środa, 4 lutego 2015

Niezapominajka

Dziś w telegraficznym skrócie. Czesanka Malabrigo Nube w niebieskościach (Azules) doczekała się potrojenia techniką navajo, została namoczona, odciśnięta i wysuszona. Jest tego około 335 metrów w 104 gramach. Nie mam zielonego pojęcia, gdzie podziało się 9 g wyjściowej czesanki. Jakichś odpadów po drodze nie było, wychodzi na to, że przysłużyła się głównie suchość powietrza... A propos zielonego - w końcowej nitce Niezapominajki pokazało się sporo koloru zielono-niebieskiego. Mimo że jestem raczej z frakcji niebieskiej niż zielonej, to kolory ogólnie bardzo mi się podobają.





Klejnot Nilu dalej się przędzie. Aktualnie go zdwajam (dla nieprzędących: mam dwie pojedyncze nitki i skręcam je razem w grubszą). Mam już plan na kolejną nitkę z kołowrotka :) Tylko czasu trochę mało. I test woła (są postępy), i spodnie płaczą (na razie nie usiadłam do nich, ale chęć mi nie mija), i pozostałe swetry patrzą tęsknie (a ja bezdusznie to spojrzenie ignoruję ;) ). W perspektywie kolejny test. Zdecydowanie bardziej niebieski. Chciałabym w ten plan wcisnąć jeszcze jedno wydarzenie na t, ale mam obawy, czy się ta sztuka uda...

22 komentarze:

  1. Cudo... ech... Wszystko co schodzi z Twojego kołowrotka jest takie śliczne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu, bardzo dziękuję :) Czuję się kompleksowo skomplementowana :)

      Usuń
  2. Już zaczynam bać się do Ciebie wchodzić, bo od samego patrzenia niebezpiecznie przyspiesza mi serce:) Masz już pomysł na te niebiańskie niebieskości? I coś dużo u Ciebie tych niedomówień na t , pachnie mi to jakąś tajemnicą:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiola, nie bój się - pejzaże Suwalszczyzny przywrócą Ci właściwe tętno :) Konkretnego pomysłu na niebieskości na razie brak. Podejrzewam, że może jakaś chusta... Niedomówień na t jest trochę i chciałoby się więcej, ale czas nie bardzo pozwala ;)

      Usuń
  3. Ależ te niebieskie migdały są niebiańsko cudne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludwiko, serdecznie dziękuję za Twoje słowa :)

      Usuń
  4. Prześliczna nitka!!! Kocham niebieskości, a jakiś czas temu polubiłam też zielenie, szczególnie z połączeniu z niebieskościami - od razu przychodzą mi na myśl tropikalne morza :)).
    Mój polwarth po uprzędzeniu też trochę "schudł", chociaż nie przypominam sobie, żebym miała jakieś odpady w czasie przędzenia. Może faktycznie czesanki po jakimś czasie tracą na wadze? Szkoda, że ze mną jest odwrotnie - im starsza, tym jest mnie więcej ;(.
    Serdeczności :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Asiu :) Wiesz, że też się jakoś z czasem przekonuję do zieleni w towarzystwie niebieskości?.. Twoje skojarzenie z morzami tropikalnymi bardzo do mnie przemawia.
      A w naturze nic nie ginie: czesanki tracą na wadze, my zyskujemy... ;)
      Pozdrawiam Cię serdecznie!

      Usuń
  5. Marysiu, wełna jest bardzo wrażliwa na wilgotność powietrza, widzę to zwłaszcza przy cewkach, na których jest po kilka kilo wełny. Wystarczy że wilgotność powietrza zmieni się o kilka procent, a wełny już przybywa lub ubywa. WofW piszą nawet na swojej stronie, jaka jest wilgotność powietrza w ich magazynach. Prawdopodobnie masz w domu sucho, bardziej sucho niż w miejscu w którym czesanka była ważona i dzielona na porcje, stąd zmiana wagi. Kolorki po sprzędzeniu często nabierają nowego "ujęcia", dlatego też przędzenie jest takie fascynujące, bo nigdy nie wiadomo do końca co otrzymamy. Wełenka piękna. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potwierdzasz, Tysiu, moje przeczucia - kaloryfery grzeją, to i wełny ubywa... Co do kolorów, to zgadzam się z Tobą w 200% :) Powoli zaczynam rozumieć, jak określone postępowanie podczas przędzenia wpłynie na efekt końcowy, choć to zrozumienie to zaledwie ogólne przeczucie i świadomość, że przy skręcaniu kilku nitek bardziej wszystko wymieszam, a przy navajo zachowam przejścia kolorów z singla. A potem i tak będą ciekawe niespodzianki :) Po lekturze wpisu u Jagienki o fraktalach pojęłam, jak można wpływać na odcinki kolorów przez podłużne dzielenie czesanki... I tak powolutku do przodu... Bo przecież przędzenie jest tak naprawdę łatwe, gdy tylko przestanie być trudne (a jest trudne przez krótką chwilę) :))) Pozdrawiam!

      Usuń
  6. Kolory Twoich wełenek są zawsze takie piękne i intensywne. Ostatnio też jestem z frakcji niebieskiej, ale jestem pewna, że zieleności też wyszłyby Ci śliczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Ja też z tych, dla których niebieski to evergreen ;) Mam plan ćwiczeń na różnokolorowych drobiazgach czesankowych z tzw. goodie bag, więc pewnie i zielony za czas jakiś się tu pojawi...

      Usuń
  7. Piękna nitka:) Nie przepadałam za niebieskościami, ale ostatnio zauważyłam, że coraz głośniej do mnie mówią, a ja coraz częściej spoglądam w ich stronę. 9gr to sporo; też zauważyłam, że czasami gotowa przędza jest lżejsza od czesanki, ale nigdy nie było to aż 9gr. Czyżby 9gr wilgoci?
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Ja od zawsze lubię niebieskości (a granat to w zasadzie moja czerń), więc jestem kompletnie nieobiektywna w ocenie tej części palety kolorów.
      W wadze czesanki zapewne na jesieni, gdy jeszcze kaloryfery zaczynały grzać, byłaby mniejsza różnica... Zobaczymy, ile ten motek będzie ważył latem ;)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  8. Kolor włoczki przepiękny! Ale z tego co piszesz dzisiaj, to ja ni w ząb nie rozumiem. Prządką nie jestem, a szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Danusiu, czuję, że gdy znajdziesz trochę czasu, to spróbujesz zabawy z wrzecionem... ;) Cieszę się, że nitka Ci się podoba. Pozdrawiam!

      Usuń
  9. Przecudnej urody włóczka. Coraz częściej myślę o przędzeniu. Cudownie tak od początku stworzyć swój własny sznur. Ech, dobrze mieć marzenia :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Przędzenie dla dziewiarki ma szczególny urok... Dziękuję za miłe słowa pod adresem nitek :)

      Usuń
  10. Klejnot Nilu więcej do mnie przemawia, jest bardziej nasycony kolorami. Ale z tych niezapominajkowych błękitów śliczny byłby mały sweterek lub bluzeczka z łódkowym dekoltem. Pewnie byłaby jedwabiście miękka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, gdyby to była ilość sweterkowa... Na karczek by starczyło i basta :) Ale właściwie błękitny karczek to dobry pomysł... Dziękuję za dobre słowo i natchnienie!

      Usuń
  11. Jaki cudowny kolor!.... Położyłabym go sobie na półce i godzinami wpatrywałabym się w te niebieskości! *^-^*~~~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Masz rację, niebieskości cieszą oko, a jak już się samodzielnie je sprzędzie, to przyjemność podwójna :)

      Usuń