sobota, 14 lipca 2018

Tanie i dobre (szyciowe)

Dość dawno temu opisałam kilka ulubionych wydawnictw albumowych o modzie. Takich pięknych, światowych, "na bogato". Tymczasem na moich półkach stoją najróżniejsze książki i wiele z ulubionych to wydawnictwa tanie, a nie mniej przydatne niż tamte albumy. Dziś o literaturze przedmiotu, którą w sieci i w antykwariatach można kupić już poniżej 10 zł, a potem cieszyć się z najlepiej wydanych w szyciowym życiu kilku złociszy :)

Przed zakupami warto przemyśleć, czy to na pewno ten typ literatury, którego się potrzebuje. Te książki mają z zasady kolorystykę czarno-białą, miękką, nieefektowną oprawę i są ilustrowane wyłącznie rysunkami. Konstrukcje przeważnie opisywane są dla jednego rozmiaru i nikt przy publikacji nie pomyślał o dołączeniu arkuszy z wykrojami. Ale są to też książki starannie zredagowane (bez typowych w obecnych tłumaczeniach potworków językowych), ilustrowane często lekką kreską przez panią Kalinę Paroll... Nie podają na tacy gotowego wykroju do wycięcia, a raczej uczą, co po czym i dlaczego. Co kto lubi :)

Jeśli ktoś kiedykolwiek pomyślał o szyciu, to na pewno zetknął się z książkami pani Zofii Hanus. Wydawane w czasach raczej siermiężnych, do dziś mogą wiele nauczyć.

Przede wszystkim polecam "Jak szyć?", czyli kompendium rozwiązań na różne krawieckie dylematy. Zapięcia, suwaki, marszczenia...



Poza tym są wielokrotnie wydawane "Kulisy kroju i szycia" tej autorki (tomy: "Bluzki, spódnice", "Suknie, kamizelki, spodnie", "Odzież dla dzieci" oraz najmniej popularny w sprzedaży, tak więc najdroższy "Płaszcze, peleryny").



Wśród książek pani Hanus jest perełka dla osób szyjących dla lalek - "Nastolatka szyje sama" (wydanie z różową okładką jest bogatsze od ciemnozielonego o dział przeróbkowy). Już wiele lat temu odkryłam, że rysunki wykrojów w tej książce są podane w skali idealnej do szycia dla lalek typu barbie lub fleur. Nie wiem, na ile to odkrycie jest powszechne, ale jakby ktoś nie wiedział, a był zainteresowany, to polecam.



We wszystkich książkach autorstwa pani Hanus są rozpisane konstrukcje różnych modeli odzieży. Od form podstawowych, przez wszelkie modyfikacje, a do tego przegląd dekoltów, kołnierzy, rękawów... No i poprawki podczas miar (jak zdejmować miary, co i jak poprawiać podczas przymiarek).

Innym nazwiskiem wartym uwagi w antykwariatach i internecie jest Barbara Ignatowska. Mam dwie książki jej autorstwa:



Jak ktoś lubi powgryzać się dość profesjonalnie w konstrukcję, to warto rozejrzeć się za książkami Ryszarda Kowalczyka. Mam "Krój odzieży damskiej".



Szyjącym dla domu polecam "Szycie bielizny pościelowej" Jadwigi Issat. Pozycja na pierwszy rzut oka specjalistyczna, ale napisana w przystępny sposób, idealna dla początkujących, z ilustracjami i opisami, jak wykonać różne rodzaje szwów, jak zszyć narożniki... Przydaje się przy szyciu dla domu, nie tylko pościeli.



To wszystko to taki krawiecki zestaw podstawowy. Dla mnie - niezbędnik.

PS. Za tło do książek robi schnący sweter. Jak czas i pogoda pozwolą, to go trochę dokładniej pokażę ;)

czwartek, 31 maja 2018

Ściągaczowe morze

To miał być zupełnie inny sweter, według gotowego wzoru... Okazało się jednak dość szybko, że nie ma szans, by tamten wzór wyszedł mi z 1400 m merynosa grubości skarpetkowej. Zanim doszłam do tego wniosku, zdążyłam wydziergać spory kawałek ściągacza, spodobał mi się i właściwie był gotową próbką (w dodatku dzierganą na okrągło). Od dawna hołubiony gdzieś w zakamarkach dziewiarskiej pamięci pomysł na "ściągaczowego" powrócił.

