poniedziałek, 25 lipca 2016

Sufrażystka, ważka, wróżka...

Pokazywałam tę nitkę już w początkach przędzenia singla. Czesanka nazywała się Sufrażystka, ale Maroccanmint koloryt skojarzył się z ważkami i wróżkami, co od razu przemówiło mi do wyobraźni. To taka nieoczywista zieleń, z przebłyskami fioletu, niebieskości i nutką żółto-brązową. Uwielbiam takie kompozycje kolorystyczne, z których wychodzi w zasadzie nitka jednokolorowa, ale o wielu podtekstach. Co ciekawe, na każdym zdjęciu widać właściwie prawdziwe kolory :) Podejrzewam, że niezależnie od skalibrowania monitora...

Czesanka to mieszanka merynosa, BFL i bambusa (55/30/15). Przędła się gładko, po praniu zyskała nieco na puchatości i jest w ogóle przyjemna w dotyku. Została już przydzielona mamie (to wybitnie jej kolory) i poczeka na konkretne zlecenie od rodzicielki. Jest tego 20 dag w dwunitce, nie chciało mi się mierzyć i liczyć, ale powinno na coś konkretniejszego wystarczyć.

Przędzenie 20 deko czesanki wymaga trochę planowania. Nawet szpula jumbo nie jest w stanie przyjąć całości. Dlatego na dwóch szpulach jumbo powstały składowe single (10 dag spokojnie na nich się mieści), a potem na trzeciej zdwajałam, aż ją zapełniłam. Potem doprzędłam jeszcze oba single (to ten średni motek), a z resztki dłuższego singla po przewinięciu w kłębuszek powstała nitka z dwóch końców (to ten malutki moteczek). Ten trzeci etap zaliczyłam już w ramach Tour de Fleece - sympatycznego wydarzenia prządkowego, rozgrywanego w czasie Tour de France. Biorę w tym udział już drugi rok, tradycyjnie omijając grupy z restrykcyjnym regulaminem, nastawione na maksimum przędzenia i rywalizację. Wybieram miejsca, gdzie jest dobra atmosfera i przędzenie dla przyjemności. Oglądanie osiągnięć innych uczestników Touru jest wystarczająco mobilizujące do stawiania sobie ambitniejszych celów i częstszego przędzenia. Wprawdzie w tym roku koło połowy TdF musiałam spasować, życie wymagało przerwy w przędzeniu, ale ta pierwsza połowa była bardzo przyjemna.







12 komentarzy:

  1. Tradycyjnie podziwiam zdjęcia i kolory, bo za terminologią nie nadążam :) Włóczka istotnie "Dragonfly effect" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak miło jest z takimi kolorami pobyć dłużej, przy przędzeniu... :)

      Usuń
  2. Piękne moteczki! Podziwiam zdolności w przędzeniu! Ze mną niestety ani wrzeciono, ani kołowrotek nie współpracuje:) Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jolu, pięknie dziękuję. Trzeba jednak przyznać, że druty z Tobą współpracują koncertowo :)
      Pozdrawiam Cię serdecznie!

      Usuń
  3. Nadal uważam, że jest ważkowo :) A efekt końcowy wyszedł cudny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję za te urokliwe skojarzenia! I cieszę się, że nitka im sprostała :)

      Usuń
  4. Urocza włóczka. Rzeczywiście ważkowo :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Używanie szpul Jumbo to się kiedyś chyba nawet filozofom nie śniło. Jeszcze nie zaczęłam ich używać, a już uważam, że powinno się pomyśleć nad skrzydełkiem i szpulą SuperJumbo i XXL i XXXL albo najlepiej taką co to ma funkcję powiększania ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozpędzasz się :) W sumie takie super jumbo nie byłoby złe... A po cichu marzy mi się jeszcze spróbowanie woolee windera. Kto wie, może pozostałby dalej w strefie "gadżety", a może okazałby się niezbędny do szczęścia ;)

      Usuń
  6. Uuu jak ja bym chciała mieć możliwości na kołowrotek! Na razie tylko zazdroszczę pięknych nitek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To serdecznie życzę pojawienia się odpowiednich możliwości! I postaram się dalej powodować niegasnące chęci kołowrotkowe ;)

      Usuń