sobota, 6 marca 2021

Klasyk w 100%

Kolejne zaległości do nadrobienia na blogu, czyli sweter sprzed (ponad) roku, który pokazywałam już tu i ówdzie.

Niektórzy muszą mieć w szafie białą koszulę, mnie do szczęścia niezbędny jest biały (lub ecru) sweter z warkoczami. Kiedyś miałam wersję bawełnianą takiego klasyka. Do bawełniano-wełnianej zbierałam się zdecydowanie za długo, ale jak już wybrałam wzór i nitkę, to poszło stosunkowo sprawnie.

Wzór pochodzi z książki Kristiny McGowan "More modern top-down knitting". Z wyboru jestem niezmiennie zadowolona - kombinacja ozdobnych splotów jest dokładnie taka, jaka mi się marzyła. Trochę mało informacyjne zdjęcia książkowe (piękne, ale ilustracyjnie umiarkowanie przydatne) sprawiły, że niechcący zmieniłam z boków swetra prawy pończoszniczy na lewy, z czego w sumie jestem zadowolona: lubię lewe oczka jako tło do ozdóbek. To jeden z tych przypadków dziewiarskich, które w sumie wychodzą na dobre :) W opisie znalazłam jedną pomyłkę i nie mam przekonania do głębokości pachy wykonanej wedle instrukcji - trochę musiałam na koniec pokombinować z igłą w dłoni, żeby było ok. Ale nie żałuję poświęconego czasu, bo sweter wyszedł taki, jak lubię.

Odpowiada mi także połączenie włóczki z wzorem swetra. Volpino Special (Pecci Filati) z grupowych zakupów we włoskiej hurtowni ma w sobie dużo z puchatka, ale jednocześnie dobrze podkreśla urodę warkoczy. Ma też cechę typową dla włóczek z bawełną (jest jej w nitce 64%, poza tym alpaka i wełna), czyli skracanie się dzianiny w pionie po praniu. Minusem bawełnianego braku sprężystości nitki było szybsze zmęczenie rąk przy wywijaniu drutami w tych wszystkich ozdóbkach, ale po coś ma się te jednoczesne kilka robótek w trakcie ;)

Po szczegóły techniczne udziergu zapraszam na stronę projektu na Ravelry (klik).







środa, 20 stycznia 2021

A to Franca!

Uroki globalnej wioski - łatwo nazwać wzór tak, że w którymś języku będzie prowokował do zabaw językowych :) Moja Franca powstała mniej więcej rok temu (w styczniu 2020) z sympatycznej pojedynczej nitki produkcji Cariaggi (merynos/alpaka/akryl w proporcjach 50/10/40) przędzionej w poetyce grubo-cienko, kupionej we włoskiej hurtowni w ramach zakupów grupowych.

Przy okazji tego wzoru nasunęło mi się kilka uniwersalnych dziewiarskich refleksji.

1. Tak, ten sweter spokojnie można zrobić bez kupowania (drogiego) wzoru. Przesunięta do tyłu linia ramion nie jest kompletną nowością i niejedna dziewiarka jest w stanie wydziergać coś takiego z głowy. Autorka zresztą określa swój "Cocoknits system" jako zdroworozsądkowy (commonsense). Wykończenia w tym modelu nie są jakoś przesadnie innowacyjne (proste brzegi, plisa przodu z oczek przekładanych), dół aż się prosi o jakieś drobne modyfikacje i wypróbowanie różnych sposobów zamykania oczek, żeby się za bardzo nie wywijał.

2. Wzór dostępny na Ravelry to nie jest de facto całość informacji autorskich. W kilku miejscach wzoru Julie Weisenberger odwołuje się do szczegółowych instrukcji na konkretnych stronach swojej książki "Cocoknits sweater workshop". Trochę to nie fair, choć sama autorka ostrzega przed tym w opisie wzoru na stronie Ravelry. Poza tym szczegółowe instrukcje z książki (oraz przydatna w dzierganiu Francy tabelka) nie są niezbędne do dobrego wykonania tego swetra, są po prostu przydatne i ułatwiają zadanie. W konkurencji sprzedawania wzoru wraz z jego ekosystemem pani Weisenberger chyba wygrywa w dziewiarskim wyścigu (jakby ktoś się zastanawiał, to kolorowe znaczniki-agrafki są wielokrotnie tańsze na chińskiej platformie zakupowej i sprawdzają się znakomicie przy dzierganiu Francy). A jak ktoś uprze się, że za nic nie zamierza kupować książki, to znajdzie poszczególne filmiki instruktażowe pani Weisenberger on-line.

3. Jak już się kupi książkę (zrobiłam to sporo przed Francą, przy okazji innych zakupów, dzięki czemu nieco mniej czułam się drenowana z kasy przy okazji nabierania oczek na nią) oraz wzór autorstwa Cocoknits, to potem jest sympatyczne dzierganie "za rączkę", przy którym jest czas, żeby myśleć o ewentualnych modyfikacjach. Ta konstrukcja aż się prosi o idealne dopasowanie ramion, co naprawdę łatwo osiągnąć. Potem takie ramiona odpłacają za poświęconą im uwagę. Franca idealnie "siedzi" na barkach i nie rozciąga się w tym rejonie. Trochę modyfikowałam też dodawanie i odejmowanie oczek w tułowiu, a na koniec na dole dorzuciłam pasek ściągacza, za którym dodziergałam jeszcze parę rzędów splotem pończoszniczym, po czym zamknęłam oczka metodą, która dawała najbardziej mięsisty brzeg (Jeny's Surprisingly Stretchy BO na lewo). Jak każda konstrukcja od góry, tak i ta pozwala wykorzystać nitkę praktycznie do końca. Dlatego najpierw wydziergałam rękawy, a potem wzięłam się za tułów, dzięki czemu na końcu został mi miniaturowy kłębuszek, a sweter jest długi i niesamowicie przytulny. Miał już parę wyjść zeszłej zimy - grzeje jak piecyk :)

Metryczka projektu na Ravelry

Zdjęcia są takie sobie, ale na lepsze w tych mało sprzyjających życiu towarzyskiemu czasach nie ma szans.