sobota, 29 sierpnia 2015

Toruń i integracja (niekoniecznie europejska)

Wbrew pozorom znajomości podczas drutozlotu i integracja europejska mają ze sobą wiele wspólnego. Przede wszystkim podstawowy problem - poszerzać czy pogłębiać? Na kilka godzin w jednym miejscu (nota bene, świetnym! Haniu, wielkie dzięki za wymyślenie i zarezerwowanie tak doskonałego na tę okazję tarasu!) zgromadziło się kilkadziesiąt zakręconych dziewiarsko osób. Niektóre znałam już osobiście, niektóre jedynie z rzeczywistości wirtualnej, ale na tyle dobrze, że spotkanie oko w oko było bezstresową kontynuacją wątków wirtualnych. Część znałam słabiej, ale nieźle kojarzyłam (niekiedy vice versa). Niektórych osób nie znałam, ale tak dobrze im z oczu patrzyło, że właściwie to było tak, jakbyśmy się już znały. Parę godzin to strasznie mało. Mam świadomość, że jeszcze sporo osób zostało, do których nie podeszłam, z którymi zamieniłam zdecydowanie za mało słów. Starałam się równoważyć poszerzanie integracji (nowe znajomości) z pogłębianiem (dłuższe rozmowy z osobami już znajomymi, które pewnie nieprędko zobaczę i trzeba się nagadać "na zapas"). Wyszło, jak wyszło, na pewno jest co rozwijać w przyszłości :)

Mam wrażenie, że obiecywałam przy okazji jakieś linki i namiary. Starałam się na bieżąco dzielić informacjami, ale niewykluczone, że ktoś jeszcze na coś czeka ode mnie. W razie czego proszę o przypominajkę mailową.

Moja ulubiona scena o wyraźnym dziewiarskim posmaku to rozważania nad oglądanym udziergiem, gdy jednocześnie we trzy zakrzyknęłyśmy "ale to przecież singiel!". Jakby ktoś pytał, to dziewiarki zdecydowanie potrafią mówić jednym głosem.



W drodze do Torunia przerobiłam ostatnie rzędy chusty, której oczka zamknęłam na spotkaniu. Wciągnięcie nitek, blokowanie i fotografowanie zostało na później, już po powrocie do Warszawy. Moja wersja Wrap me tender jest umiarkowanie duża. Miałam przepisowe druty i włóczki, ale robię ciaśniej niż Hania, więc wyszła chusta mniejsza rozmiarowo (długa na 145 cm). Co mi odpowiada, bo struktura dzianiny jest akurat i na swobodne owinięcie szyi spokojnie wystarczy. Zestaw nitek udał się niesamowicie. To kolejna odsłona Night Sky farbowanego przez Tysię, tu w połączeniu z Hedgehog Sockiem w kolorze Wish. Dwie niezależne farbiarki, a komplementarność ich farbowanek nadzwyczajna. Lubię takie odkrycia :)

Dziergało się bardzo dobrze. Przemyślana konstrukcja z rzędami skróconymi, precyzyjny opis. Po konsultacjach z Hanią zamknęłam oczka luźno metodą Jeny's. Brałam jeszcze pod uwagę użycie grubszych drutów, ale ulubiona Jeny's wygrała.

Do jednego z poniższych zdjęć pozowała moja niesamowicie uzdolniona siostra (link poniżej i w prawym menu prowadzi do bloga, na którym dzieli się swoimi kulinarnymi odkryciami; nie radzę klikać, gdy jest się głodnym). Zdjęcia z kolczykami to ja okiem Eli. Pewnych trudności obiektywnych nie sposób przeskoczyć...







22 komentarze:

  1. Bardzo się cieszę, że miałam przyjemność Cię poznać osobiście i z ciekawością zajrzałam na bloga twojej siostry, bo pamiętam, że wspominałaś o niej podczas naszej rozmowy. I chyba zostanę jej fanką ;-). Naszła mnie wielka ochota na zrobienie sera, chociaż od dawna unikam nabiału.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bardzo się cieszę, że Cię poznałam osobiście. Za to lubię internet, że jest dobrym punktem wyjścia do spotkań z ciekawymi ludźmi i pokrewnymi duszami. A siostry fanką jestem nieustannie :) Te jej chleby i sery...(szczególnie kozie)...

