poniedziałek, 29 grudnia 2014

Oczekiwania społeczne, cz. 9

Na dobry początek zdjęcia tatowej kamizelki na właścicielu. Bardzo zadowolonym z prezentu, zwłaszcza w obliczu ochłodzenia. Jak widać na pierwszym zdjęciu, miękkość kamizelki docenia nie tylko tata :)







O meandrach konstrukcyjnych tej kamizelki pisałam tu.

A teraz tematy, które przywiodły do mnie czytelników via google (wszystko podane w oryginalnej pisowni). Podzieliłam je na te związane z szyciem i te, które dotyczą dziergania. O przędzeniu tym razem nic nie było.

nawijanie nici na bębenek - różne maszyny mają tę kwestię różnie rozwiązaną. Moja - bardzo prosto, z rysunkiem na obudowie.
bracka płaszcze - polecam zdecydowanie. Mój wełniany trencz noszę już piątą zimę.
materiał w maki - znowu zmyłka ;)
szycie na papierze papwr piecing - tu opisywałam swoje początki w technice paper piecing i jak na razie dalej się nie rozwinęłam...
czapka kucharska wykrój - nie posiadam, podejrzewam, że google dał się podpuścić tym wpisem...

druty chiaogoo - mam, używam, wysoko cenię ich jakość. Pierwsze wrażenia opisałam tu (także w komentarzach).
rękaw robiony na drutach - do ubrania materiałowego? Czy jakiś konkretny fason rękawa w ubraniu dzierganym? Poproszę konkret, to się ustosunkuję :)
haniarobi - Hania dzierga cudeńka :) Z których, jak na razie, wykonałam Cabeladabrę.
wzor still - moja wersja tego wzoru jest raczej mało podobna do wzoru wyjściowego. Ale nosi się bardzo przyjemnie.
www.zwijarka do nici - polecam lekturę u Karoliny (tu i tu).
technika fair isle - owszem, ostatnio chodzi za mną, ale nic jeszcze w tym stylu nie popełniłam.

Ja tu sobie filozofuję o technikach, sprzętach, wykończeniach, a okazuje się, że czasami niewiele potrzeba do wywarcia na kimś dużego wrażenia swoją robótką. W ostatnich tygodniach dwukrotnie usłyszałam szczere "wow!" na temat mojego Lightweighta. Morze prawych oczek, trochę dodatkowego taliowania i ściągacze (przy czym tylko przy mankietach chciało mi się bawić w prawe oczka przekręcone), a tu ludzie szeroko otwierają oczy i z niedowierzaniem pytają "sama zrobiłaś?", mimo że właśnie przed chwilą się do tego przyznałam... Inna sprawa, że kupienie w sensownej cenie tak uniwersalnego swetra ze 100 proc. alpaki, do tego w odpowiednim rozmiarze, to raczej marzenie ściętej głowy ;)

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Zimowa noc

Ostatnio rzadziej piszę. Chętnie publikowałabym wpisy częściej, bo bardzo lubię te nasze rozmowy w komentarzach, ale jako że nie umiem pisać o niczym (moja zmora od podstawówki), to przeważnie pozostaje mi oczekiwanie, aż coś skończę i udokumentuję. Chyba że wymyślę po drodze temat nie do końca robótkowy, ale dający jakoś się powiązać z tematyką blogową...

Dziś będzie wyłącznie robótkowo: o przędzeniu i dzierganiu :)

Pierwszy z wyrobów zajął mi w doskokach prawie dwa miesiące :) Sympatyczna mieszanka w fioleto-brązo-czerwieniach zmieniła się w tym czasie w 180 g ciemnofioletowej nitki 2-ply (razem ok. 600 m). Przędło się bardzo przyjemnie, efekt mi odpowiada i chyba przerobię go na chustę albo szal. Głęboki fiolet z lśniącymi refleksami skojarzył mi się z zimą i nocą, stąd moja nazwa motków i zarazem tytuł dzisiejszego wpisu. Został jeszcze kłębuszek singla, który w razie czego mogę zdwoić, a jeśli okaże się niekonieczny do wykonania chusty/szala, to zawsze mogę go opisać i podrzucić cioci Oli. Ciocia pięknie haftuje, zarówno krzyżykami, jak i haftem płaskim, więc ręcznie farbowane szlachetne nitki przyjmuje z radością. A ja się cieszę, że z takich krótkich nitek można zrobić doskonały użytek...





