piątek, 14 sierpnia 2015

Trzeci gradient

Nitka z serii Never Ending Gradient Story na bazie BFL, jak zwykle potrajana łańcuszkowo (czyli metodą navajo). Ten odcinek był przędziony na spokojnie, z większym skupieniem nad grubością nitki. Też na spokojnie uznałam, że oczywiście nie ma mocnych, dwóch tak samo grubych nitek nie jestem na razie w stanie intencjonalnie stworzyć, ale zbliżone - coraz bardziej. A tu, proszę, trafiłam z metrażem i grubością idealnie, pewnie dlatego, że się nie upierałam ;) Czyli mam kolejne ok. 230 m w 100 g.









Koloryt tego gradientu jest poważniejszy niż dwóch poprzednich. Mimo że brąz to nie moje klimaty, tu mi w całości pasuje. Własne przędzenie pięknie oswaja z różnymi kolorami, z którymi w sklepowych nitkach niekoniecznie byłoby mi po drodze... Dla równowagi następny odcinek serii będzie zaczynał i kończył się niebieskościami, tyle że na razie musi poczekać. Mimo ponadnormatywnego upodobania do wszelkich lazurów, szafirów, granatów itepe postanowiłam zrobić sobie przerwę w serialu i dla odmiany zabrałam się za przędzenie mieszanki z kaszmirem w zupełnie innych kolorach. Będzie fraktal 2-ply, z którego chciałabym mieć czapkę. Kto by nie chciał nosić BFL z jedwabiem i kaszmirem? Pewnie tylko tacy, których swędzi już na dźwięk słowa "wełna"... U mnie mieszanka z kaszmirem wygrała z czystym jedwabiem w konkursie na nową robótkę prządkową. Proszę mi wierzyć, urok zestawu BFL/jedwab/kaszmir jest tak wielki, że jak mam czas na przędzenie, to od kołowrotka nie jest w stanie mnie odgonić nawet temperatura powietrza ok. 30 st. C. To pewnie się leczy, ale zupełnie nie odczuwam potrzeby takiej terapii.



Poza tym znalazłam nową robótkę "filmową". Będzie chusta. W roli koloru kontrastowego w chuście wystąpi ponownie piękna farbowanka Tysiowa Night Sky. Mam tego cuda jeszcze parę motków i tak lubię przerabiać, zwłaszcza na gładkim tle innych nitek, że zauważyłam u siebie ostatnio odruch poszukiwania w sklepach włóczkowych pasujących kolorów, żeby móc zaplanować kolejne robótki z udziałem tej farbowanki. To też pewnie się leczy ;)



4 komentarze:

  1. Bajkoowo:) Zgadzam się, Tysiowe nitki są (były) cudne, niestety nie bardzo mam zapasy:)Czekam na Twoje nowe zapatrzenie kolorowe:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się nie rozpędzać z zaopatrzeniem w nowe i raczej przerabiać zapasy, czyli stosuję popularną strategię dziewiarską (nie zawsze skuteczną...). Tak czy siak, najważniejsze to przerabiać, to i upały mniej się zauważa :) Pozdrawiam Cię, Ludwiko!

      Usuń
  2. Nie dość, że kolory obłędne, to jeszcze równiusieńko uprzędzione. Ja bym to położyła na środku stołu i się tylko śliniąc wgapiała :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tak miłe słowa :) Za kolory ponownie brawa należą się Katie Weston, a mnie pozostaje chyba otwarcie galerii z ręcznie przędzionymi nitkami...

      Usuń