niedziela, 2 sierpnia 2015

Jedno, co warto...

...to uprząść coś warto. Nawet jeśli to uprzędzione nie do końca wyjdzie takie, jakie wyjść miało. Takie trochę za grube, nierówne... Ale chociaż zbalansowane i w pięknej kojącej nerwy zieleni. A ja akurat bardzo potrzebowałam ukojenia nerwów i to przędzenie wraz z kolorem czesanki spełniło swoją rolę doskonale.



Poszło jak na mnie błyskawicznie, bo w piątek zaczynałam snuć singla, a we wtorek wieczorem już zwijałam potrojoną (navajo) nitkę na motowidło. Jakieś skromne 230 m (czyli najpierw było ok. 700 m singla), podczas gdy powinno być ok. 250 m, by pasowało do poprzedniego odcinka Never Ending Gradient Story. Dramatu nie ma, jakoś to się wykorzysta, zwłaszcza że mama na widok przędzionej nitki zapytała z entuzjazmem "to dla mnie?!". Mama znana jest z upodobania do zieleni, więc tylko przytaknęłam, choć na razie nie mam sprecyzowanego pomysłu, co by z tego wydziergać. Może połączę tę nitkę z czymś fabrycznym i wreszcie dziergnę mamie kamizelkę, obiecaną jakiś czas temu bez konkretnej daty realizacji? To jest wełna BFL, więc aż się prosi o wykorzystanie okołoswetrowe. Zobaczę.







Jak już ukoiłam nerwy, to zabrałam się za kolejny odcinek serialu gradientowego. Który idzie od ciepłych brązów, przez zimne, aż do mojej ulubionej niebieskości.

A tymczasem jeszcze zdjęcie obu dotychczas uprzędzionych gradientów razem (o poprzednim pisałam tutaj).



Tak na marginesie, to wykończyłam w minionym tygodniu kolejny sweter na bazie wzoru na Lightweighta. Również z Alpaki Dropsa, również szary (tym razem jasnoszary). Prezentacja udziergu zdecydowanie odbędzie się w terminie późniejszym. Alpaka i upały jakoś mi nie konweniują ;) No i co ja teraz będę dziergać podczas oglądania filmów? Pozostałe rozpoczęte robótki wymagają większego skupienia...

18 komentarzy:

  1. Piękne kolory :) Zaczyną mnie coraz częściej nachodzć myśl: "A może by tak coś swojego? Zafarbować? Uprząść ? Tylko troszkę ciężko mi się za to zabrać...
    Włóczka piękna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      W zbieraniu się do farbowania/przędzenia musi nadejść punkt kulminacyjny, gdy już dłużej nie da rady czekać na natchnienie. Od dawna zbieram się do farbowania, ale przędzenie złapało mnie stosunkowo szybko. A jak już złapało, to nie puściło, czego zupełnie nie żałuję :) Trzymam kciuki za Twoje produkcje nitkowe!

      Usuń
  2. Och jak tu to robisz ze to takie piękne ⁉️ farbowalas sama?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doświadczenia z własnym farbowaniem są jeszcze przede mną. Na razie przędę i staram się na zdjęciach łapać to, co mnie najbardziej ujmuje w poszczególnych nitkach. Cieszę się ogromnie, że dostarczyłam Tobie takich miłych wzruszeń :)

      Usuń
  3. Te gradienty są boskie, jestem nimi absolutnie zauroczona <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też :) Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że przędzenie gradientów jest najprzyjemniejsze i że nic więcej mi do szczęścia prządkowego nie potrzeba ;)

      Usuń
  4. A jak to jest, że jest ten niezwykły połysk? Zdjęcie kłębuszków leżących ufnie obok siebie bardzo mnie ujęło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś ten BFL w sobie ma, że pięknie łapie światło. Co oczywiście utrudnia robienie zdjęć z dobrze oddanymi kolorami... Oba kłębuszki razem wyraźnie rozmawiają ze sobą, nieprawdaż? Niedługo będą trojaczki ;)