Drugą zakończoną ostatnio rzeczą jest kamizelka dla taty. Robiona od dołu, ramiona zszyte three-needle bind off, plisy nabrane po połączeniu ramion. Zeszło mi na nią około trzech miesięcy (też w doskokach), z prezentu imieninowego stała się podarkiem gwiazdkowym (na imieniny tata dostał coś innego, nie jest stratny ;) ). Popełniłam przy jej konstruowaniu kilka błędów. Matką wszystkich błędów było przyjęte na początku założenie, że skopiuję wcześniej używaną kamizelkę - ulubiony ogrzewacz taty. Wybrałam włóczkę stosownej grubości (Nakolen - mniej więcej pół na pół wełna z akrylem), zrobiłam próbkę idealną i... zdałam sobie sprawę, że dotychczasowa kamizelka jest na jej właściciela za duża (trochę to kwestia rozwłóczenia nitek, a trochę tego, że tata schudł nieco w ostatnich latach). Postanowiłam więc poprawić model i w konsekwencji zgrabne rozliczenie wzoru mi się rypło. Powtórzenie wzoru liczy 10 oczek (7 pończoszniczym, 3 ryżem), więc przy odchudzeniu obwodu o 10 oczek miałam nieustająco pod górkę. Na kolejnych etapach walki z matematyką poległy kolejno: lustrzane odbicie wzoru pod pachami, umiejscowienie szpica dekoltu V pośrodku paska ryżowego, a na koniec w łączeniu na ramionach paski wzorów się nie spotkały...

Na całe szczęście forma jest dobra, lekko melanżowa szarość sporo wybacza (tata jeszcze więcej) i ostateczny efekt zyskał akceptację przyszłego właściciela. A ja zyskałam porządną lekcję konstrukcji dzianiny :) Miałam nawet chęć zrobić kolejną wersję kamizelki, bardziej dopracowaną, ale zaprotestowała mama, która zapowiedziała, że ona też chce mieć kamizelkę mojego wyrobu. Czuję się rozchwytywana :)

Na sfotografowanie kamizelki na właścicielu mam nadzieję w czasie świąt. Na razie pokażę nietrafiony dekolt ;) i urodę prostej kombinacji splotów. Bardzo męski wzór, polecam.



sobota, 6 grudnia 2014

Oczekiwania społeczne, cz. 8

Zacznę od tego, że wreszcie wykończyłam sweter z ciemnoszarej Alpaki Dropsa, czyli moją wersję Lightweighta. Prosty, zgrabny sweterek z nienachalnym golfem. Miał być haft, nie ma haftu. Jest za to bardzo przyjemna nuda, która pasuje mi do wielu zestawień. I zawsze może stać się mniej nudna przez zawieszenie czegoś ciekawego na szyi lub dodanie efektownych kolczyków. Próbka z Alpaki Dropsa wyszła mi nieco większa niż powinna, dlatego ostatecznie dziergałam rozmiar 35,25 cali. Wyszedł sweter dość dopasowany, co lubię. Oryginalnie luzy były większe, ale w takim fasonie wolę taki efekt, jaki mam. Uprasza się o uruchomienie wyobraźni, bo na razie nie ma szans na zdjęcia na ludziu.

No i te mankiety... Po rozważaniach pt. "nakład pracy versus efekt" tułów wykończyłam ściągaczem zwykłym, a rękawy - ściągaczami z oczkami prawymi przekręconymi. Pewnie ładniej byłoby też dół tułowia potraktować jak mankiety, ale w sumie przy tej włóczce różnica jest na tyle subtelna, że szkoda by było mojego czasu na poprawki. Na przyszłość postaram się zapamiętać, że przy alpace tak jest ładniej.



Bez swetra w produkcji czuję się dziwnie, więc zaczęłam dziergać zaplanowany od dawna ciepły kardigan z dwóch nitek (jedna wełniana, druga alpaka). Będzie ciemnoczerwony, taki do otulenia się. Na drutach ósemkach, toteż do wiosny powinnam się wyrobić...

Kusi mnie kolejny test u Asi. Obiecywałam sobie, że w tym roku dam sobie spokój z testami. Doszły mi nowe obowiązki, a doba jakoś ciągle taka sama... Ale już się łamię, bo Asia pokazała ostatnio urocze Vivacity, wymyśliłam, z czego bym to wydziergała i jakoś silna wola mi topnieje. Jedyną naprawdę poważną przeszkodą dla mojego udziału w teście jest pora roku. Mam wprawdzie jasny obiektyw, ale nie aż tak, żeby swobodnie fotografować człowieka w niedostatecznie doświetlonym wnętrzu. A odkąd temperatura spadła poniżej 10 stopni, nie bardzo sobie wyobrażam pozowanie na świeżym powietrzu... I zupełnie nie mam głowy do poszukiwania ciepłych miejscówek z dobrym światłem.