Żeby nie było zupełnie nudno, zaplanowałam na przodzie wąski pasek z ażurem. Padło na "żmijkę", która jednak nie zostanie moim ulubionym motywem, gdyż w jej przypadku nigdy nie jest oczywiste, w którym rzędzie wzoru się człowiek aktualnie znajduje, czyli trzeba pilnować i liczyć. Niby wzór prosty, ale wymaga dużo uwagi, co nie jest moją ulubioną charakterystyką w dziewiarstwie.

Poza tym ściągacz, ściągacz i jeszcze więcej ściągacza. Ściągacz jednakowoż pożera włóczkę jak warkocze, toteż nadeszła chwila, gdy trzeba było zdecydować, czym uzupełnić te szafiry, żeby tułów nie kończył się w talii, a rękawy były co najmniej 3/4... Wyciągnęłam wówczas motek granatowego Heritage Silka. Nie kocham go mimo zacnego składu - zrobiłam z niego dwa lata temu Anthro, jeden z moich ulubionych swetrów, który niestety mechaci się straszliwie i puszcza kolor w praniu. Ale... Golenie kawałka rękawów przeżyję, ew. farbowanie niebieskiego niebieskim nie powinno być zbyt dotkliwe. Toteż skorzystałam z okazji, aby pozbyć się w praktyczny sposób choć pół motka gada z zapasów ;)

W efekcie tych wszystkich kombinacji powstał sweter-kameleon. Może mieć formę od dekoltu a la Carmen aż do czegoś w rodzaju stójki (wówczas rękaw ma długość 3/4).

Sea of ribbing - pomysł własny
druty/needle: 3.25 mm
włóczki/yarn: Mirella (Włóczki Warmii) - 350g, Heritage Silk (Cascade Yarns) - circa 50 g
zdjęcia/photos + wisior/peacock pendant: Gosia















sobota, 19 maja 2018

Najprzytulniejszy

Niektórzy umieją się wpychać w kolejkę ;) Ten sweter powstał znienacka, zachciankowo. Bo ile można miziać piękną włoską mieszankę kaszmiru i jedwabiu bez dziergania? Nie doczekał się jakiejś szczególnej historii, po prostu został wydziergany i będzie noszony. Taki wygodny zwyklak z luksusowej włóczki wedle wzoru "On the Beach".

Fotografująca mnie Gosia z początku kręciła nosem na specyficzną urodę tego swetra. Fakt, to sweter bardziej do noszenia niż fotografowania, ale jak dać mu szansę na zrobienie drugiego wrażenia, to można zauważyć jego urok. Poza tym jest nieprawdopodobnie przytulny, mięciutki i waży zaledwie 163 g, więc jak go nie kochać? :)

Co mnie cieszy jeszcze bardziej, ten sweter można nosić na obie strony. Do zdjęć był założony na prawą stronę, na ostatnim zdjęciu leży w towarzystwie innego swetra (o nim wkrótce), dumnie prezentując stronę lewą. Nitki wciągnęłam starannie, nie ma powodu, by ograniczać się do jednej wersji. Gosia większą aprobatą obdarzyła stronę prawą, mnie jakoś lewa trochę bardziej pociąga. Na niej te niebieskie maziaje są bardziej włochate i całość robi wrażenie bardziej luzackie. A że ten sweter to klasyczny luzak...

The Coziest Pullover Ever
rozmiar/size: M
włóczka/yarn: Cariaggi Crash
druty/needle: 4 mm
zdjęcia/photos: Gosia

















czwartek, 10 maja 2018

Elegancki puchacz

Forma najprostsza z najprostszych, tyle że dziergana po skosie. W składzie dwie luksusowe nitki: prezentowy cieniowany jedwab Traumseide Zitrona i zasadniczo resztkowy kidsilk Dropsa w pasującej niebieskości. Szal idealny do wtulenia się, pięknie komponujący się z zawartością mojej szafy.

