sobota, 14 lutego 2015

Kobiety u władzy

Muszę się przyznać do paru słabości. Geograficznie, wydawałoby się, nieskoordynowanych, ale nie do końca...

Pierwsza to Brooklyn Tweed. Staram się nie widzieć ich projektów za często. Po obejrzeniu nowej kolekcji unikam jej widoku jak mogę. Tłumaczę sobie, że mi te ich wełny do niczego niepotrzebne. Że mam zapasy surowca na jeszcze niejeden sweter, szalik, czapkę... Ale rustykalna, lekka struktura tych nitek (lekka, bo są "woolen") nie daje mi spokoju. Aż wreszcie przy okazji mojej drugiej słabości - Londynu - musiałam ulec. Sprowadzać tego ze Stanów nie zamierzam (cło, czas), ale zakup przy okazji to co innego... Trudno, odmówię sobie tego i owego, ale Sheltera w kolorach Old World i Long Johns nabyłam, no i teraz w zasadzie niewiele mi już do szczęścia potrzeba...



O, właśnie, miało być o kobietach u władzy, a ja tu tymczasem o nitkach, które mają władzę nade mną... Kobiety u władzy i ich stroje były tematem wystawy w londyńskim Design Museum, gdzie dotarłam jeszcze przed zaopatrzeniem się w wymarzoną wełnę BT (ma się ten silny charakter ;) ). Wystawa bardzo konkretna - żadne tam rozważania artysty o kobiecie i władzy, a przede wszystkim kiecki i kostiumy podarowane do kolekcji przez kobiety ze świecznika. Władza w ich wykonaniu miewa różne oblicza, niektóre właścicielki eksponatów to kadra zarządcza wysokiego szczebla albo polityczki (bez kostiumu Margaret Thatcher ani rusz), inne - żony wpływowych mężów (np. księżna Charlene z Monako). Do tego rys historyczny, od starożytnego Egiptu, przez sufrażystki, do współczesności. Uogólniając, można stwierdzić, że kiedyś kobiety u władzy częściej sięgały do strojów męskich, dziś ubiory kobiet na świeczniku są dużo bardziej indywidualne, eksponujące to, co właścicielka stroju chce podkreślić. Na szczytach władzy raczej nie ma miejsca na niewygodne gorsety (chyba że rządzi się z estrady).

Na tej wystawie można było robić zdjęcia, ale oświetlenie sal nie za bardzo sprzyjało dobrej fotografii dokumentacyjnej. Zrobiłam jedno zdjęcie komórką - tego, co majstruje w roli nakryć głowy Philip Treacy, nigdy dość ;)



Wśród barwnych materii, cekinów i dżetów najbardziej zainteresowała mnie skromna czarno-biała drukowana chustka z 1891 roku, prezentująca nowe role męskie i kobiece w 1981 roku. Na nadruku chustki można było znaleźć mężczyzn piorących, prasujących, niańczących dzieci, a panie prezentowały się m.in. w strojach mechaników... Żałuję, że ten arcyciekawy eksponat znalazł się w naprawdę ciemnym kącie... Trochę też mnie zastanowił dobór manekinów do prezentowania strojów podarowanych przez panie ze świecznika - czy w całym Londynie naprawdę nie ma kukieł w rozmiarze większym niż 32/34?

Więcej zdjęć i ciekawe informacje można znaleźć tu:
Informacje o wystawie na stronie Design Museum
Artykuł Moniki Małkowskiej w "Rzeczpospolitej" (na razie dostępny nie tylko dla abonentów serwisu).

PS. Księgarnię z przecenionymi książkami naprzeciwko Old Vic zamknięto. Inną placówkę tej samej "taniej książki" (szyld żółto-czarny, nazwy nie pamiętam) znalazłam na Islingtonie, niedaleko Loopa. Niestety mniejszą i bez nadmiaru fajerwerków robótkowych...

10 komentarzy:

  1. Powiedz, że ta czerwień i niebieskość będą razem w jakimś udziergu - sama muszę coś czerwono-niebieskiego zrobić bo to połączenie łazi za mną od dawna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie będę ściemniać - na razie plan jest osobny. Ale nim dojdzie do przerobu, to zamiar może ulec zmianie. Bo połączenie czerwono-niebieskie tak w ogóle popieram. Rób, rób, będzie pięknie :)))

      Usuń
  2. Hm..tak pięknie o tej nitce opowiadasz...warta grzechu mówisz ;-) ? a ponoć delikatna i rwąca od samego patrzenia na nią ? ale chodzi po głowie, nie powiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie przerabiałam Sheltera, ale robi dobre wrażenie. Wiem, że Loft (cieńsza wersja wełny BT) jest skłonna do rwania się, ale mam nadzieję, że wersja grubsza oszczędzi mi zbyt częstego łączenia końcówek ;) Generalnie nitki tak przędzione są delikatniejsze, więc postaram się za bardzo jej nie szarpać przy dzierganiu. Plusem bezsprzecznym jest zupełna niesznurkowość nitki, która jest bardzo miękka. Podobno po praniu wyrób zyskuje, bo nitka ładnie pracuje pod wpływem wilgoci, robótka robi się bardziej spoista. Jak już ją przerobię, to z chęcią podzielę się kolejnymi wrażeniami.

      Usuń
  3. Zapowiada się zapowiada - czekam na efekty eksperymentowania. No i te kapelusze:)Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, że te kapelusze niesamowite? Lubię taką artystyczną wizję mody :) O eksperymentach na pewno napiszę. Niezależnie od urody wyrobu końcowego warto będzie napisać o wrażeniach z przerabiania takiego typu wełny. Pozdrawiam!

      Usuń
  4. No, te niebieskości niczego sobie! *^v^*
    Kapelusze Treacy'ego są bardzo inspirujące, chociaż niektóre tylko na wybiegi dla modelek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niebieskości są znacznie ciekawsze od czerwieni (która też jest niebrzydka) dzięki tym małym kolorowym akcentom - napatrzeć się nie mogę... A kapelusze obdarzyłaś najbardziej trafnym określeniem - inspirujące to zdecydowanie właściwe słowo :)

      Usuń
  5. Oh, ależ ci zazdroszczę! Jeszcze nie miałam tej wełenki w rękach, wygląda cudnie!

    OdpowiedzUsuń
  6. I jest bardzo przyjemna w dotyku :) Mam nadzieję, że w przerabianiu wykaże się też wszelkimi praktycznymi zaletami :)

    OdpowiedzUsuń