niedziela, 24 maja 2015

Wszystko niebieskie (mniej więcej)

Trochę się dzieje. Nie nagle i z fajerwerkami, ale małymi kroczkami do przodu parę robótek podąża.
Sporo przędę. Uprzędłam już ponad kilometr nitki (grubości circa light fingering) na sweter, mieszając w nitce mieszane czesanki. Bardzo lubię takie nieoczywiste kolory :) Jeszcze trochę i trzeba będzie pomyśleć nad szczegółami fasonu. Wcześniej chyba dojrzeje pomysł własny z nitki gotowej (oczywiście niebieskiej), pod który robiłam ostatnio podchody próbkowe (nieobfotografowane). Uprzędłam ponadto białego singla z niebieskawymi ulami/ślimaczkami. Tak mnie jakoś natchnęło.









Malabrigo Lace, chyba najstarsza z moich współczesnych włóczek, znalazła swoje przeznaczenie. Choćby częściowe, bo raczej pięciu motków tego merynosowego cuda zakupionego jeszcze w 2010 roku nie przerobię na jedną chustę... Chust zapewne będzie kilka, niekoniecznie dzierganych jedna po drugiej. Whales Road jest umaszczeniem łaciatym, więc mogę przećwiczyć na nim jakiś bardziej wymagający projekt - nie będzie widać ewentualnych błędów. Padło na japoński wzór Blooming Shawl autorstwa Sachiko Uemury, której piękne pomysły poleca Ania Stasiak. Przy tej robótce postanowiłam co kawałek rzetelnie mocować linę bezpieczeństwa. Jak musiałam pruć za pierwszym razem po zrobieniu przyzwoitego kawałka, bo mi się gdzieś oczko zgubiło, to uznałam, że mniejszym problemem jest mocowanie nitki (do czego wykorzystuję dziurkę w drutach wymiennych) niż wielokrotne zaczynanie z delikatnego merynosowego singla. Jeszcze jedno prucie i by mi malabrigo nie wyglądało tak szlachetnie...



Rozpoczęty w zeszłym roku bawełniany kardigan potrzebuje jeszcze rękawów. Na tym etapie porzuciłam go zeszłego lata, gdy porwały mnie inne robótki, a niepokój podpowiadał, że Begonii nie starczy. Dokupiłam zimą dwa motki tego samego koloru z innego farbowania i mam plan łączenia ich z wyjściowym farbowaniem (całość robiona jest nitką podwójną). Liczę, że różnica będzie subtelna, mimo że to granat...

I tak w różnych odcieniach niebieskości robótki postępują. Jest jeszcze jedna szara, ale nie będzie mi koncepcji kolorystycznej wpisu rozbijać ;)

14 komentarzy:

  1. Nitka mnie urzeka absolutnie, pięknie uprzedłaś.A ślimaczki maja niezwykle wiele uroku. Czekam na chust, będzie na pewno urocza.ozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludwiko, bardzo mi miło, że i Tobie się ta nitka podoba :) Jest przy tym wszystkim ładnie zrównoważona, co mnie bardzo cieszy i dobrze rokuje na sweter. Ślimaczki to taki kaprys, czasem mam chęć uprząść coś kompletnie niepraktycznego ;) Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Rzeczywiście niebiesko :-) bardzo interesująco. Intryguje mnie ten biały precelek z niebieskimi ślimaczkami - co można zrobić z czegoś takiego? Czy one są w stałym miejscu czy się przesuwają po nitce?
    Chusta zapowiada się pięknie - śliczne te niebieskości! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ślimaczki są na fest, nie drgną na milimetr. Zastosowań dla takiej nitki u osoby ubierającej się bez szaleństw nie ma zbyt wiele, ale zawsze można dziergnąć jakiś drobiazg do domu: wierzch poduszki, etui na coś... Tak czy siak, przędzie się to ciekawie i mnie ten proces bardzo rozwesela. Czyli są powody, żeby się pobawić :) Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
    2. Chyba widziałam gdzieś włóczkę, która miała nawleczone filcowe kulki, które mogły się przesuwać.
      Myślę, że np. Komin też wyszedł by fajnie i niekoniecznie zbyt ekstrawagancko ze ślimaczkami :-) ale dodatki do domu to dobry pomysł.

      Usuń
    3. Pomysł z kominem zdecydowanie wart przemyślenia :)

      Usuń
  3. To na górze boskie absolutnie!!! Ślimaczki są za to urocze wielce, nie powiem. A z jakiego farbowania masz tą Begonię? Bo jak zapewne nie będziesz zdziwiona to zapas granatowej Begonii jest i u mnie :)))) Więc jak by cuś ;) A nie wybierasz sie czasem na dzierganie do Wrocławia?? Bo baaardzo chętnie bym Cię tam widziała :) Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Edi, jaka szkoda, że w rzeczony weekend mam ostatni zjazd na studiach... No, kurczę, chorować się wykładowcom w marcu zachciało i musimy w czerwcu nadrabiać... Wrrr...
      Co do granatowej Begonii, to akurat u Ciebie zapas tego koloru w sumie mnie nie dziwi ;) (moje farbowanie sprzed lat ma nr 509361) I tak jakoś czułam, że niebieskim Cię zanęcę do komentarza... Mało Cię ostatnio w internetach, tym bardziej żałuję, że nie ma szans na Wrocław. Bo mówimy o dniu dziergania w miejscach publicznych? Ściskam Cię serdecznie!

      Usuń
  4. Z tej nieokreślonej niebieskości uplotłabym taki najprostszy możliwy, miękko opływający sylwetkę sweter. Nitka jest tak piękna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam plan, żeby nie przekombinować :) Miękkość nitki powinna służyć takiemu opływaniu sylwetki, jak piszesz. Dodatek jedwabiu i zbalansowanie nitki dały bardzo przyjemną strukturę...

      Usuń
  5. Może te niebieskości to zapowiedź upalnego czerwca i takie włóczkowe chłodzenie? *^o^*~~~ Bo na razie maj nas nie rozpieszczał temperaturami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto wie, kto wie... Na razie jestem niezmiennie zdziwiona, że skończona wczesną wiosną wełniana chusta ciągle mi się przydaje. Myślałam, że dziergnęłam sobie otulenie na jesień ;)

      Usuń
  6. Fajne takie kolory morskich opowieści i o wakacjach przypominają. Czekam na prezentacje efektów końcowych niebieskiego dziergania. Pozdrawiam druciarsko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gabrysiu, u mnie też niebieskości budzą same dobre skojarzenia :) Pomysły dojrzewają i jak już dojrzeją, to pokażę efekty. Pozdrawiam Cię serdecznie!

      Usuń