wtorek, 31 marca 2015

Szał nauki

Jeszcze niedawno deklarowałam, że lubię prząść po swojemu, najlepiej worsted 2-ply i basta. Cóż, tylko krowa (?) nie zmienia poglądów. W pewnym momencie poczułam zew nowości i tak przemożną chęć nauki, że pozostało tylko wybrać źródło wiedzy i połykać nową wiedzę prządkową. Wybrałam dwa źródła, oba płatne, ale dla mnie idealnie dobrane. Zachęcona dyskusjami na ravelry nabyłam internetowy kurs Jacey Boggs "Drafting From Worsted to Woolen", potem zapisałam się na stacjonarny kurs Hobby-Wełna (przędzenie dla zaawansowanych), który Tysia (YarnAndArt) poprowadzi w kwietniu w Warszawie. Kurs Jacey ma świetne opinie i był w promocji, kurs Tysi jest droższy, ale to dla mnie ideał, bo na żywo i od nauczycielki, której styl wybitnie mi odpowiada. Zaszalałam, opłaciłam i zaczęłam korzystać z nabytej wiedzy.

Jak się człowiek uczy, to się czasem dziwi. Już pierwsza lekcja z Jacey zaczęła mi przemeblowywać prządkowe przyzwyczajenia. Że co, mam nie używać hamulca? Dlaczego? Dlatego, że przeważnie jest on zupełnie niepotrzebny. Dobre ustawienie przełożenia powinno wystarczyć. Jak podczas prowadzenia samochodu - regulujemy cały mechanizm raczej biegami, hamulca używając w miarę możliwości sporadycznie, do wyjątkowych sytuacji. Obawiam się, że jako kompletnie początkująca bym sobie nie poradziła bez hamulca, choć z drugiej strony wyszarpywanie nitki z dłoni jakoś specjalnie nie ułatwia nauki... Jakiś czas biłam się z myślami, a jak już przeszłam etap buntu (przecież wiem lepiej!), to rada Jacey okazała się dla mnie objawieniem prządkowym. Ja naprawdę niezwykle rzadko potrzebuję hamulca :) No, chyba że szpulka jest już prawie zapełniona i mniej zdecydowanie wciąga skręconą nitkę...

Potem postanowiłam rozpracować terminy "short draw" i "long draw" w różnych odmianach. Do akcji ponownie wkroczyły małe zawiniątka czesanki z goodie bag. Jako że skończyłam przerabiać pierwsze 20 dag czesanki docelowo swetrowej, w ramach przerywnika sięgnęłam po inny kolor o zupełnie innym przeznaczeniu. Tym razem zestaw kojarzący mi się z panieńskim rumieńcem (taki róż z lila w delikatnie cieniowanej wersji). Przy użyciu dwóch rodzajów "krótkiego chwytu" postanowiłam uprząść nitkę grubszą niż zwykle. Niełatwo się przestawić, ale z pomocą Jacey jest to możliwe :) Nie od razu Kraków zbudowano - nitka na początku przypomina raczej grubo-cienką (thick and thin). Tak czy siak, przemeblowywanie przyzwyczajeń jest bardzo odświeżające. Moteczek różowawego singla dostał imię Dzięcielina (przez skojarzenie z panieńskim rumieńcem) i liczy 140 m w 48 gramach. Jak to pojedyncza nitka, był przekręcony, więc postanowiłam go potraktować na etapie stabilizacji bardziej zdecydowanie niż zwykle. Namoczony w gorącej wodzie z szamponem, został następnie wypłukany w letniej czystej wodzie. Przy suszeniu najpierw go obciążyłam, ale dosychał już swobodnie przewieszony przez pręt suszarki. Efekt końcowy tych zabiegów wygląda tak:







Tyle na razie przećwiczyłam z Jacey, oczekując na kurs z Justyną :) Chcę jeszcze spróbować "long draw" zanim przystąpię do szaleństw warsztatowych.

Oprócz przędzenia dziergam. Skończyłam niedawno niedużą chustę wedle projektu Hani Maciejewskiej, z własnoręcznie uprzędzionej nitki. Jeszcze blokowanie, zdjęcia i będzie co pokazać. A na zwolnione po chuście druty 3,5 mm wskoczył test dla Asi. Jeśli ktoś jeszcze nie widział pięknego Vivacity, to polecam nadrobienie zaległości :) Mój egzemplarz testowy będzie w trochę innym zestawie kolorystycznym, ale też mocno energetycznym.



