sobota, 8 października 2016

Nitka - niespodzianka

Wiem, wiem, kolor mało zaskakujący, ale tej dwunitce udało się coś, czego zupełnie się nie spodziewałam. Podzieliłam całość (200 g) na dwie części (z wagą w dłoni), po czym uprzędłam dwa w miarę równe single. W miarę, bez fanatyzmu prządkowego. Zdwajałam na szpuli jumbo i okazało się, że oba single miały co najwyżej 10 cm różnicy w długości, a do tego udało się całe 200 g upchnąć na jednej szpuli. Podzieliłam się radością w Klubie Prządki i dziewczyny przyznały, że czasem się to zdarza (niektórym nawet podobno dość często), co nie zmienia faktu, że u mnie to pierwszy raz. Zawsze zostawał mi po takiej robocie konkretny kawałek singla, z którego dawało się jeszcze wytoczyć kłębek dwukońcówkowy i zdwoić go z obu końców. A tu, proszę, jaka miła niespodzianka :)

Surowcem do tego wypasionego motka była mieszanka: 37,5 proc. polwarth, 37,5 proc. merynos, 25 proc. bambus. Bardzo przyjemny, miękki zestaw, który ma w sobie wyraźnego puchacza. Wyszło w sumie ok. 180 m dwunitki w 196 g, czyli włóczkowy grubas. Na razie nie mam zielonego pojęcia, co z tego udziergam, ale pewnie w odpowiednim momencie wena mnie nawiedzi.









Tymczasem na froncie dziewiarskim trwają już w najlepsze przygotowania prezentów gwiazdkowych - standardowych czapek dla siostry i siostrzenic oraz szala dla mamy. Czapki są już mocno zaawansowane - 2 egzemplarze wykonane, trzeci bliski ukończenia (docelowo ma być ich 5). Szal wymagał trochę więcej pracy na początku, bo chciałam zrobić coś prostego z ozdobnym pasem. Jak się robi "z głowy", to trzeba przemyśleć wykończenia, dobrać wzór, który nie zginie w bajecznym farbowaniu malabrigo (szal powstaje z riosa w odcieniu Solis)... Najpierw była spora próbka, na której rozpracowałam nie tylko wymiary, ale też niuanse wybranego wzoru ozdobnego. Potem liczenie, nabieranie oczek i... prucie, bo jednak za bardzo zaszalałam z szerokością szala. Gdyby miał ok. 80 cm szerokości, z 5 motków riosa wyszedłby szalik zapewne nieco krótszy niż szerszy, czyli w sumie kocyk ;) Szal cięższy niż pół kilograma raczej nie ma większego sensu, więc przeliczyłam plany raz jeszcze i nabrałam połowę oczek względem pierwotnej wersji. Teraz powstaje stosunkowo szeroki szalik (ok. 40 cm), ale dużo bardziej praktyczny. Farbowanie Solis podoba mi się zarówno w splocie francuskim, podwójnym ryżu, jak też wzorze z bąbelkami. Dzierga się przyjemnie i obym zdążyła z wszystkim do świąt...



I know that this colour is not surprising (I love blues), but this time surprise happened totally unexpected. I divided top (200 g) for two 100 g parts, using scales, then I spun two singles, relatively even. I plied on the jumbo bobbin and suddenly I discovered that both singles are almost the same length - it was about 10 cm left after plying. Additionally, I managed to ply 200 g on one jumbo bobbin. I shared my joy in Klub Prządki (Polish spinners' club on fb) and other spinners shared their stories: it seems not so rare to have two almost even singles :) Well, for me it happened for the first time. Usually I have substantial leftover from one of the singles and I ply it from both ends.

This skein contents: 37.5 % Polwarth, 37.5 Merino and 25 Bamboo. Lovely combination, fluffy. I have circa 180 meters of 2-ply yarn in 200 g. I have no idea what I should knit from it. Probably the idea will come in the right moment.

Meanwhile in the Christmas gifts department... I'm quite advance in this subject. 3 of 5 planned hats are knitted up and I started for real with a scarf for my mum. As usually, knitting without a pattern needs more preparation and unraveling. I spent some time looking for right decorative stitches, then I had to decide the main stitch, the width of the scarf... I started twice, because the first version was too wide and with 5 skeins of rios (Solis) it would give something more like a blanket than a scarf...