Wiosną to co innego... poniżej zdjęcia Lightweighta dodane w kwietniu 2015.







Jak już pofilozofowałam o pogodzie, możemy przejść do fraz, które zawiodły poszukujących na mój blog (a czasem jednocześnie na manowce...).

rękawiczki pięciopalczaste na drutach - robi się bardzo prosto i przyjemnie. To był jeden z pierwszych wyrobów, w których się dziewiarsko wyspecjalizowałam, nastoletnim dziewczęciem będąc. Zdecydowanie zachęcam do spróbowania. Najlepiej z włóczki skarpetkowej (z dodatkiem poliamidu na przykład), żeby rękawiczki się za szybko nie przetarły.
skręcanie dwóch włóczek druty dwustronne - przepraszam, ale nie rozumiem problemu (mniemam, że do wyszukiwarki wpisuje się kwestie do rozwiązania...)
czerwony swetr dziergany na drutach - moja Cabeladabra?
lukrecja druty - robiłam, owszem :) Tutaj opisałam wrażenia końcowe.
chusta alpaka - też robiłam. Z szarej mieszanki z alpaką, zielonej babyalpaki i winogronowej Lace Dropsa. Tej środkowej jeszcze tu nie było, więc pokazuję (dzierganie było w 2010 roku, zdjęcie cyknięte komórką niedawno, chusta nosi się mamie bardzo dobrze).



alpaka t 25 - o, ta szara chusta opisana powyżej :)
sklepy z włoską włóczką - istnieją w Polsce (również w sieci). Trzeba tylko trochę poszukać i okazuje się, że jest spory wybór. Można też, oczywiście, pojechać po nie do Włoch (co uczyniłam tu, aczkolwiek niezbyt skutecznie)
wloczka teczowa - czy to nigdy się nie znudzi? ;)
pliska przy dekoldzie w swetrach na drutach - jednego przepisu nie ma, trzeba pliskę dostosować do dekoltu.
zawracanie z narzutem - osobiście nie robiłabym narzutu na brzegu robótki (takiego typu yarn over). Jak już muszę coś dodać (np. pod pachą swetra dzierganego od góry), to nabieram oczka przeważnie metodą cable cast-on, która wychodzi zwarta i daje ładny nowy kawałek brzegu.

kołowrotek do przędzenia wełny cena - pisałam o tym więcej tu. Jak ktoś bez klikania chce poznać cenę, to powiem krótko, że stare kołowrotki (na chodzie lub niekoniecznie, to się okazuje po zakupie) bywają dostępne już za 100-150 zł. Nowy kołowrotek to wydatek powyżej tysiąca złotych. Niby sporo, ale użyteczność nowego jest nieporównywalnie większa, więc jeśli przędzenie ma być hobby na serio (albo chociaż na długo), to warto. Jeśli tej pewności się nie ma, to może warto spróbować wrzeciona lub czegoś takiego (link z fejsbukowego Klubu Prządki)?
przedzenie metoda z i s - nie nazwałabym tego metodą. Z i s określają, w którą stronę nić jest skręcona. Gdy jest skręcona w prawo wokół osi (zgodnie z kierunkiem wskazówek zegara), to S, a odwrotnie - Z. W przędzeniu 2-ply, gdy łączymy dwie pojedyncze nitki w jedną, skręcamy w kierunku przeciwnym do skrętu nitek, dzięki czemu trochę za mocno skręcone nici pojedyncze (zawsze są trochę lub bardziej trochę za mocno skręcone) odkręcają się nieco i ostateczna nitka jest taka jak trzeba (ang. balanced).

czarny trencz warto - pewnie, że warto :) Mam taki na wiosnę/jesień, klasyk bez udziwnień, i lubię go nadzwyczajnie. A tu widać, jak wydłużałam mu rękawy.
szycie dwoma iglami janome 525s - z ręką na sercu przyznam, że nigdy tego nie czyniłam. Choć igłę stosowną mam, ale jakoś potrzeby nie było...
janome 525 - polecam zajrzenie do tego wpisu.

żołnierze górnicy - o książce pisałam tu.