poniedziałek, 23 czerwca 2014

Tatry

Dziś bez nadmiaru słów - kilka zdjęć z komórki:









I kilka z aparatu.







Sama sobie zazdroszczę takich pięknych tras ;)

niedziela, 15 czerwca 2014

A jakże, dziergałam publicznie

Nie mam z tym problemu, więc nawet ładnie wyszło, że kolejny dzień dziergania w miejscach publicznych zbiegł mi się z długą podróżą autokarem (urlop - hip, hip, hura!). Dziergałam publicznie chustę estońską, mamrocząc pod nosem "trzy...pięć...siedem", aby nie pomylić się przy nupkowych pętelkach.



Na zdjęcie podróżnicze nie załapał się udzierg letni, czyli bluzka według wzoru Jill's Dress Kristiny McGowan. Za mną już meandry konstrukcyjne ramion i teraz lecę pończoszniczymi w dół, dokąd starczy włóczki. A jak nie starczy, to mam jeszcze jeden motek tego samego surowca, tyle że w majtkowym różu. Po ufarbowaniu na ładne chabry lub granaty powinno pasować. Może zrobię też kontrastowe "szwy"? Pewnie przy nich pokombinuję trochę, bo wykrój oryginalny nie przewiduje zwężania poniżej biustu, a ja zwężam. Wolę mieć rozmiar docelowy nieopinający, ale trochę ukształtowany tu i ówdzie. Zobaczymy, co wyjdzie z tych kombinacji.



Włóczka to BC Garn Sarah Tweed (jedwab, jedwab bourette i wełna w stosunku 50/10/40). W robocie wydaje się szorstka, ale po wykonaniu i zblokowaniu próbki wiem, że kontakt z wodą bardzo tę włóczkę zmiękcza i wydobywa jej jedwabną szlachetność. Wygląda na to, że po iluminacji podczas testu Nelumbo już całkowicie przeszłam na próbkową stronę mocy ;)

W czytniku zabrałam różne lektury, to dlaczego miałabym brać tylko jedną robótkę? :) Chociaż nie przewiduję nadmiaru czasu na dzierganie, bo w planach jest dość intensywne chodzenie po górach. O ile burze znikną z zapowiedzi synoptyków...

niedziela, 8 czerwca 2014

Oczekiwania społeczne, cz. 4

Czyli po raz czwarty o tym, jak potrzeby społeczne, sygnalizowane przez określone frazy z wyszukiwarki, znajdują odzwierciedlenie w zawartości mojego bloga.

Zwyczajowo kilka osób trafiło do mnie na wpis o maszynie. I bardzo dobrze. Po to popełniłam tę bardzo subiektywną recenzję, żeby sobie wisiała w sieci i służyła poszukiwaczom informacji o Janome 525s. Tych, co szukali instrukcji do tego modelu pewnie rozczarowałam, cóż... W kwestii smarowanie janome 525s też czekam na rozwianie moich wątpliwości, czy to jest naprawdę maszyna samosmarująca i nie wymaga oliwienia. Ktoś wie?

Szycie metodą confetti jeszcze nie natchnęło mnie do wykończenia pracy z lutowego kursu, ale ten dzień się zbliża ;) Malowanie morza nocą opisałam tu. Malowałam, co prawda, igłą, nicią i skrawkami materiałów...

Bąbelek w ażurku to prawie tak jak link od podsumowania Karoliny.

Wśród fraz naprowadzających znalazło się także zagadkowo urwane stary kołowrotek cena można nim prząś. Można, można, cena nawet jest często zachęcająca, ale są też minusy tego rozwiązania, o których napisałam tu.

lniane sukienki autorskie z makiem - hi, hi, moje peonie nieustająco robią zmyłę...

jakie proporcje w raglanie - ktoś pytał o to, jak dodawać oczka w raglanie robionym od góry i jak je dzielić na rękawy i tułów, gdy dotrzemy do linii pach? Jeśli tak, to tu znajdzie tabelkę samoliczącą.

mole spożywcze lawenda - oj, mam poważne wątpliwości, czy lawenda podziała na mole spożywcze. Z odzieżowymi też nielekko. Niedawno słyszałam, że wedle ostatnich badań, tylko terpentyna odstrasza mole odzieżowe i ogólnie te niemiłe zwierzątka są coraz bardziej odporne na różne zapachy... Ale że zapach miłych fioletowych kwiatków jest bardzo przyjemny i mnie nie odstrasza, to chętnie szyję woreczki z suszem lawendowym i upycham je po szafach oraz pudłach z włóczkami.

I jak zwykle przy okazji rozważań tekstowych mały donosik robótkowy. Fartuszek dla mamy się uszył. Więcej z tym było roboty niż by się wydawało, ale ja już tak mam, że nie umiem szyć szybko... Przód i tył są zszyte na linii ramion, całość oblamowana. Kieszonka też, z wyjątkiem jednego brzegu, który jest wcześniej obszytym brzegiem obrusu. Lamowanie poszło mi tak sobie, przećwiczyłam po drodze dwie metody, ale jako że felery tego wykończenia widać tylko z bliska i jak się człowiek celowo przyjrzy, to postanowiłam odpuścić sobie poprawki. Kwestia priorytetów - wolałam dać mamie wykończony fartuszek na Dzień Matki (bardzo się ucieszyła), niż siedzieć nad poprawkami i dążyć do doskonałości. Mama nie jest perfekcjonistką, zdecydowanie bardziej doceniła szybsze dostarczenie skończonego projektu niż jego idealność w bliżej nieokreślonej przyszłości :) Ważne też, że fartuszek jest solidny i powinien wiele przetrwać. Mieszanka bawełniano-poliestrowa jest lekka, łatwopierna i prawie się nie gniecie. Wszystkie cztery szwy (sztukowanie przodu na ramionach oraz szwy łączące przód z tyłem) zostały schowane po francusku lub angielsku. Ku pamięci uwiecznię tu link do bardzo przydatnego cyklu lamówkowego u Wioletty (odc. 1, 2, 3, 4, 5). Zdjęcia takie sobie, nie było czasu na kombinowanie z obiektywami albo wchodzenie na stół dla lepszej perspektywy, więc kształt trzeba sobie trochę dopowiedzieć, ale chociaż kolor wiernie oddany :)







Na koniec apel o komentarze do cyfrowych lektur. Ciekawią mnie Wasze ulubione tytuły i adresy, no i będzie z tego dużo więcej pożytku, gdy do mojej subiektywności dorzucicie swoją :)))