niedziela, 26 lipca 2015

Błękitna niekonsekwencja

Skończyłam prząść niebieski gradient.

Żeby nie martwić się o pojemność szpulki (cała sekwencja kolorystyczna ma 140 g, a na moją szpulkę wchodzi ok. 100 g nitki), postanowiłam każdy odcień uprząść osobno. Faktycznie, nie martwiłam się pojemnością szpulki, ale mimo pewnej wewnętrznej dyscypliny prządkowej, snułam kolejne kolory coraz cieniej i cieniej... Po potrojeniu techniką navajo ta konsekwentna niekonsekwencja jest szczególnie widoczna.



Zauważyłam ten trend już po pierwszych dwóch odcieniach, toteż na pogodzenie się z faktem i rozmyślanie, jak tego typu gradienty okiełznać na przyszłość, miałam sporo czasu. Postanowiłam w przyszłości jednak lecieć po całości, nie prząść osobnych małych moteczków, bo rozdrobnienie tematu nie sprzyja jednej grubości singla. Będę też trzymać przy kołowrotku próbkę singla z początku, do porównań. A z tego koloru wymyślę coś, w czym rosnąca/malejąca grubość nici będzie atutem. Przemysłówek w takim układzie nie widziałam...



Nitki gradientu to 50 proc. merynosa, 25 proc. szetlanda, 12,5 proc. babyalpaki i 12,5 proc. jedwabiu mulberry. Bardzo przyjemna mieszanka, zarówno w dotyku, jak i w przędzeniu. Od piątego odcienia nitka powstawała podczas tegorocznego Tour de Fleece. Podczas zeszłorocznego touru upał i włochatość alpaki zniechęciły mnie czasowo do kołowrotka. Tym razem miałam gładszą, niekłaczkującą nitkę i więcej zapału (można ewentualnie stwierdzić, że nałóg na tyle mocno chwycił, że trudniej było mnie zniechęcić pogodą do uprawiania go ;)). Średnio przędłam każdego dnia choć po kwadransie (dni bezkołowrotkowe nadrabiałam z naddatkiem w bardziej sprzyjających okolicznościach). I są efekty.

Frozen Pool
razem 140 g
Pierwszy motek to ok. 47 m/18 g, a ostatni: ok. 88 m/18 g.





Na fali pracowitości prządkowej pod koniec Touru (jestem znaną mistrzynią finiszu i osiągnięć na ostatnią chwilę) zabrałam się za kolejny odcinek niekończącego się gradientu. Pierwsza część prowadziła od purpury do oliwki, kolejna zaczęła się oliwką, a potem poszła w kilka pięknych zieleni, by zakończyć się zielenią z wyraźną nutą brunatną (a właściwie kolorem brunatnym z nutką zieleni). Jestem bliska skończenia singla gradientowego i zabrania się za potrajanie go techniką navajo. Ha, nie zgadniecie, w którym kierunku podąży trzeci odcinek...

14 komentarzy:

  1. Najbardziej podobają mi się trzy środkowe moteczki - te najgrubsze - przepadam za takimi nieoczywistymi odcieniami :) Kiedyś i ja będę prząść własne niteczki i będzie to spełnienie moich marzeń o pracy z surowcem od podstaw. Od runa do czapki.
    Tymczasem chętnie dowiem się, jaką przyszłość zaplanowałaś swoim motkom :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będziesz prząść, na pewno. Mnie, co prawda, wystarczająco satysfakcjonuje praca od czesanki do wyrobu, ale widzę w Klubie Prządki, że dziewczyny zajmujące się wełną od etapu runa mają z tego masę radochy (a czasem przygód mrożących krew w żyłach) i jeszcze lepsze rozumienie natury nitek.
      Plan na te niebieskości na razie przewiduje komin, który lepiej się układa, gdy jest poszerzany do dołu. Co ostatecznie powstanie - zobaczymy :)

      Usuń
  2. Urzekające kolory. Mężczyźni wiele tracą rozróżniając tylko jeden niebieski :) wakacyjne pozdrowionka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Masz rację z tymi niuansami kolorystycznymi - jak przyjemnie je zauważać... Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  3. Najpiękniejszy kolorystycznie dla mnie jest środkowy motek.
    Za tydzień zaczyna się Tour de Pologne, pójdziesz w kolory narodowe? *^v^*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widzisz powyżej, nie jesteś jedyną wielbicielką środka skali ;) Sama też chyba lubię te okolice kolorystyczne najbardziej, choć i najciemniejsze odcienie mają w sobie delikatną melanżowość i tę odrobinę niejednoznaczności...
      Kolory narodowe przemyślę. Wprawdzie śnieżnej bieli i karminu nie mam na składzie, ale coś zbliżonego może by się znalazło...

      Usuń
  4. Cudności odcieniowe(chyba neologizm:):)).Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie dziękuję, Ludwiko, za te miłe słowa :) Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Piękne! Uwielbiam gradienty! Z tego będzie na pewno coś ślicznego! Może jakiś chuściany projekt! Wtedy zmiana grubości nitki mogłaby dać dodatkowy efekt :-) ostatni kolor jest dwa razy cieńszy - niesamowite :-)
    Czekam na kolejny odcinek! Ja szukam sposobu na idealnie pofarbowany gradienty, ale u mnie nie wygląda to tak ładnie.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chusta to jest niezła myśl - wezmę to pod uwagę przed podjęciem ostatecznej decyzji o przerobie nitki :) Następne odcinki serialu gradientowego będą w swoim czasie, mam chęć między nimi snuć inne atrakcje takie jak ten Frozen Pool, dziergać co nieco...
      Życzę Ci gradientu idealnego, ja na razie korzystam z gotowców od specjalistek-farbiarek.
      Pozdrawiam Cię serdecznie!

      Usuń
  6. BOSKIE! Takie niebieskości to moje ulubione kolory :))) ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To się, Olu, ogromnie cieszę, że dostarczyłam Ci radości dla oka :)

      Usuń