      Usuń
  5. Marysiu jesteś Mistrzynią. Ten zielony to normalnie obłęd ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karolinko, doprawdy nie wiem, co powiedzieć... Wiedziałam, że zauważysz te kolory, ale na tak życzliwą recenzję jestem zupełnie nieprzygotowana. Dziękuję :)))

      Usuń
  6. Cudowności! <3 Kupiłaś mnie gradientami. Są wspaniałe, sama nie wiem który ładniejszy.
    I wszystko takie równiutkie i pięknie przechodzi... :) ah.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Sama też nie wiem, która sekwencja kolorów bardziej mi się podoba... No to przędę trzecią, zobaczymy, może będzie łatwiej się zdecydować ;)

      Usuń
  7. Ah! Jestem absolutną fanką Twoich przędzionych nitek! Te cieniowania są suuuper! Bardzo mi się podobają i czekam na efekty w dzianinie ;-)
    Ja zafarbowałam przejścia od brązów do niebieskości - też lubię to połączenie. Ale przejścia kolorów są dużo krótsze niż wychodzą u Ciebie w trakcie przędzenia. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Taki urok farbowanek na czesance, że (przy odpowiednim farbowaniu i tu chwała należy się Katie Weston, autorce klubu gradientowego) dają delikatne przejścia kolorów. Można jeszcze dużo zmienić przez różne zwielokratnianie nitki: dwie, trzy, cztery... fraktale, kabelki... Jest dużo możliwości :) Farbowane nitki są bardziej jednoznaczne, wyraziste, co też ma swoje zalety. Bardzo lubię oglądać takie nitki we wzorach wrabianych (których sama jeszcze nie dziergam, ale u Ciebie z przyjemnością podziwiam). Za to rozwijanie wyobraźni trudno nie lubić rzemiosł tekstylnych... Pozdrawiam Cię serdecznie!

      Usuń
  8. Nie będę ukrywała , że wszystkie Twoje poczynania "prządkowe" bardzo mi się podobają, i jeszcze potem przez jakiś czas tkwię w zachwycie:) Przed Tobą bolesna męka co z tych piękności wydumać, długo się nie zastanawiaj i szybciutko uchyl rąbka tajemnicy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) i ostrzegam, że następna nitka podąży w stronę niebieskości...
      Myśleć o przetworzeniu tych gradientów bardzo lubię. Oczywiście metraż cokolwiek ogranicza, ale może to i dobrze, bo jakbym mogła z nich zrobić wszystko, to nie zrobiłabym niczego ;) Ten gradient będzie z pewnością mamowy, tylko muszę dopracować ideę kamizelki.

      Usuń
  9. To jest ten nieprzyjemny moment, w którym skończyło się sweter, nitki pochowane i ... pustka! Nie ma pomysłu na nową robótkę! Właśnie tak mam i przebieram pustymi łapkami wieczorem na kanapie przed telewizorem....
    Cudowne te zielenie! Kolejna z Twoich nitek, którą po prostu położyłabym na półce i podziwiała! *^O^*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ba, nawet przewinęłam w kłębki nitkę na chustę i zaczęłam dłubać, a tu jakoś efekt nie zachwyca... Nie ta struktura, nie ta gęstość dzianiny... Jak tu cokolwiek oglądać, gdy odpowiedniej robótki brak? Chyba muszę wrócić do odkładanego już od zeszłego lata kardiganu z bawełny. Jeszcze tylko rękawy... A chusta tak czy siak powstanie, bo obie naszykowane nitki ogromnie mi się podobają i chcę je nosić, niech no tylko dobiorę właściwy wzór i grubość drutów.
      Twój entuzjazm wobec zieleni bardzo mnie cieszy - przyznam, że sama też lubię te nitki od czasu do czasu wziąć do ręki i pooglądać :) Ot, tak, aby ucieszyć oko.

      Usuń