sobota, 11 maja 2019

Moher, dużo moheru (i tweed)

Jestem zimowym zmarźlakiem i w dodatku uważam, że w mało której czapce dobrze wyglądam... Też tak macie? Dlatego wytrwale szukam czapki idealnej, po drodze sprawdzając różne fasony, kolory, faktury. Czasem trafiam lepiej, czasem gorzej, ale fasonu w 100% mojego jeszcze nie znalazłam.

Pokazywana dziś czapka jest bliska ideału. Przede wszystkim bardzo ciepła, dzięki podwójnej warstwie wysokiego ściągacza i kombinacji nitek (tweedowa wełniana plus moher). Rozmiar jest przyjazny, nie obcisły. I te brązy... Przyznam, że od jakiegoś czasu ciągnie mnie w stronę tego koloru i coraz słabiej się opieram. Wyjęłam z głębin szafy niegdyś ulubioną kurtkę zamszową, jakiś czas temu kupiłam brązową torebkę, która pasuje mi (prawie) do wszystkiego...

Pomysł na czapkę zaczął się od końcówki brązowego tweedu z niebieskimi punkcikami, którą odkupiłam od koleżanki. Elena zachęciła do łączenia tweedu z moherem. Pamiętałam, że mam gdzieś w zapasach... wróć, przypadkiem trafiłam w zapasach ;) na włochaty moher Katii (już nieprodukowany) w idealnym jasnobrązowym odcieniu. Po wstępnym próbkowaniu i paru próbach w robótce (tak, prułam moher i jakoś to przeżyłam, moher też) ustaliłam, który rozmiar będzie na mnie idealny. "Cream" to wzór z czasopisma Laine - prosty, ale dopracowany w szczegółach. Dziergało się przyjemnie i dość szybko. Pogoda jednak mnie wyprzedziła i nie zdążyłam czapki ponosić w sezonie zimowym. W oczekiwaniu na czas zdjęciowy skończyłam jeszcze dwa inne dodatki (szal i chustę), aż wreszcie trafiła się spokojna sobota, kiedy ja i moja ulubiona fotografka miałyśmy wolne, a aura jeszcze nie groziła ugotowaniem się po dwóch minutach otulenia w wełnę.

Na zdjęciach czapce towarzyszy wspomniana wcześniej kurtka, o której renowacji pisałam w początkach bloga. Razem tworzą całkiem sympatyczną parę, niemniej w codziennym noszeniu raczej się nie spotkają. Pasują do różnych pór roku i dla udanej stylówki nie zamierzam marznąć (w okryciu bez ocieplenia i podszewki) lub ryzykować pożarcie czoła żywcem (wełna w cieple podgryza mi skronie i czoło).



Wzór/pattern: Cream by Jonna Hietala
Yarns/włóczki: tweed Dandy and two mohairs from my stash
Druty/needle: 3,75 mm
Zdjęcia/photos: Gosia

4 komentarze:

  1. Bardzo sympatyczna "stylówka" ;) Czapka niby prosta, ale dzięki interesującej włóczce robi się niebanalna.

    Do brązów mam sentyment, bo nosiłam je całe lata, dopóki nie uświadomiono mi, że pasuje mi zupełnie inna kolorówka. Ja jestem wiecznym zmarźlakiem, więc czapkę, rękawiczki i szalik noszę nawet wtedy, gdy większość ludzi już o nich zapomniało, albo jeszcze o nich nie myślą... Cóż... Przestałam się przejmować i stawiam na ciepło i wygodę.

    Prucie to generalnie zło, ale prucie meherów czy innych "kudłaczy", to już jak dla mnie istne piekło. Dobrze, że Tobie poszło bezboleśnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :)

      Moje dawne brązy (przeważnie ciepłe) też kiedyś wywędrowały z szafy, gdy przekonałam się, że wyglądam korzystnie w chłodnych kolorach. Z czasem przekonałam się, że u mnie to zdecydowanie kwestia odcieni, kolory mniej istotne. Bywają żółcie i zielenie twarzowe dla mnie, ograniczam się jedynie z praktycznych względów - mniej kolorów w szafie ułatwia komponowanie garderoby. Z tym doświadczeniem i przemyśleniami jestem gotowa na powrót brązu :)

      Mieszanie włóczek bardzo polecam. Odkąd spróbowałam, mój repertuar dziewiarski bardzo zyskał na niuansach i mam szansę bardziej trafiać z próbkami, gdy nie ograniczam się tylko do nitek traktowanych dosłownie :) Cienizny pogrubiają ciut za chude nitki zasadnicze, mohery zmiękczają wyraz każdej włóczki i pięknie rozmywają kolory swego towarzystwa...

      Usuń
  2. Na oryginał w ogóle nie zwróciłabym uwagi, bo z gładkiej wełny wychodzi wielki czapon! A Twoja wersja jest super, to przez ten włosek kontury są zmiękczone i czapka wydaje się być jak chmurka. *^-^* Chyba poddałaś mi pomysł na nową zimową czapkę na przyszły sezon!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Polecam ten fason i wersję z dodatkiem moheru. Tu pobawiłam się z dwoma różnymi włochaczami - tej Katii nie starczyłoby na całość i w sumie dobrze wyszło (moher krótkowłosy lepiej eksponuje niebieskie wtręty tweedu). Podwójny ściągacz na pewno ochroni uszy i z rozmiarem trafiłam idealnie, bo jest dopasowanie bez ucisku. Warto było pruć nietrafione początki :)

      Usuń