niedziela, 1 maja 2016

Puchate, kolorowe

Taki śliczny prezent leżał i czekał na przerobienie, to się zlitowałam.



Jak zwykle zaczęłam przędzenie bez konkretnego projektu na myśli. Najpierw przerobiłam oba batty na niezbyt szeroką taśmę, dzieląc je zygzakiem (Z-stripped). Tak to dzielenie mniej więcej wygląda:



Potem przędłam metodą longdraw, która w zależności od użytego surowca daje nitkę średnio albo bardzo puchatą (semi-woolen do woolen). Tu mamy raczej semi-woolen, bo batty są dość starannie wyczesane wzdłuż. O puchatości świadczy choćby to, że 5 dag singla wypełniło standardową szpulkę po brzegi (zwykle potrzeba ok. 10 dag nitki do osiągnięcia tego efektu). Ogromnie mi się singiel spodobał, ale gdybym nitkę zostawiła w tej formie, to pozostałoby wydzierganie z niej co najwyżej chusty/szalika. A jakoś nie widzę tych kolorów w dużej masie koło twarzy, chodziły mi po głowie mankiety swetra albo jakaś wstawka, a do tego trzeba mocniejszej nitki, więc zaryzykowałam 2-ply.

Bałam się oczywiście, że kolory za bardzo się wymieszają i powstanie bura masa bez wyrazu. Na szczęście wystarczająco gruba nić i starania, by (oprócz jedwabnych pomarańczowych smużek i punktów) nie mieszać za bardzo kolorów w singlu, dały ostatecznie dość klarowne kolory 2-ply. Leżakowanie na motowidle, pranie, suszenie i ostatecznie uzyskałam efekt spełniający moje oczekiwania. Jest raczej nierówno, bliżej włóczki artystycznej niż nici maszynowej, ale ja tak lubię i takie wariacje na temat bardziej leżą mi w charakterze prządkowym. Zdecydowanie jest mniej puchato niż w wyjściowym jedwabistym surowcu, ale uwzględniając czynnik odkręcania nitki podczas dziergania (u mnie typowy) i to, że na gładszym lepiej widać jedwabne farfocle dużo lepiej niż na włochatym... Jest dobrze :)

Single zdwajałam na szpulce i skrzydełku jumbo, które od jakiegoś czasu z powodzeniem służy mi do takich działań. Działa dokładnie tak jak zwykły zestaw do Fantazji (równie prosto się też wymienia), tyle że mieści się na nim dużo więcej włóczki i wlot jest duuuży - spokojnie można przewlec przezeń nitkę bez użycia haczyka.











***


Once upon a time I received such a beautiful set of two batts as a gift. Finally I spun them. As usually, I started without a particular knitting project on my mind. I wanted to spin something with rather clear colours and strong enough to have wide array of possible applications. So I divided batts by Z-stripping and spun them with longdraw technique, what gave me semi-woolen singles (as batts were nicely combed in one direction). They were quite fluffy - just 50 g were enough to fill the regular bobbin (with less fluffy worsted singles it needs usually 100 g). Then I plied both singles together and finally I have a really nice yarn which meets my standards :)

For plying I used jumbo flyer and bobbins for Fantasia. I've been using them for some time for this kind of action and I am really satisfied. The change of flyer is as usually easy and it's really big (makes plying 100 g of fibre comfortable).

12 komentarzy:

  1. Jak zwykle podziwiam cudne zdjęcia i kolory wełenek. Opis to dla mnie czarna magia. Eeeh ta fachowa terminologia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Wiem, wiem, że terminologia prządkowa jest zabójcza... Dziś zdałam sobie, że najprostszy opis tej nitki brzmi: batt z-stripped, long draw, 2-ply. Cóż... niektórzy poprzestaną na oglądaniu zdjęć (staram się więc, by jak najbardziej cieszyły oko), a inni wyłuskają sobie elementy wiedzowe. Takie trochę "dla każdego coś miłego".

      Usuń
  2. Pięknie się te kolory wymieszały :) Dla mnie przędzenie to ciemna magia ;) i jak patrzę na początkowe stadium i efekt końcowy to uwierzyć nie mogę, że to tak można samemu ;) Myślę, że to przędzenie to niezła zabawa, bo z tego co mówisz, to nie wiadomo jak się kolory wymieszają. A dołożyć do tego dalszy etap, czyli dzierganie i dalszą niespodziankę z układaniem się kolorów, no to już totalny fun :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Są takie prządki, które dokładnie mają zaplanowany efekt końcowy i osiągają go w 100 procentach. Ja tak z grubsza coś planuję, rozważam za i przeciw różnych rozwiązań. A potem lecę na żywioł i ulegam podszeptom surowca ;) Dzięki temu mam wspomniany totalny fun :)))

      Usuń
  3. nic z tego nie zrozumiałam ;) ale wełenka przecuuuuuuuuudna, ach te kolory jak marzenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Kuchnię prządkową opisuję dla prządek, niech służy, a na zdjęciach staram się uchwycić uniwersalną urodę nitek - dobrze, że się udaje :)

      Usuń
  4. Witam serdecznie!
    Ta włóczka cieszy oczy a ja właśnie co do przędzenia mam pytanie. Takie czysto teoretyczne. Czy na wrzecionie idzie prząść w większych ilościach np. 100g się da? Nigdzie nie mogę znaleźć co do tego informacji, a Ty pisałaś co prawda o wrzecionie nie wiele to stwierdziłam, że pytanie nie boli :D
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto pyta, mniej błądzi :) Moje doświadczenie na wrzecionie nie wyszło poza kilka deko, szybko przesiadłam się na kołowrotek i jemu pozostaję wierna, więc niestety nie znam odpowiedzi na Twoje pytanie... Do pogłębiania teorii przędzenia polecam Klub Prządki na fb - tam już jest sporo wiedzy zgromadzonej, a jeśli w dotychczasowym dorobku nie znajdziesz odpowiedzi na nurtujące Cię pytania, to zawsze można zapytać :) Tam jest sporo prządek wrzecionowych, kojarzy mi się, że wątek "ile wełny da się zmieścić na wrzecionie" już się kiedyś pojawił.
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  5. Nic a nic nie rozumiem! :-)
    Ale moteczek jest cudny! Połączenie kolorów i ta faktura. Cieszy oko! :-)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Najważniejsze, że cieszy oko, bez zrozumienia niuansów techniki też można podziwiać :)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  6. Dziękuję za rzeczowe wyjaśnienie Twoich poczynań :) Już mniej więcej wiem co robiłaś. Mnie na razie zadowala "zwykłe" przędzenie jakoś nie mam ciągot, żeby spróbować czegoś nowego. Może dla tego, że cały czas za mało przędę (jednak druty wygrywają). Niemniej lubię sobie poczytać, że można inaczej :) Niteczka wyszła przepiękna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monia, dziękuję za miłe słowa :) "Zwykłe" przędzenie jest wspaniałą rozrywką. Mnie od początku nauki pociągało pójście w kierunku puchatych nitek woolen, ale obawiałam się, że nie dam rady, że nitki będą się rozpadać... Aż spróbowałam i okazało się, że long draw jest nietrudny, a przędzenie tą techniką jest szybsze (!) niż dłubanie worsted którymś z rodzajów short draw. Pociąga mnie także sprawdzanie, jak różne przygotowania surowca wpływają na efekt końcowy. Batty, topy, rovingi, roladki, spinning from the fold (takich małych kawałków przerzuconych przez palec wskazujący)... Ileż to różnorodnych rozrywek może sobie prządka zapewnić :)

      Usuń