      Usuń
  2. Ten wzór w Twoim wydaniu jest cudny. O gustach się nie dyskutuje, ale niebieski, taki niebieski (!) jest po prostu rewelacyjny :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Mam ostatnio fazę na takie zielonkawe niebieskości i, sądząc z tempa zniknięcia tego koloru ze sklepu, nie jesteśmy odosobnione w tych upodobaniach ;)

      Usuń
  3. Dużo by pisać, najpierw dziękuję za wizytę:) potem podziwiam chustę w moim ostatnio lubianym zestawieniu kolorystycznym no i żałuję, że Będąc w moim mieście nie spotkałyśmy się :) Ja co prawda druty mam za sobą a zawładnął mną quilting ale pokrewne duszę lgną do siebie i wymiany poglądów. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toruń ma w sobie coś takiego, że chce się tam wracać :) Mam nadzieję, że nadrobimy to niedopatrzenie nastepnym razem. Albo w Warszawie :) Gdyby doba była dłuższa, to bym chętnie więcej quiltowała, a tak to czasem coś małego popełniam, ze świadomością niedoskonałości techniki i gros uwagi rękodzielniczej poświęcam dzianinie oraz przędzeniu... Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  4. a a a ....zapomniałam o serach , kozie to rarytas i bardzo smakowity :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, zdecydowanie - taka siostra to skarb :)

      Usuń
  5. Wyszła rewelacyjna ! I oczywiście zestawienie kolorystyczne pierwsza klasa :) Spotkanie było super, nareszcie oko w oko tylko stanowczo za krótko. Aczkolwiek namieszałaś mojej Ance w głowie tym przędzeniem ;) Ja też żałuję że nie ze wszystkimi udało mi się porozmawiać, najbardziej chyba pogawędki z Makneta ale czasu było jakby mało. Za to nabrałam ochoty na dalsze spotkania. Ściskam Cię serdecznie i Anka też.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Edi, pięknie dziękuję :) Też mam niedosyt po Toruniu, ale to dobrze, łatwiej będzie zaplanować coś kolejnego. I miejmy nadzieję, że uda się zgromadzić równie zacną kompanię :) Cieszę się, że Anka myśli o przędzeniu - to strasznie wciągające i dające ogromną satysfakcję hobby (zabiera przy okazji dużo czasu, ale co tam...). Ankowy Juniper z kolei chyba wpłynie na moją aktualną kolejkę dzierganiową - jestem szalenie ciekawa, jak mi się w tym fasonie sprawdzi nitka, którą na ten sweter odłożyłam :) Ściskam Was obie bardzo, bardzo serdecznie!

      Usuń
  6. śliczna ta chusta!!! aż chciałoby się zobaczyć więcej zdjęć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to bardzo się cieszę, że się chusta podoba. I że zdjęcia pozostawiają trochę niedopowiedzeń :) Pozdrawiam Cię, Kasiu, serdecznie!

      Usuń
  7. Spuszczane oczka...sporo przy nich pracy w rządku ale dają wspaniały efekt zwłaszcza przy kontrastowej włóczce ;) Piękna chusta Marysiu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Masz rację z pracochłonnością tych oczek. Przede wszystkim musiałam wyrobić sobie wyczucie, jak luźno je wcześniej nawijać, żeby nie było potem za luzacko, ale żeby swobodnie wjeżdżały na drut z żyłki...

      Usuń
  8. Fantastyczny komin uplotłaś, bardzo ładnie się prezentuje. A co do integracji dziewiarskiej to jest znacznie solidniejsza niż ta europejska! Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Masz rację z integracją dziewiarską - nic się z nią nie może równać :) Serdecznie pozdrawiam!

      Usuń
  9. Strasznie się cieszę, że mogłam Cię poznać osobiście. Szkoda, że czas tak szybko uciekał. Mam nadzieję, że niedługo będzie kolejna okazja do rozmów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, ja też się bardzo cieszę z poznania Ciebie i mam nadzieję na kolejne spotkania :) Mimo uroków internetu, nic nie zastąpi takiej rozmowy na żywo...

      Usuń
  10. Piękne kolory, takie ciepłe morze!.....
    (widać, że nie byłam w tym roku na wakacjach?... ^^*~~)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widać :) Jeszcze nadrobisz... Ja też nie byłam, więc rekompensuję sobie chociaż w kolorach :)

      Usuń
  11. Połączenie tych obu kolorów powala i zwala z nóg ilekroć migną mi gdzieś Twoje zdjęcia, a mignęły w różnych miejscach:) Wiesz , że ta chusta jest wyjątkowa i niesamowita? Wiesz na pewno:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Jak kupiłam tę nitkę jeżową i przyłożyłam do Tysiowej, to strasznie się ucieszyłam zeswataniem tych kolorów. Podobną radość sprawia mi odkrywanie, że nie tylko ja polubiłam to zestawienie...

      Usuń