sobota, 21 stycznia 2017

Przytul mnie...

...tak cichutko szepce ta nitka :) Single przędzione woolen (dużo powietrza w pojedynczej nitce), stonowane w kolorze i trochę szalone w strukturze... Taki singiel na niektórych odcinkach wydaje się bliski rozpadnięcia. Co jest oczywiście nieprawdą po mało czułym potraktowaniu gotowej nitki w praniu (było obijanie o ścianki kabiny prysznicowej, a jakże). Efekt mąk jest bardzo miękki i na pewno będzie odpowiednio grzał.

Wełniane batty, z których uprzędłam tę nitkę, były z założenia mini-zestawem swetrowym. Osiem kolorów: seledyn, stonowane niebieskości i chłodny brąz. Pasujące do siebie, ale osobne. Zrobiłam z tego coś w rodzaju gradientu. Tylko seledyn uprzędłam cały bez mieszania, pozostałe siedem kolorów ma mieszane na ręcznych gręplach przejścia. Sweter z takiego singla nie bardzo by miał sens, więc raczej pójdę w chustę albo szal. Raczej, a na razie poczekam na stosowne natchnienie.







Obecnie przędą się cienizny, więc kolejny motek nieprędko. Tymczasem sweter testowy Hani ma już korpus i rękaw, czyli zmierza ku (oby pomyślnemu) finiszowi.