sobota, 27 lutego 2016

Motki z kalendarza cz. 1

Kalendarz adwentowy to urokliwy wynalazek, dodający wdzięku przedświątecznym dniom grudnia. Przez wiele lat kojarzył mi się wyłącznie z czekoladkami, ale parę lat temu zaczęłam odkrywać istnienie także innych form, gdzie małe upominki ukrywają się pod kolejnymi numerami. Kwestią czasu było zabranie się za adwentowy kalendarz prządkowy od Katharine Barber...

Cóż, mimo planów ćwiczenia charakteru, torebeczki z czesanką otworzyłam przed czasem (ale nie od razu po otrzymaniu przesyłki ;) ). Zracjonalizowałam sobie to dość prosto - wolałam zorientować się, czym dysponuję, i zdecydować na spokojnie, co zostanie z czym połączone, a które paczuszki skończą w jednej nitce. Większość skończyła (i skończy) w roli samodzielnych nitek - nie chciałam łączeniem rozmyć niepotrzebnie kolorów. Wspólne 2-ply zyskają jedynie dwa zawiniątka, z których powstanie dwubarwna nitka.

    An advent calendar is a charming idea, contributing to atmosphere of days before Christmas. For many years I was accustomed to advent calendars with chocolates, but recently I've discovered different types, with another kind of treats. Finally, I bought a spinner's advent calendar from Katharine Barber.

    Well, despite great plans for exercising my strong will I opened small bags with fluff before 1st December (although it happened some time after having received the parcel). It was quite easy to explain to myself - it's better to know what I have to spin and (maybe) to ply together... After browsing the fluff I decided to ply together only two different tops (not showed today), the rest is (and will be) one-colour.














Z początku przędłam przepisowo dzień po dniu, choć kolory niekoniecznie w kolejności przewidzianej przez autorkę. Potem miałam krótki wyjazd, a po wyjeździe musiałam skupić się na innych sprawach i przędzenie chwilowo poszło w odstawkę. Następnie wykończyłam jedną większą nitkę i wróciłam do adwentowych zawiniątek. Bardzo przyjaznych, gdy ma się mało czasu na przędzenie. Singla przędzie się pierunem, potem przewija się raz-dwa na zwijarce i kłębuszek do zdwajania z dwóch końców czeka cierpliwie w swojej torebce na większą partię singlową. Potem seryjne zdwajanie, seryjna przepierka... Podoba mi się taka organizacja pracy i w przyszłości nie będę się bronić przed małymi robotami prządkowymi.

Z dotychczas uprzędzionych rodzajów kalendarzowych czesanek najwięcej radości przysporzyło mi haunui. Z dużą przyjemnością snułam też mieszanki z firestarem - moim ulubionym połyskliwym dodatkiem o bardzo dyskretnym blasku. Wszystkie zawiniątka cieszyły oczy - ręczne farbowanie to coś, co prządki lubią najbardziej :) Małe motki nie groziły nudą i na pewno znajdą z czasem swoje zastosowanie jako akcenty kolorystyczne (paski, wzory wrabiane...). Na razie uprzędłam mniej więcej połowę zasobu, czyli 11 zawiniątek. Będzie jeszcze część druga.

Ostatnio uprzędłam jeszcze mieszankę wielbłąda, seacell i sztucznego kaszmiru. Wyszła nitka bardzo miękka, z delikatnym połyskiem, w subtelnych zielonkawych błękitach. Wszystko pięknie, ale nie polubiłam tej mieszanki. Jakaś taka jest zbyt sypka, mało kleista. Walczyłam z nią, starałam się, ale efekt nie jest dla mnie zadowalający. Cóż, nawet najbardziej entuzjastyczna prządka trafi czasem na coś, co nie wzbudzi jej zachwytu ;)

    At first I was spinning day by day (although not necessarily by numbers). Then I had to travel for a while, and after my return lots of distracting things happened. Advent calendar appeared to be perfect for a limited spinning time. Spin a short single, rewind and ply from both ends - I love this kind of job :)

    My favourite fluff in this calendar is haunui. I like also blends with firestar - it's delicate sparkle is so beautiful. Well, in fact I love them all, because of hand dyeing or gorgeous natural colours of haunui. Probably I will use those small skeins for accents: stranded knitting or stripes. I have 11 colours so far. There will be another colourful batch in the future...

    Lately I've also spun a blend of Camel/Seacell/Faux Cashmere. Delicate shine, softness, beautiful delicate colours... Despite all those features I'm not the fan. I struggled with it constantly and still I'm not happy with the outcome. I prefer more clingy wools and blends, that's all. Even the most enthusiastic spinner can't love every fluff ;)