sobota, 14 listopada 2015

Wichrowe Wzgórza

Gdy skończyłam ponad rok temu prząść moją pierwszą czesankę malabrigo, poczułam silny zew do udziergania z niej właśnie takiego szala. Były wtedy inne priorytety i pomysł musiał poczekać. To wzór idealny do dziergania "przy okazji". Jak wreszcie na polu takich dzianin zapanowała u mnie susza, przypomniałam sobie o tym malabrigo i pomyśle na szal. Nitka była dość cienka (ponad 500 m w 100 g) i okazało się, że to była robótka wielofilmowa, zdecydowanie nie na jeden wieczór. Doskonale się też sprawdzała w podróży (ba, bywając też punktem rozpoczęcia podróżnych znajomości).



Ten wzór każda aktywna w internecie dziewiarka na pewno widziała już nie raz. Właściwie nawet trudno mówić o złożonym bądź nowatorskim wzorze, bo zygzak jest znany od wieków. Pomysł na lekko op-artowskie zygzakowe paski skojarzył się w którymś momencie ze znaną marką odzieżową i tak krąży po internetach widmo "szala a la Missoni".

W mojej wersji cienka nitka wyrabiała się powoli, ale nie nudno. Zmieniałam kłębek co dwa rzędy. Czasem spotykały się kolory podobne, czasem różne. Niekiedy harmonijnie uzupełniające się, a czasem bardziej kontrastowe. Niespodzianka co kawałek. W dodatku obie strony trochę się różnią - na prawej paski są wyraźniejsze, na lewej kolory są bardziej rozmyte. Niby podobny do wielu innych, ale jednak wyrób jedyny w swoim rodzaju...

W sumie na szalik zużyłam ok. 200 g własnoręcznie przędzionego malabrigo nube (ponad kilometr nitki zwanej Wichrowymi Wzgórzami z racji kolorystyki). Skończony szal mierzy 170 cm i jest szerokości ok. 30 cm - idealny do kilkakrotnego omotania się pod szyją, ładnie układa się też zarzucony na ramiona. Nieskromnie przyznam, że wersja z własnej nitki podoba mi się ogromnie i zdecydowanie ożywiła we mnie sympatię do tego modelu...

Do nieoczywistego kompletu z szalem powstała czapka wedle wzoru Rikke Hat. Tu surowcem była ta nitka (BFL, jedwab, kaszmir). Zaryzykowałam i chyba będę się lubić z tym fasonem :) Mam plan wypróbowania w najbliższym czasie kilku nowych, nietypowych dla mnie kształtów czapek. Dopóki nie spróbuję, nie dowiem się, czy istnieje fason, który mogłabym pokochać i chcieć nosić od pierwszych powiewów chłodu...



















Dodatki miałam chęć obfotografować w terenie, ale pogoda nie współpracowała, więc w końcu machnęłam ręką i zrobiłam zdjęcia domowe. Na szczęście szalik i czapka mniej niż sweter potrzebują wypełniacza ludzkiego, by pokazać swoją urodę.

17 komentarzy:

  1. Piękne kolory! A wzór... Taki delikatny, drobniutki... super! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Wzór na szczęście się z nitką polubił...

      Usuń
  2. przepiękne :) kolory wprost obłędne po prostu mistrzostwo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Troszeczkę chwały należy się też farbiarzom z malabrigo, choć jako wykonawczyni nitki miałam spory wpływ na rozegranie tych kolorów na etapie przędzenia ;)

      Usuń
  3. Ten wzór wygląda bosko z tą nitką. Cudeńko!

    OdpowiedzUsuń
  4. Kolory układają się cudnie! Szal jest piękny i taki misterny. Podziwiam za cierpliwość :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Sama nie wiem, skąd mi się ta cierpliwość bierze przy przędzeniu i dzierganiu ;)

      Usuń
  5. Wygląda niesamowicie, przepiękne te kolory, a zygzaki jeszcze je eksponują. Bardzo podziwiam Twoją pracę, właściwie szal od początku do końca własnoręcznie zrobiony. Super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) To jest jedna z zalet własnego przędzenia, że ma się wpływ na jeszcze jeden istotny etap w tworzeniu udziergu. Satysfakcja ogromna :)

      Usuń
  6. Szal jest przepiękny! Przydałaby mu się sesja na szkockich wrzosowiskach!... *^o^*
    Ale czapkę to byś pokazała na ludziu, bo tak to widać tylko flaczka... ^^*~~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Też mi się taka sesja dla tego szala marzy... Tymczasem jest plan dorobienia zdjęć szala i czapki na ludziu w sprzyjających okolicznościach przyrody.

      Usuń