Przy dzierganiu tego szala wykazałam się charakterem :) Zasadniczo byłam wtedy w fazie wyrabiania zapasów. Po przerobieniu kilku motków szarego Nako Nakolena na czapki dla siostrzenic złapałam za jedne z piękniejszych nitek w szufladzie. Cóż - jedwab... Miało być eterycznie i luksusowo. I tak się działo. Ale do jednego motka jedwabiu (800 metrów) wypadałoby mieć cztery motki Kidsilka (każdy mierzy po 200 m). Po narzutce wydzierganej przed kilkoma laty zostały trzy motki i ani kawałka więcej. Słusznie zakładając, że przy mieszaniu dwóch nitek odcień innej partii farbowania jest mało istotny, dokupiłam jeden, jedyny nowy motek. Nie uległam wówczas pokusie - zostawiłam słabą wolę na inne okazje ;)

Szal miał okazję na zdjęcia przy okazji wycieczki do Łodzi. Jego kolory bardzo polubiły się z rudymi ceglanymi murami, a wietrzna pogoda uzasadniała opatulenie szyi moherowym puchaczykiem. Nowemu szalowi towarzyszyły raczej wiekowe dżinsy, które niedawno przywróciła mojej garderobie uzdolniona Ania z wrocławskiej Pasjonaterii. Nota bene, wystawę Diora w Centralnym Muzeum Włókiennictwa bardzo polecam.

Blue Cloud
Włóczki/yarn: Zitron Traumseide & Kid Silk Drops
Druty/needle: 4.5 mm
Wielkość/size: 45 x 180 cm
Zdjęcia: Gosia z asystą Marzeny















sobota, 14 kwietnia 2018

Tej chusty nie oddam

Nie oddam nikomu i już. To chusta wymarzona dla mnie. Kolor dobierany spośród kilku dostępnych niebieskości, miękka, lejąca nitka (merynos z jedwabiem i kaszmirem) plus wygodna do omotania forma trójkąta (z lekko zawijającym się ogonkiem). I wielkość :) Najdłuższy bok trójkąta mierzy 275 cm, wysokość trójkąta to 85 cm. Jest się czym owinąć.

Wzór to testowane dla Asi Nellissimo. Wydziergane prawie terminowo, ale życie i pogoda utrudniły natychmiastowe uwiecznienie udziergu dla potomności. Trochę poczekał i się doczekał :) Dzięki Dorocie jego uroda rozkwitła na tle wiosennej przyrody, a ja wreszcie mogę go bezkarnie nosić, bez obaw o zaciągnięcie nitki przed zdjęciami...

Dzierganie tej chusty było zajmujące i bardzo przyjemne. Z niezbędną dawką powtarzalności, ale też małymi dziewiarskimi niespodziankami (m.in. świetnie pomyślanym kształtowaniem trójkąta za pomocą rzędów skróconych). Efekt jest absolutnie dwustronny, przy czym wciąż nie mogę się zdecydować, która strona bardziej mi się podoba ;) Całość wspaniale grzeje i od niechcenia zdobi. To fason zdecydowanie dla włóczek o pewnym ciężarze (napisana jest na grubość nitki dk), lejących i dobrze się blokujących - choć blokowanie nie woła o szpilki, ale prawa strona potrzebuje otwarcia wzoru przez naciągnięcie na płasko.

Nellissimo by Asia Janeczek
rozmiar/size: M/L
włóczka/yarn: Sublime Yarns Baby Cashmere Merino Silk DK, 475 g
druty/needle: 4.5 mm
zdjęcia/photos: Dorota













sobota, 10 lutego 2018

Sweter w 10 dni

Taki sweter mi się wydziergał. W rekordowym czasie, bo od nabrania oczek do zamknięcia ostatniego oczka (nie licząc drobnej wykończeniówki, prania i blokowania) zajęło mi to 10 dni. Trochę luźniejszych, ale tak czy siak, grube nitki rządzą :)

Z tego Nepala miał powstać inny sweter, ale próbka zasugerowała zmianę planów, toteż bez szczególnego żalu sięgnęłam po Little Cabin Caitlin Hunter, który czekał w bibliotece już od jakiegoś czasu. Rozumiem rozkwitającą popularność tej projektantki, jej wzory są bardzo miłe dla oka, zgrabnie łączą modne elementy, ale jeśli są podobne w detalach dziewiarskich do Little Cabin, to nie czuję się szczególnie zachęcona do kolejnych prób. Oczywiście to może być kwestia moich osobistych upodobań, więc nikogo nie zniechęcam nazbyt energicznie. Lepiej samodzielnie spróbować i ocenić. Ja tak mam, że zawsze przy gotowych - zwłaszcza płatnych - wzorach mam nadzieję na nauczenie się czegoś nowego, nieoczywistego i zwykle ta nadzieja nie pozostaje płonna. Tym razem nauki od projektanta nie było. Po prostu ładny sweter dziergany od dołu do góry - tylko tyle i aż tyle ;)