14 komentarzy:

  1. Ha! Niebieskoczerwony na horyzoncie ;) Dzięcielina w takim kolorze hmmm...szlachetnej róży angielskiej lub - tak jak mówisz - szlachetnego rumieńca szlachetnej panny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szlachetna róża angielska też mi się podoba :) Tak czy siak kolor raczej z twarzowych, więc poczeka na przyszły sezon i pewnie motek zostanie przerobiony na czapkę. Niebieskoczerwony dzierga się nadspodziewanie szybko - wzór od razu mi się spodobał, ale nie przypuszczałam, że w robocie będzie tak przyjazny...

      Usuń
  2. Robię wieelkie oczy jak czytam, bo nie wiem co czytam :P Ze swojej, jakże laickiej strony mogę tylko powiedzieć, że uprzędziona niteczka ma piękny kolor. Bardzo mój :)
    Zaszalałaś z Vivacity, niebieski z czerwonym to odważne połączenie, no ale znając Twoje poprzednie projekty już wiem, że będzie wyglądać bosko!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak Dzięcielina jest dość wiernie odwzorowana w kolorze (faktycznie, Twój kolor mi wyszedł :)), tak kolory Babyalpaki Silk na Vivacity uparcie odmawiały pokazania prawdziwych odcieni. To są kolory 3609 i 6935, czyli głęboka, lekko bordowa czerwień oraz stosunkowo jasny granat. Z różnych posiadanych odcieni tej nitki (uwielbiam alpakę z jedwabiem), te dwa najładniej wyglądały przyłożone do porannej nieumalowanej twarzy, więc mam nadzieję, że efekt końcowy będzie dobry... Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  3. Ahh... jaki piękny moteczek! Śliczne, apetyczne zdjęcia! Sama nie przędę, ale się przymierzałam i nawet pewne próby na wrzecionie poczyniłam. Czasem czytając z zazdrością takie posty mam ogromną ochotę zacząć, ale potem znów zaczynam dziergać i nie mogę się oderwać :-) czekam na chustę! Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Faktycznie, przędzenie zabiera trochę czasu, który można by poświęcić na dzierganie, ale ja bardzo lubię odmianę i wykonywanie obu tych czynności naprzemiennie u mnie się sprawdza. Chusta będzie, niech no tylko znajdzie się trochę wolnego czasu i pogoda wystarczająco przyzwoita na zdjęcia... Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
    2. Kurcze... tak sobie myślę, że wrzeciono mam, a cena kursu dla tego sprzętu nie jest droga... może w sumie. Do rozważenia! :-)

      Usuń
    3. Zdecydowanie do rozważenia :)

      Usuń
  4. Bo hamulce wszelkie są tylko po to, żeby być :D taki na przykład wewnętrzny hamulec, po co to komu? zabiera tylko przyjemność... widać w przędzeniu jest podobnie!
    Boska nitka w tym pysznym bladym rumieńcu! Nie znam się kompletnie na przędzeniu, ale swoimi fotografiami dostarczasz mi niebywale smacznych doznań estetycznych! chcę więcej!
    Vivacitka równie pyszna.,.. i taka trochę w klimacie kolorystycznym BT ;) czekam niecierpliwie na jej większa odsłonę! :)))
    Uściski, jak zwykle, najcieplejsze! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknieś to uogólniła z hamulcami :))) Staram się dostarczać doznań estetycznych w miarę często, ale czasu nie starcza na wszystko, niestety. Poza wprawkowym drobiazgiem w bladym rumieńcu założyłam sobie czas jakiś temu, że uprzędę dość nitki na sweter. Mam na razie dwie szpulki cieniutkiego singla, plan na uprzędzenie kolejnych czterech, a po drodze trzeba to jeszcze połączyć w pary. No a potem, bagatelka, wydziergać... Jakby z kołowrotkiem, drutami lub surowcami sprzedawali czas w pakiecie, to biorę ;)
      Mam nadzieję, że efekt końcowy Vivacitki spodoba Ci się tak, jak mi się podoba jej dzierganie. Cudnie się dzierga :) Kolory same się prosiły, to nie dyskutowałam... Ściskam Cię serdecznie!

      Usuń
  5. Kolorek zaiste dzięcielinowy:)Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Nitka sama się prosiła o takie imię :) Pozdrawiam!

      Usuń
  6. Ależ kolory! Bardzo moje, bardzo żywe :) Czekam, jak wydadzą się w gotowym wyrobie.
    przędzenia zazdraszczam po cichutku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. One w naturze są trochę mniej jaskrawe, niemniej żywe i porządnie nasycone. Czerwień jest absolutnie przepiękna, a i granatowi niczego nie brakuje :) Razem grają bardzo dobrze - mam nadzieję, że uda się to na zdjęciach uchwycić. A przędzenia to sobie sama czasem zazdroszczę ;) Fajne hobby...

      Usuń