały i pasmanterię ze sklepu z kawą :)



Wykończenie takie samo jak w workach chlebowych dla Siostry. Czyli ze szwami francuskimi i podwójnie podwiniętym tunelem na tasiemkę na górze. Tasiemka wchodzi w tunel i z niego wychodzi przez dziurkę odszytą automatycznie na maszynie.



Pasmanteria przyszyta maszynowo, ściegiem prostym, nićmi o tak dobranym kolorze, żeby się przeszycie nie rzucało w oczy.



Sobie i innym amatorom szycia tego typu worków zanotuję ku pamięci, że warto kroić materiał tak, co by zszycia wymagały tylko boki. Szwy francuskie nie bardzo lubią się spotykać... Tym razem udało mi się takich spotkań uniknąć.



Litery na workach to oczywiście inicjały imion solenizantek.



A jak już jesteśmy przy fioletach, to mam aktualnie w robocie kolejną chustę szydełkową z koralikami. Z dropsowego Lace'a. Koraliki tym razem ósemki, w opalizującym fiolecie.



czwartek, 2 stycznia 2014

Smakowita chusta

Nie do schrupania, ale całkiem apetyczna :) Nazwa włóczki zobowiązuje: Scrumptious - przepyszna... Moje poprzednie wersje tego modelu ażurowego trójkąta były robione z alpaki/babyalpaki, która ma sympatyczny włosek i dodaje chustom objętości. Na przykład tę szarą zrobiłam ponad trzy lata temu, z jednego motka alpaki T/25 (alpaka/wełna/akryl w proporcjach 50/13/37, 1250 m w 100 g). Potem były jeszcze dwie wersje.



Do czwartej chusty, właśnie zakończonej, użyłam merynosa z jedwabiem - Lace Scrumptious firmy Fyberspates. Cieniutkiego (kilometr w motku 100 g), w kolorze nocnego nieba (nazwanym przez producenta Midnight, na pierwszym z poniższych zdjęć odcień wydaje mi się najbliższy oryginału). Żeby urozmaicić gładką fakturę, dodałam koraliki Toho round 6/0, kolor Metallic Cosmos. Szydełko 2,5 mm.



Chusta powstaje z dwóch rzędów robionych naprzemiennie. Właściwie powinnam robić zakończenie po rzędzie nieparzystym, ale z doświadczenia wiem, że po parzystym też się da, więc gdy kłębek stał się niepokojąco nieduży, zakończyłam szydełkowanie części zasadniczej i przystąpiłam do wykończenia. Podstawa trójkąta równoramiennego jest obrobiona półsłupkami, oba ramiona - wachlarzykami z pikotkami. Po obcięciu nitki na końcu został mi kłębuszek o średnicy nie większej niż 1 cm :) Koralików zużyłam około 35 g. Dodawałam je dość regularnie, ale nie od początku i pod koniec jeszcze bardziej zmniejszyłam częstotliwość, żeby na pewno starczyło mi koralików na co drugi wachlarzyk wykończenia. Cała chusta mierzy (bez wachlarzyków) w podstawie ok. 190 cm, a w wysokości trójkąta 90 cm. Koraliki dodają masy całości, co jest korzystne, bo dzięki nim chusta ładnie grawituje ku ziemi. Scrumptious poza tym pięknie się blokuje i podkreśla urodę wzoru.



Bardzo lubię mieszanki szlachetnych wełen z jedwabiem. Zwykle są gładkie, ale nawet te najgładsze mają delikatną puszystość w sobie i bardzo elegancko grzeją, bez podgryzania.



W pierwszy dzień nowego roku granatowa chusta powędrowała w ręce swojej nowej właścicielki - Agnieszki. Dla utrzymania względnej równowagi ;), gdyż w ostatni dzień roku kupiłam kilogram włóczki - czarnej Aldonki Aniluxu (akryl/wełna, 70/30). Ogromnie lubię pasmanterię na Świętokrzyskiej. Była tam akurat wyprzedaż, a ja mam słabość do polskich wyrobów. Jak krajowe firmy z tradycjami upadają (znaczy się, Anilux, bo pasmanteria na szczęście się trzyma mimo utrudnionego przez budowę metra dostępu), to przeważnie z tego smutku kupuję coś na pożegnanie... Z Aldonki będzie sweter i niewykluczone, że jeszcze na coś niedużego zostanie. Tak jak uwielbiam wełny wszelakie, tak marzy mi się sweter, z którym nie trzeba się cackać przy praniu. Mieszanka akrylowo-wełniana od dobrego producenta jest dobrym rozwiązaniem na takie dziergadło.