Po raz kolejny przekonałam się, że warto czytać komentarze innych wykonawczyń danego modelu. U dziewiarek na ravelry udało mi się znaleźć podpowiedź dotyczącą lepszego ujmowania oczek w karczku. Sama zmodyfikowałam szerokość rękawów (u mnie są węższe) i na tej podstawie zalecałabym ten model raczej kobietom o szerszych ramionach. U mnie szerokość karczka na dole jest w sam raz, ale ja mam ramiona szersze niż biodra i w dodatku z racji węższych rękawów miałam na starcie karczka mniej oczek niż przepis przewiduje. Sytuację dodatkowo ratuje zastosowanie splotu francuskiego, który jest bardzo elastyczny we wszystkie strony. Zdecydowanie nie zalecałabym zmiany splotu w tej części, jeśli ktoś nie jest fanem francuza... Można też wybrać rozmiar tak, żeby wydziergać ten sweter z dużymi luzami i nie przejmować się pewną workowatością. Ale przy takim wyborze warto wybrać jak najbardziej lejącą się włóczkę i dobrać wystarczająco luźną próbkę.

Mimo tych zastrzeżeń technicznych przyznam szczerze, że efekt końcowy mnie przyjemnie zaskoczył. Jest po prostu sympatyczny i dzięki czujności dziewiarskiej wyszedł raczej zgrabnie. Od razu po obfotografowaniu zaczęłam go nosić, nawet mimo tego, że to półgolf (a ja takowych za bardzo nie lubię). To może jednak jestem fanką twórczości Caitlin Hunter? ;)

Little Cabin by Caitlin Hunter
druty/needle: 5,5 mm, 5 mm
włóczka/yarn: Drops Nepal (colour no. 0501)
rozmiar/size: S (z węższymi rękawami/with narrower sleeves)
zdjęcia/photos: Gosia

















Just knitted a sweater. My personal record as there were only 10 days between casting on and off :)

Grey Nepal was planned for another sweater. But as the gauge was much too big for that first choice sweater I changed my mind and started Little Cabin by Caitlin Hunter, pattern which waited for me in the Ravelry library for some time. Well, I understand why Caitlin's patterns are recently more and more popular, they are eye-catching, but for me it's not enough. Maybe someday I will change my mind and join the fans of Caitlin Hunter's patterns but I don't feel impressed so far. When I buy a pattern from the designer I always have hope to learn something new and usually it is like that but not this time.

As usually I learnt a lot from other knitter's notes on Ravelry. Definitely, yoke looks better when consecutive stages of decreases are made in two rows instead of one. I made also less increases in sleeves so I had less stitches when started the yoke. And it fits like a glove. But I'm rather broad shouldered, so if you are a petite person and you are not planning a boxy oversize sweater I would advise to choose size really carefully. Garter stitch helps to obtain the better fit, nevertheless, I suppose it would be easier to have the perfect fit with soft yarn (with a drape like alpaca or yarns with generous addition of silk) and a bit looser gauge.

Despite all these technical reservations I must admit that I'm pleasantly surprised with the outcome. I like this sweater and I'm happy with it's fit. Even I'm not a big fan of this particular shape of neckline I must admit it's practical. So since I've finished this pullover I wear it on regular basis. So, maybe after all I'm a fan of Caitlin Hunter's pattern? ;)

sobota, 3 lutego 2018

Chusta podróżna

Ta chusta powstała znienacka, latem. Kompletnie jej nie miałam w planach, ale tak jakoś się złożyło, że podczas rozmowy on-line z koleżanką omawiałyśmy kolory alpak Dropsa, klikałyśmy tu i tam, i przy jednym z kolorów mignęło mi zdjęcie pewnej chusty. Kolor piękny, choć zupełnie nie mój (ciepła oliwka), a chusta... O, akurat chusta była bardzo w moim typie: duży, mięsisty trójkąt (taki trochę skrzydlaty dzięki rzędom skróconym, co ułatwia noszenie), kolory zmieniane stopniowo, ozdobna koronkowa bordiura i niezupełnie gładka część zasadnicza. Te żeberka z oczek lewych podbiły moje dziewiarskie serduszko kompletnie.

Zwykle taki zachwyt kończy się zapisaniem wzoru do ulubionych i pielęgnowaniem myśli o wydzierganiu kiedyś, kiedyś. Tym razem było mniej typowo. Bo przypomniałam sobie, że raczej mam odpowiednie ilości alpaki w dwóch szarościach pozostałe po wydzierganiu dwóch swetrów (ten i ten). Do tego motek ciemnopomidorowej czerwieni (ależ się ona Dropsowi udała) na jakiś akcent. A co najważniejsze, zbliżała się mała podróż z mocno dziewiarskim podtekstem (a nawet kilkoma dziewiarskimi tematami wiodącymi ;)), więc nie za ogromna, umiarkowanie zajmująca chusta była idealnym pomysłem.

Realizacja poszła zgodnie z planem. Na wyjeździe zrobiłam część zasadniczą i początek bordiury, w domu dokończyłam całość. Na bordiurze dodałam trochę bąbli, pikotkowe zamknięcie oczek zrobiłam wcześniej wspomnianą czerwienią. Chusta wyszła duża, mięsista, idealna na zimę. Nie blokowałam jej od razu, bo ciężar alpaki ładnie prostuje część zasadniczą, a wygładzanie bordiury nie wydawało mi się potrzebne. Ale na pierwszym podejściu zdjęciowym zauważyłam, że złośliwiec nieładnie się wywija w okolicy "skrzydeł", gdy jest szeroko rozłożony w rękach. Ułożenie rzadko stosowane podczas używania, ale przy zdjęciach przydatne. Tak więc chusta trafiła do blokowania i poczekała kilka miesięcy na kolejną sesję... Po czym na tej kolejnej sesji było na tyle zimno, że zupełnie nie chciało mi się trenować pozy z "Titanica" ;) Pragnącym wizji całościowej sugeruję obejrzenie zdjęcia oryginalnej Dropsowej chusty (poprzez link do mojej wersji na Ravelry), bo raczej do trzeciej sesji się nie zmobilizuję...

To był mój pierwszy wzór ze stajni Dropsa i oceniam podejście jako udane. Miałam czasem wątpliwości, co autor wersji polskiej sobie myślał, ale dość szybko nauczyłam się sprawdzać niezrozumiałe fragmenty tekstu w wersji angielskiej, co rozwiewało wszelkie wątpliwości. Wzór nie miał błędów, schematy były czytelne... w sumie czuję się zachęcona do dalszego korzystania z dobra udostępnianego bezpłatnie przez tę firmę.

Shades of Eire
druty/needle: 5 mm
włóczka/yarn: Drops Alpaca (no. 501, 506, 3650)
zdjęcia/photos: Gosia











I wasn't planning to knit this shawl. It has just happened, when I was browsing photos of different Drops Alpaca shades... The original colour used for this pattern was beautiful olive (not my shade, definitely), but the triangle shape and rich texture were a great incentive. Plus these purl ridges - I fell in love with this pattern immediately.

Usually this kind of "love at first glance" means that I would remember the pattern and return to it after some time. But this particular shawl happened in the right moment, before a journey, when I needed a travel project in the adequate size. So I started to think about greys and red and luckily I had enough in my stash (leftovers after this and that sweater).

During journey I knit a body of the shawl and started the border. My mods are: bobbles incorporated in the border and contrast picot edging (I love picots and I wanted to enhance them). The final shawl is quite heavy so I didn't consider blocking necessary. After first attempt to photos of the shawl I changed my mind. It looked pretty when wrapped around neck but with arms spread it didn't look well. Usually I don't wear my shawls with arms spread but for good pictures it's useful... So I blocked it and waited for next photo opportunity. Then I wasn't in a mood for pose like in "Titanic" movie (as it was cold), so I suggest to look at Drops photo on Ravelry to see the whole shawl.

This was my first attempt to free patterns from Drops website and I consider it quite positive. I feel encouraged to use this free abundance of patterns shared by Drops.